W mojej szafie jest flanelowa koszula


Istnieją stereotypy na temat wyglądu informatyków i być może nie wzięły się znikąd. Będąc wczoraj na Open Source Day miałem okazję znaleźć się w tłumie w jakiś sposób innym niż ten, w którym się zagłębiam na ulicach Warszawy. Długie włosy, czarne koszulki, okulary, nieogolone twarze, może niemodne włosy.

To oni. Informatycy.

Ja sam wcale nie odstawałem bardzo od tłumu. Na sobie miałem czarną koszulkę z Open Source Day 2015 (i nie byłem jedyny, który taką założył) a w papierowej torbie na gadżety niosłem już nową z OSD 2016. Włosów nie miałem długich, bo jakiś czas temu ściąłem, ale i tak były dłuższe niż „norma przewiduje”. Okulary mam w ogóle bardziej informatyczne niż zwykły śmiertelnik, bo mam folię pryzmatyczną Fresnela na szkłach, co w zwykłym śmiertelniku nieświadomym mojej wady wzroku może budzić myśli, że jestem jakiś bardzo hipsterki i mam okulary w paski (czyli, że niby jestem geekiem a nie nerdem)

Zrobiłem sobie zdjęcie z linuksowym pingwinem z SUSE, widać tutaj moją informatyczną prezencję:

Grzegorz Kowalski z linuxowym SUSE pingwinem na moście w dżungli
Grzegorz Kowalski z linuxowym SUSE pingwinem na moście w dżungli

A tutaj owe słynne informatyczne koszulki:

Koszulki Open Source Day 2015 oraz 2016
Koszulki Open Source Day 2015 oraz 2016

Jakbym poszukał to jeszcze jakąś informatyczną czarną koszulkę bym w szafie znalazł.

No właśnie – w mojej szafie jest flanelowa koszula i nawet czasami ją zakładam do pracy. Bardzo ją lubię, bo jest ciepła i miękka. Nie wiem dlaczego flanelowe koszule mają być gorsze niż marynarki, zwykłe koszule, garnitury. Ale może istotą rzeczy jest walka klas, słynne „geeks vs suits” (popatrz w Google, znajdziesz trochę na ten temat). Walka i rozróżnienie wynikające gdzieś z rozumienia świata. Opisywali to w swojej książce Jacek Woźniak i Katarzyna Łubieńska, „Informatycy. Czy informatykami da się zarządzać? Czy da się z nimi żyć? Czy informatycy przetrwają?” (polecam, mam własny egzemplarz z podpisem autorów). Jest to poważna sprawa.

flanelowa-koszula

Gwoli ścisłości, mam też i marynarkę, w której co jakiś czas pojawiam się w pracy. Czasami zakładam też pod nią jakąś koszulę (nieflanelową).

A teraz tak trochę bardziej na poważnie: cieszę się z tego, gdy mogę się znaleźć w tłumie informatyków lub tez mogę być do niego zaliczony nawet po linii stereotypu, bo jednak chyba jest we mnie jakieś poczucie z przynależności do grupy i coś pozytywnego psychicznie z tego dla mnie wynika. Informatyk zamknięty samotnie tylko w swoich abstrakcjach – to trochę smutne. Nie czuję się jednak takim radykalnym geekiem czy nerdem, bo w zestawieniu z niektórymi naprawdę radykalnie informatycznymi ludźmi, których radykalizm mógłby być zbadany przez psychologów pod kątem zaburzeń psychicznych, wiodę życie bliższe zwykłym śmiertelnikom z normalnego społeczeństwa. Owszem, nie dbam o wygląd zewnętrzny tak jak reszta świata, ale myślami i uczuciami jestem blisko ludzi (tak mi się wydaje).

Moje stare zdjęcie z 2012 roku (bodajże do legitymacji studenckiej)
Moje stare zdjęcie z 2012 roku (bodajże do legitymacji studenckiej)

Jest różnica między pojawieniem się w tłumie informatyków na współczesnej imprezie jaką jest OSD a pojawieniem się na spotkaniu Klubu Informatyka Polskiego Towarzystwa Informatycznego. Spotkania Klubu mają inny charakter: trochę bardziej akademicki, trochę bardziej elitarny. Wszyscy wyglądają jakby wyszli z uniwersytetów albo instytucji administracji państwowej (bo też chyba większość właśnie w takich pracuje). Ubiór jest praktyczny, stonowany, ale nie tak luźny jak u współczesnego młodego pokolenia, bo też i wiekowo jest tam zupełnie inaczej. Inna atmosfera. Aczkolwiek też można „poczuć grupę”. Trzeba tylko posłuchać co mają do powiedzenia a w stylu wypowiedzi zaraz ujawni się ta specyficzna informatyczna wszechwiedza, błyskotliwość i trochę taka ni to złośliwość, ni to humor zarazem.

Tak czy inaczej, czuję się przynależny do grupy zwanej ogólnie: informatykami.


Dodaj komentarz