Wspomaganie pisania tekstu po angielsku


Jakkolwiek znam angielski na tyle, aby pisać w tym języku, to nie znam go na tyle, aby pisać jednocześnie szybko, bezbłędnie i właściwym stylem. W mowie jest inaczej, bo na wiele rzeczy można sobie pozwolić i mowa ogólnie ma inną specyfikę. Flow w mowie może wyglądać na chaos w piśmie. Jak sobie z tym dać radę?

Droga na skróty

Język angielski ma dosyć prostą strukturę, więc możliwe jest tworzenie do niego narzędzi automatycznie go sprawdzających i korygujących. Względnie dobrze wychodzi też tłumaczenie automatyczne na angielski, bo jest on na tyle rozpowszechniony, że maszyny tłumaczące mają na czym się uczyć. Gdy potrzebuję więc naprawdę szybko napisać jakiś dłuższy tekst po angielsku, w którym będzie skomplikowanie, to czasami podejmuję się takiego zagrania:

  1. Utworzyć podstawowy tekst z użyciem Google Translate;
  2. Poprawić tekst z użyciem własnej wiedzy na temat języka;
  3. Sprawdzić poprawność tekstu w kilku weryfikatorach i korektorach online.

Wspomaganie

Polecam się przyjrzeć różnym weryfikatorom i korektorom. Obsługują one rozmaite odmiany języka angielskiego i każdy z nich ma chyba trochę inne podejście, bo co innego potrafią wyłapać. Przyszło mi do głowy teraz, że przypominać w tym mogą programy antywirusowe. 🙂

Poniżej linki do kilku takich aplikacji online:

Czy warto zaufać?

Dean Evans w 2011 roku zrobił test popularnym wówczas weryfikatorom i korektorom Grammarly, Ginger oraz After The Deadline. Przeciwstawił je wbudowanemu w Microsoft Word spell-checkerowi oraz własnej żone, która jest zawodowym korektorem. Każdy program oraz jego żona miał do oceny następujący tekst:

When Apple Corps launched their first iPhone in 2008, it didn’t dissappoint. In fact, it immediately captured the collective imagination with a geeky allure driven by Apples slick design, the phone’s smart flexibilty and it’s inovative multi-touch approach.

Znajduje się w nim podobno osiem błędów (ja wiem o pięciu, ale cztery wyczytałem z artykułu Evansa 🙂 ). Jego żona wyłapała wszystkie a z programów najlepszy był… Microsoft Word, który wyłapał połowę. Wrzuciłem jego tekst do polecanych przeze mnie wyżej aplikacji i SpellCheckPlus wyłapał 4/8 błędów – przy czym wyłapał jeden błąd, którego żaden z testowanych przez Evansa programów nie wyłapał. Gdyby użyć SPC razem z Microsoft Word to wynik byłby już 5/8. Stąd warto łączyć różne takie aplikacje. Miałem okazję sprawdzić w praktyce, że odnajdują one różne wyniki i dlatego też nie korzystam tylko z jednej.

Inna sprawa, że w komentarzach pod artykułem Evansa można znaleźć ciekawe wypowiedzi na temat tego, ze korektory mogą też się mylić i to w kwestiach takich, w których właśnie moglibyśmy chcieć najbardziej im zaufać, czyli znaków interpunkcyjnych (bo zakładam, że słownictwo i ogólną konstrukcję zdania każdy sprawdza). Stąd polecam na koniec poznawać gramatykę angielską, np. w serwisie English Grammar 101, z którego kiedyś korzystałem i mi się podobał (nie wytrwałem w nim jednak do końca nauki).


Dodaj komentarz