Strona główna » Blog » Wspomnienie Szydłowca – LEKARZE W SZYDŁOWCU – Rejzl Midlarska-Kwiatowska

Wspomnienie Szydłowca – LEKARZE W SZYDŁOWCU – Rejzl Midlarska-Kwiatowska

Wykonane przeze mnie tłumaczenie z angielskiego jednego z fragmentów “Szydlowiec Memorial Book”.

LEKARZE W SZYDŁOWCU przez Rejzl Midlarska-Kwiatowska

Jak pamiętam moje dzieciństwo, nie było lekarza w Szydłowcu. Gdy ktoś zachorował najpierw próbowano wszystkich starych metod – bańki, olej rycynowy i podobne środki. Jeśli zwichnąłeś nadgarstek lub kostkę najpierw biegłeś do Lazer-Yoskego, który był “specjalistą” w nastawianiu tych rzeczy dobrze. Kim był ten Lazer-Yoske? Miał wózek dwukołowy, na którym dostarczał rozmaite towary.

W przypadku poważnej choroby wzywało się “felczera” – a takich mieliśmy trzech: Aaron Fisher zwany Uzdrowicielem, Yeshaya Moshenberg zwany Uzdrowicielem i Avremele Fisher zwany Uzdrowicielem. Mogli oni przepisać lek lub – jeśli to konieczne – postawić bańki lub przystawić pijawki. Felczerzy również zwykli wyrywać zęby chłopom. U drzwi domu każdego z felczerów wisiały trzy mosiężne tace ze sobą powiązane, a gdy wiał wiatr, uderzenia metalu słychać było daleko. Dla felczerów owe tace były jak dyplom, który wisi w gabinecie lekarskim.

W bardzo ciężkich przypadkach, ludzie woleli wezwać lekarza z Radomia. 

Dla kobiet w czasie porodu było kilka położnych, które uczyły się swojego “zawodu” przez długie lata doświadczeń. Najbardziej popularna była Ruzhe, która przyniosła światu większość dzieci w Szydłowcu. Zwykła mówić, że jest matką tysięcy dzieci i do każdego mówiła “moje dziecko”. Autor tych linii jest jednym z jej dzieci.

Dopiero w 1930 roku dorobiliśmy się profesjonalnie wyszkolonych położnej w Szydłowcu. Zarówno ona, jak i jej córka zwykły odbierać porody.

Właściwie to mieliśmy już szpital w Szydłowcu w tych dniach. Ale o dziwo, był on pusty przez większość czasu. Starsi ludzie mówili nam, że podczas I Wojny Światowej szpital funkcjonował pod przewodnictwem Ryfki Zucker, który była pielęgniarką.

Na początku 1920 roku nastąpiła zmiana na lepsze, kiedy Dr Nikolski osiedlił się w Szydłowcu. Natychmiast został on wyznaczony miejskim lekarzem i nigdy nie brakowało mu pacjentów. 

Kilka lat później dr Tadanyer przyjechał do Szydłowca. Świeży absolwent uczelni, przystojny i łagodny, szybko się zintegrował z wszystkimi w mieście.

Ponieważ populacja wzrosła, dwóch lekarzy było mało, więc felczer “przymigrował” z Łodzi – jego nazwisko Niechtshisky. Nabył duże doświadczenie z pracy w szpitalach i okazał się być bardzo pomocny dla ludzi, szczególnie dla młodszych dzieci. Później Leybush Dimont stał się naszym trzeciego lekarza. Jego ojciec, Joel, był bardzo znany w Szydłowcu – “nowoczesny” człowieka o reputacji liberała. Posłał swojego syna do Francji, by studiował medycynę, a gdy Leybush wrócił jako pełnoprawny lekarz, całe miasto było dumne. To nie było byle co.

Żaden z lekarzy nie pobierał wygórowanych opłat, ale dr Dimont nigdy nawet poprosił o pieniądze. Jeśli pacjent był zbyt biedny, by zapłacić, to było dla niego wszystko było w porządku. Często w takich przypadkach, chciał nawet podać lek za darmo.

Wraz z wybuchem II Wojny Światowej dr Dimont pozostał praktycznie jedynym lekarz przez chwilę, aż kilku żydowskich lekarzy – uchodźców z Krakowa – przybyło do Szydłowca. Wszyscy oni pracowali ponad swoje siły w szpitalu, który został zorganizowany na rozkaz gestapo. W tych gorzkich czasach doktorowi Dimontowi udało się uzyskać potrzebne leki z Paryża, który jeszcze nie zostały zajęty przez Niemców. Miał tam kontakty z kilkoma osobami z Szydłowca – Kwiatowskimi oraz własnym szwagrem, Jakubem Katzem. Dr Dimont został zabity przez nazistow. Jego żona, Leah (Katz) Dimont cudem uciekła z synem i obecnie mieszka w Paryżu.

Tekst oryginalny:

DOCTORS IN SZYDLOWIEC
by Reyzl Midlarski-Kwiatowski
As I remember my childhood, there was no doctor in Szydlowiec. Whenever anyone took sick they first tried all the old methods — cupping, castor oil, and similar remedies. If you sprained your wrist or your ankle you first ran to Lazer-Yoske, who was a “specialist” in putting such things right. Who was this Lazer-Yoske? He owned a two-wheel cart on which he delivered a variety of merchandise.
In case of a serious illness you called the “feldsher” — of whom we had three: Aaron the Healer (Fisher), Yeshaya the Healer (Moshenberg) and Avremele the Healer (Fisher). They could prescribe a medicine and, if necessary, apply cups or leeches. The feldshers also used to pull teeth for the peasants. At the door to each feldsher’s house hung three brass trays, tied to each other, and when a breeze blew, the tinkling of the metal could be heard far and wide. For the feldshers these trays were like the diploma that hangs in a doctor’s office.
In very serious cases, people wuold call the doctor in Radom.
For women in childbirth there were several midwives who had learned their “profession” through long years of experience. The most popular one was Ruzhe, who had brought most of the children in Szydlowiec into the world.She used to say she was the mother of thousands of children and she called each one “my child.” The writer of these lines is one of her children.
It was not until the 1930s that we got a professionally trained midwife in Szydlowiec. Both she and her daughter used to deliver the babies.
Actually we already had a hospital in Szydlowiec in those days. But strangely enough, it was empty most of the time. Older people told us that during the first World War the hospital functioned under the guidance of Rivka Zucker, who was a nurse.
Early in the 1920s there was a change for the better when Dr. Nikolski settled in Szydlowiec. He was immediately appointed the town physician and he never lacked for patients.
Several years later Dr. Tadanyer came to Szydlowiec. A recent graduate, handsome and gentle, he soon ingratiated himself with everyone in town.
As the population increased, two doctors were not enough, so a feldsher “migrated” from Lodz — his name was Niechtshisky. He had acquired a great deal of experience from working in hospitals and he proved to be a big help to the people, especially for younger children. Later, Leybush,Dimont became our third doctor. His father, Joel, was very prominent in Szydlowiec, a “modern” man with the reputation of being a liberal. He sent his son to France to study medicine, and when Leybush came back a full-fledged doctor, the whole town shared in the glory. It was no small thing.
None of the doctors charged exorbitant fees, but Dr. Dimont never even asked for money. If a patient was too poor to pay, that was all right with him too. Often, in such cases, he would even supply the medicine free.
With the outbreak of World War II Dr. Dimont remained practically the only doctor for a while, until several Jewish doctors — refugees from Krakow — came to Szydlowiec. They all worked beyond the limits of their strength in the hospital that was set up by order of the Gestapo. In those bitter times Dr. Dimont managed to obtain needed medicines from Paris, which had not yet been occupied by the Germans. He had contacts there with a few people from Szydlowiec — the Kwiatowskis and his own brother-in-law Jacob Katz. Dr. Dimont was killed by the Nazis. His wife, Leah (Katz) Dimont miraculously escaped with her son and they are now living in Paris.