Strona główna » Blog » Testy na inteligencję nie są dla każdego

Testy na inteligencję nie są dla każdego

Ten wpis jest kopią archiwalną z moich postów i komentarzy na pewnym wyjątkowym forum dla społeczności IT, na którym publikuję żarty, urządzam prowokacje, dzielę się refleksjami. Generalnie dokuczam kolegom i koleżankom z branży, inspiruję dyskusje i kłótnie.

(…) byliście kiedyś poddawani testom na inteligencje lub czemuś podobnemu?

Gdy chodziłem jeszcze do szkoły średniej zawezwano mnie i grupę innych chyba losowo wybranych osób na jakieś testy psychologiczne do lokalnej poradni psychologiczno-pedagogicznej, wrzucono do jednego pomieszczenia, rozdano każdemu serię arkuszy z zadaniami i nakazano wypełniać. Większość zadań była podobnych do testów IQ z Mensy (jakby ktoś nie wiedział jest to „największe i najstarsze stowarzyszenie ludzi o wysokim ilorazie inteligencji”), ale dodatkowo były też jakieś testy z wyobraźni przestrzennej i jakieś inne pomniejsze. Wyglądało to tak jakby ktoś chciał badać nasze techniczne umiejętności. Chodziłem do technikum elektronicznego, więc wydawało się to mieć sens.

No i teraz zerknijcie na pic related, takich zadań na teście było pełno. W skrócie chodzi o to, że podane są jakieś jedno lub dwuwymiarowe sekwencje albo układy czegoś i trzeba podać co powinno być brakującym elementem. Czyli przykładowo sekwencja „1, 2, 3” i co powinno być kolejne – przykładowo odpowiedzą może być 4. Miałem z tymi zadaniami pewien specyficzny problem. Mianowicie z mojej lekko autystycznej perspektywy każda odpowiedź była dobra, bo nie było dla mnie problemem dokonanie interpolacji funkcji matematycznej, która by łączyła dowolne trzy liczby z dowolną czwartą. Gdyby mnie się ktoś zapytał dlaczego do sekwencji „1,2,3” jako następną liczbę wyznaczyłem 23 to potrafiłbym sprawnie wyliczyć tej osobie odpowiednią funkcję matematyczną, która by je łączyła.

Rozumiałem, że nie tego się ode mnie oczekuje, lecz raczej podania schematycznej odpowiedzi takiej jakiej by się oczekiwało od kogoś, kto nie rozumie za dużo. Wypełniałem więc kolejne sekwencje liczbowe i później obrazkowe aż wraz z upływem czasu ogarnęła mnie tak potworna nuda, że zacząłem jednak wybierać mniej oczywiste odpowiedzi. Zanim doszedłem do końca długaśnego arkusza byłem już z nudów kompletnie zbuntowany i odpowiedzi były naprawdę dowolne (ale nie błędne w moim rozumieniu i w zasięgu moich umiejętności). Niestety, na końcu czekało mnie coś niespodziewanego.

Komiks.

Trzeba było uporządkować sekwencję zdarzeń przedstawioną w krótkim komiksie tak, aby miało to sens przyczynowo-skutkowy. Historie dotyczyły ludzi, ich interakcji, życia, codziennych spraw. Byłem już na tyle oddany wymyślaniu nietypowych (ale poprawnych) odpowiedzi w mojej głowie, że połączyłem obrazki komiksu w zupełnie szalone i fantazyjne fabuły. Zadowolony wpisałem to wszystko w arkusz.

Później się dowiedziałem skądś (bo nie otrzymałem do ręki żadnych oficjalnych wyników czy interpretacji), że wszystko, co wypełniałem, było świetnie do momentu komiksu, który był zdaniem oceniających tak źle, że absolutnie jedyne do czego się mogłem nadawać z takim zwichrowanym aspołecznym umysłem to informatyka. Nikt nie stwierdził mi wówczas żadnego autyzmu czegoś takiego chyba tylko dlatego, że tam nikt się nie znał na takich sprawach.

Dodatkowo były to czasy, w których ludzie śmiali się z tych, którzy nie poszli do liceum. Technika i zawodówki były widziane jako coś gorszego, szkoły dla podludzi. Dopiero kilka lat później się okazało, że nadchodząca polska rzeczywistość zadziała odwrotnie: osoby techniczne staną się królami rynku pracy a licealiści pójdą na nieprzydatne nikomu studia po których nie będzie pracy.

Na tych testach wszyscy ode mnie ściągali wszystko za wyjątkiem komiksu, bo to uznali, że umieją i pewnie tak było. Stąd podobno wszyscy wyszli na mądrzejszych ode mnie, miałem chyba najgorszy ostateczny wynik z grupy xD xD xD

Tak więc „smutna żaba, nie ma profitu” – tak to wtedy wyglądało.