Strona główna » PPBIT

Tag: PPBIT

Joga Programowania

Ten wpis jest kopią archiwalną z moich postów i komentarzy na pewnym wyjątkowym forum dla społeczności IT, na którym publikuję żarty, urządzam prowokacje, dzielę się refleksjami. Generalnie dokuczam kolegom i koleżankom z branży, inspiruję dyskusje i kłótnie.

Świadomy Celibat jest dla elity najbardziej uduchowionych i jest bardzo zdrowy – wprowadza nas w realia życia poza ludzkiego, wiecznego. Ludzie o niskich wibracjach nie będą potrafili go utrzymać, niech nie próbują. Również zmuszanie do niego nie jest dobre dla osoby na niskim poziomie. Dlatego ja Wam wyjaśnię jak podnieść swoje wibracje i świadomie wybrać duchową drogę celibatu. Należy podjąć się Jogi Programowania. Nie chodzi o ćwiczenia gimnastyczne, bo joga to pojęcie szersze – w winnym tłumaczeniu oznaczać może unię ale też jarzmo – trud. Joga Programowania wymaga totalnego zjednoczenia z językiem programowania własnego wyboru. Musisz podjąć codziennie kontemplacje nad słowami kluczowymi, codzienne wizualizacje pętli, rekurencji i innych konstruktów. Należy podjąć też ćwiczenia oddechowe i ćwiczenia skupienia. Jeżeli w Twoim języku używa się średników to będzie to Twój symbol skupienia. Jeżeli są nawiasy klamrowe to one będą spinać Twoje doświadczenie. Jeżeli jest to język oparty o wcięcia z użyciem białych znaków, będziesz musiał ćwiczyć rytm oddechu do rytmu tych wcięć. Wiele jeszcze jest ćwiczeń, ale to nie koniec. Wschodnie ezoteryczne szkoły programowania mają praktyki kontrowersyjne, prawie bałwochwalcze, polegające na oddawaniu czci twórcom danego języka. Portret lub portrety zawiesza się w jednym z pokojów domu i generalnie robi tam kapliczkę. To jest cała oddzielna gałąź jogi programowania.

Mógłbym o tym mówić godzinami, nie wiem czy to ma sens. Wchodzimy w obszar wiedzy tajemnej, która nie dlatego jest tajemna, że ukryta przed oczami i uszami ludzi, ale dlatego, że umysły ich zbyt są skupione na iluzjach doczesności: fałszywych konwencjach, zasadach tworzenia software’u. Dostęp do głębszej wiedzy wymaga wewnętrznego oczyszczenia. Niektórzy potrzebują defragmentacji jak stare dyski talerzowe, co też swoją drogą łączy się z ezoteryczną doktryna siedmiu czakramów informatycznych, czyli wirtualnych talerzowych dysków zasilających astralny RAID. (Dopiero prawdziwe oświecona osoba może dostąpić przemiany helisy DNA w 12 wątkową fabrykę genetyczną, która upgrade’uje te dyski do postaci podobnej do SSD.)

Linux to system dla biedaków i tylko spróbuj udowodnić że tak nie jest

Ten wpis jest kopią archiwalną z moich postów i komentarzy na pewnym wyjątkowym forum dla społeczności IT, na którym publikuję żarty, urządzam prowokacje, dzielę się refleksjami. Generalnie dokuczam kolegom i koleżankom z branży, inspiruję dyskusje i kłótnie.

Linuksz – gorzka prawda

Bądźmy szczerzy, Linux to nie jest poważny system operacyjny. Ot, trochę dykty poklejone na ślinę i powiązane niteczką na supełek. Ale wielu osobom to pasuje, bo też tacy z nich admini i programiści co to podobnym standardom hołdują. Z wierzchu wygląda spoko, mogą oszukać normików, ale wewnątrz patyki z tataraku, glina, eternit, mokry karton. Linux powstał z biedy i dla biedaków, udowodnijcie mi że nie.

Po licznych entuzjastycznych komentarzach i reakcjach

(…) dziękuję za Wasze wsparcie, wszyscy do tej pory potwierdzacie, że Linux z biedy powstał, do prowizorki służy, jego odpowiednikiem w świecie fizycznym jest taśma klejąca i stare zużyte spinacze biurowe. Prawdę trzeba głosić, aby ludzie nie błądzili. Nasza branża i tak jest już mocno przeżarta przez zabobon. Dziękuję!

Ktoś porównał Windowsy do Linuksów, moja odpowiedź

To jest klasyczna hipokryzja biedacka – ludzie porównują linuksy, które często konfigurowali tygodniami metodą prób i błędów oraz chodząc po tysiącu forów internetowych, do tylko ledwo podpucowanych w panelu sterowania Windowsów i twierdzą, że linuszki to taki cymes, że ho-ho.

Ktoś napisał w komentarzach, że „Linux to nie OS„, mój komentarz

No pewnie, to tylko atrapa, proteza. Smutne, że niektórzy wolą oprzeć się o taką protezę niż sięgnąć po prawdziwe kończyny.

Po 10 latach linuchów text-only na serwerach jestem przekonany, że 99% problemów linusiuów to one same. Przecież to jest wszystko nitką związane, taśmą klejącą sklejone, z kartonu i sreberka po czekoladzie.

Linuksy są potrzebne chociażby tylko po to, żeby istniała realna alternatywa dla korporacji. Gdyby wszystko było w rękach Microsoftu lub Apple, to za każde zalogowanie do systemu płacilibyśmy 50 groszy.

Napisał na forum p. Norbert

(…) co potwierdza tezę, że jest to system dla biedoty, społecznych nizin, ludzi skrzywdzonych finansowo przez los. Dobrze, że jest, ale byłoby jeszcze lepiej, gdyby ci ubodzy mieli możliwość żyć jak ludzie. Szkoda mi ich, naprawdę. Życie na chudej zalewajce i na linuszku to nie jest łatwa sprawa.

Biednemu trzeba ostrożnie pomóc

Nieładnie śmiać się z biednych. Do nich trzeba wyciągnąć pomocną dłoń. Widzisz linusia to pytasz czy może zapiekankę kupić albo czy może nie wziąłby pary starych spodni. Na karteczce zapisujesz mu numer telefoniczny do MOPSu. Ale pamiętaj, w numerze użyj myślników (uwaga, wieku linusiów mówi na nie „pauzy”, nie zdziw się), bo inaczej mogą to to wziąć za adres IP albo maskę podsieci. Staraj się też nie patrzeć im za długo w oczy, podobno mogą stać się agresywni. Lepiej z nimi mówić po angielsku, nawet łamanym. Wtedy się uspokajają.

linuś jednak wziął się z biedy – podobnie jak myszy, szczury, pająki, komary i pleśń

Linuś to podsystem – i to jest fakt!

> 2021 rok
> Linux
> w dodatku z powłoką graficzną

No trochę wstyd OPku. Napewno trochę zarabiasz, więc idź kup sobie normalnego Windowsa i żyj jak człowiek. Windowsy teraz tanie jak barszcz. i dołączają też do nich linuszki jako podsystemy (xD), więc jak Cię sentyment weźmie na wspomnienie błędów przeszłości to będziesz miał wszystko w jednym pięknym działającym zestawie.

W reakcji na liczne komentarze do powyższego:

> ludzie nieumiejący skonfigurować Windows narzekają na Windows
> ci sami ludzie wychwalają linuchy, które wcześniej przez tydzień konfigurowali stosujac porady z forów dla kuców w krasiastych koszulach

Linuś a używanie kart graficznych NVidia

Czy ludzi używających Linuksy stać tak właściwie na karty Nvidii? Przecież Linux to system dla ludzi „oszczędnych” (pisze dyplomatycznie, aby nikogo nie urazić). Jakoś mi to nie pasuje do siebie: Linux i porządna, jakościowa karta graficzna. To tak jakbyś ubierał najlepsze skórzane ubranie a’la Hell’s Angels na czas jazdy rowerem.Linuksiarz powinien się pogodzić ze swoim miejscem w społeczeństwie. Te aspiracje do wyższych kast są zbędne, tylko przyniosą takiej osobie cierpienie.

W odpowiedzi na nienawistny komentarz użytkownika systemu GNU/LInux:

ależ ja nie podważam tego, że na GNU/Linuksie możesz czuć się wspaniale. Wręcz przeciwnie, szczególnie TY możesz się czuć wspaniałe. Bo to jest Twoje miejsce. Mi chodzi tylko o to, abyś nie szukał szczęścia poza tym, co Tobie przeznaczone. Każdy z nas odgrywa jakąś rolę w wielkim teatrze świata. Nie każdy jest aktorem pierwszego planu, nie każdy jest gwiazdą.

oraz

wypełnia Cię ból, bo pragniesz zająć miejsce wyższe niż teraz zajmujesz. Ten ból uczyni z Ciebie nienawistnika, który pomnaża cierpienia swoje i czerni nieprzyjemności innym. Nie namawiam Cię do nagłego porzucenia swoich poglądów, bo niewielu jest zdolnych do tego. Raczej dopuść do sobie możliwość, powiedz „może on ma trochę racji”. Zaraz poczujesz się lepiej. No kiedyś kup sobie legalnego Windowsa, zainstaluj – to będzie pierwszy krok ku lepszemu.

Czym są dla Linuszka kontenery dockera

Kontenery to akurat wielkie dobro, ale wcale nie dlatego, że to kolejna warstwa wirtualizacji , izolacji czy cokolwiek, lecz dlatego, że te wszystkie Dockerfile to wreszcie czytelne manuale (bo przecież kod „sam się czyta”) jak coś gdzieś zainstalować i uruchomić, co naprawdę ma jakie wymogi. Dla świata linuszków nareszcie to jakiś porządek i to jest istotne, bo jednym z wielkich problemów GNU/Linux jest jeden wielki bałagan, śmietnik, stary brud, nie mycie się, zapach potu, tłuszcz. No obraz zaniedbania, NĘDZY. (W sumie to nic dziwnego, Linux historycznie powstał z biedy dla biedaków). Gdyby kiedyś programista Assemblera po zażyciu substancji odurzających miał stworzyć system operacyjny to byłby to właśnie Unix oraz GNU/Linux – wszelkie identyfikatory jak mnemoniki, całe dekady spędzone w memory leakach i null pointerach, wszystko powiązane na wstążkę, sklejone gumą do żucia. Przypomina dzieło 6 letniego dziecka.

W sumie to Linux przypomina też dawne roguelike’i takie jak NetHack czy Adom. Gdy już wejdziesz w ten temat to idziesz w kolejne poziomy podziemi. Giniesz mnóstwo razy ale każda śmierć przynosi Ci rozumienie jakiegoś kolejnego quirka tej gry. W NetHacku gdy zabiłeś floating-eye i zjadłeś tego czegoś truchło, to później mogłeś zawiązać sobie oczy opaską i posługiwać się telepatycznym wzrokiem. Z Linuksem jest podobnie – żadna racjonalność nie pomoże Ci przebrnąć przez jego dungeony. Pomoże Ci ciągła w nich śmierć, umieranie, sięganie po irracjonalne i nauka na błędach. Dobrze, jeżeli znasz wiele linuksowych forów albo masz znajomych linusiów, co już ze swoich błędów coś podpowiedzą. Gorzej, że świat linuszkowy jest z tego dumny. Jest dumny z tego, że to taki (w ich oczach) wymagający inteligencji survival dla najlepszych.

Widzicie co nędza robi z umysłami ludzi. Muszą uciekać się do fantazji, aby zło przestawić jako dobro, bałagan wziąć za porządek, słabość za siłę.

Nic nadzwyczajnego ten Lunix, nie ma o czym mówić

Linuks jest zupełnie przeciętnym systemem operacyjnym. Jego popularność opiera się wyłącznie na tym, że jest darmowy i dosyć prymitywny, przez co pozornie łatwy do opanowania. W rzeczywistości jego poprawne konfigurowanie zajmuje godziny, dni, tygodnie (a i tak jest zawodny). Jest też taka moda na Linuksa. Odpowiednik mody na odzież, gatunek muzyki czy książkowe serie wydawnicze. Można by rzecz, że współcześnie Linuks to synonim takiego pop-systemu. Może nawet trochę gorzej – to rap, hip-hop, disco polo. Twórczość muzyczna przez niektórych ani nie uznawana za „twórczość” ani za „muzyczną”. Ja się z tym nie zgodzę – to absolutnie jest twórczość i gdzieś tam jest jakiś rytm. To jest jak rytm afrykańskich tam-tamów, to jak pradawne formy dźwiękowe ludów pierwotnych. Dlaczego współcześnie zyskało to takie uznanie wśród informatyków? Zbyt długie obcowanie z kulturą wysoką innych systemów operacyjnych nasyciło smaki osób niegotowych na subtelne doznania i odbili w drugą stronę. Rok czy dwa i wróci im rozum. Ale też wiele osób jest stworzonych do życia prostszego, bardziej surowego. I to jest ich życie, w którym mogą być zadowoleni. Pozwólmy im trwać.

Pingwin jako wymowny symbol linuksiarstwa

Kiedyś znajomy linuksiarz w przypływie żalu nad własnym losem opowiedział mi, że symbolem linusiarstwa jest pingwin, bo wielu pierwszych linusiów było niskiego wzrostu, z dużym nosem i w niebezpiecznie wysokim BMI. Ale sam wygląd zewnętrzny nie byłby jeszcze powodem to przyporządkowania kogokolwiek do tego zwierzęcia. Otóż, podobno linuszki były też prostackie, samolubne, aroganckie i odrzucone przez rówieśników, co sprawiało, że przyjmowali nieświadomie specyficzną pozę jakby wywyższających się dżentelmenów z elity

Nie potwierdzam tego – znam tylko chudych linuksiarzy. No bo tak na logikę – skoro Linuks bierze się z biedy, to skąd biedny człowiek ma mieć na jedzenie? Co ma jeść, aby tyć? Linusiątka nie są złymi ludźmi, po prostu ubóstwo zaburza pracę mózgu. Byłem kiedyś na sympozjum na temat sekt i tam mówiono, że gdy w Indiach nowy samozwańczy guru chce założyć sektę to mami swoich nowych uczniów dwiema rzeczami istotnie zmieniającymi działanie mózgu: wegetarianizmem oraz linuksami. Przy czym ten pierwszy jest zasadniczo zdrowy i tylko trochę miesza w głowie, a to drugie to już igranie z ogniem – podobno wielu wyznawców traci zmysły i zamiast zaspokajać potrzeby lokalnego guru zaczynają wyznawać jakieś nieznane szerzej autorytety linuszkowe oraz robić coś z kernelami, czego nawet hinduscy jogini i tybetańscy mnisi pojąć nie mogą.

Linuks czy Linux?

(…) napisałem „Linuks” a nie „Linux”. Zrobiłem tak, aby nie ośmieszać tego systemu. Końcówki „-ux”, „-ex”, „-ax” kojarzą mi się z po-PRL-owskim wysypem firemek o nazwach Marex, Tomex, Drutex, Betonex, . Było tego mnóstwo. „Linux” brzmi więc dla mnie jak takie bieda-przedsiębiorstwo.

W sumie jak to dobrze przemyślałem, to nawet to dobrze oddaje charakter tego systemu i chyba jednak przejdę na „Linux”.

Zrobiłem też kiedyś ankietę na temat tego jak nazywać linusiów, ale została zaskarżona. Poniżej niestety tylko fragment tekstu i ankiety, tyle udało się zachować. (Z niewiadomych dla mnie przyczyn głosujący wybrali, że najlepszą nazwą dla linuszków będzie odniesienie do znanego austriackiego akwarelisty, hmm…)

Materiały multimedialne do rozważenia

Głos rozsądku, na temat Linuksa wypowiada się Marcin Milewicz (zamieszczam za zgodą autora wyrażoną przez niego w komentarzu na TikToku, którą co prawda później usunął xD ale zrobiłem zrobić screenshot, który daję pod filmem):

Podobne zdanie w swoim czasie wyraził znany w środowiskach komputerowych Jamie Zawiński:

Polecane lektury

  • Garfinkle, S., Weise, D., & Strassmann, S. (1994). UNIX-Hater Handbook. IDG Books Worldwide, Inc..
  • Cheswick, W. Unix on My Mind.

Proszę nie szkalować PHP

Ten wpis jest kopią archiwalną z moich postów i komentarzy na pewnym wyjątkowym forum dla społeczności IT, na którym publikuję żarty, urządzam prowokacje, dzielę się refleksjami. Generalnie dokuczam kolegom i koleżankom z branży, inspiruję dyskusje i kłótnie.

Gdy ktoś szkaluje PHP wklej mu tzw. tarczę PHP:

System kastowy w branży IT

Ten wpis jest kopią archiwalną z moich postów i komentarzy na pewnym wyjątkowym forum dla społeczności IT, na którym publikuję żarty, urządzam prowokacje, dzielę się refleksjami. Generalnie dokuczam kolegom i koleżankom z branży, inspiruję dyskusje i kłótnie.

#1

(…) słyszałem też, że niektórzy wierzą w swoisty system kastowy, to chyba tak szło (od najwyższej kasty do najniższej):

  1. Programiści
  2. Sieciowcy
  3. Bazodanowcy
  4. Admini nie będący sieciowcami
  5. Testerzy
  6. Helpdesk
  7. Analitycy biznesowi
  8. PMs

Mogłem coś pomylić, ale jakoś tak to było.

Plus: za bycie kobietą idzie się oczko w górę. Kobieta programista nie może już pójść wyżej, pozostaje równorzędna mężczyźnie programiście. Płeć nie ma znaczenia wśród devów.

#2

HR to nie IT niezależnie od płci.

Komentarz na forum: to czemu w pewnym stopniu decydują o tym czy ktoś wejdzie do IT czy nie, to jest dramat

Twoi rodzice mogli być np. hydraulikiem i pielęgniarką, ale zadecydowali o Twoich narodzinach chociaż stałeś się informatykiem. Do tego czasu pewnie już się z tym pogodzili a i Ty ich do IT nie wliczasz.

Nieracjonalni i zabobonni informatycy

Ten wpis jest kopią archiwalną z moich postów i komentarzy na pewnym wyjątkowym forum dla społeczności IT, na którym publikuję żarty, urządzam prowokacje, dzielę się refleksjami. Generalnie dokuczam kolegom i koleżankom z branży, inspiruję dyskusje i kłótnie.

#1

Wiele razy o tym wspominałem, ale chyba nikt tego nie brał na poważne: informatycy są BARDZO zabobonnymi ludźmi którzy dodatkowo mają skłonności do mocnego konformizmu. Jakby tego było mało, świat tworzenia oprogramowania takiego konformizmu oczekuje i go wspiera i buduje się na mitach, zabobonach, dziwacznych poglądach. Wręcz podstawowa różnica między seniorem a juniorem jest taka, że ten pierwszy posiadł zdolność odnalezienia się w każdym dziwnym zestawie mitów i na bagnistym podłożu irracjonalności jest w stanie skutecznie budować software. Istotny jest konformizm, bo ten zapewnia sukces teamu. Jeżeli team ma wspólne bożki technologiczne, rytuały, konwencje, to odniesie sukces choćby nawet miał pisać w BASICu używając polecenia COME FROM. No i gdy dodamy do tego wysokie zarobki to informatycy zaczynają wierzyć, że oni posiedli jakąś zdolność „wygrywania życia” i że można rozciągać to ich wadliwe postrzeganie na wszystko, na całe życie i całą ludzkość. Otoczenie często to widzi zupełnie jasno, że to jakiś rodzaj zwichrowania osobowości, którego jednak lepiej nie leczyć bo przynosi złote jaja do domu.

To komiczne, gdy spotyka się takiego buńczucznego informatyka, że co to nie on i w ogóle indywidualista i wszystko zna i wie, a tu nagle zaczyna gadać głupoty że tylko taki standard, taka konwencja, uznane praktyki, jedynie słuszne rozumienie xD a potem w tym samym duchu zacznie mówić o polityce, życiu, sporcie, diecie xD najgorsi są chyba fizycy-informatycy, moje zdanie na ich temat niektórzy mogli poznać z komentarzy z ostatniego tygodnia.

#2

Intro: (…) wszyscy się boją napisać cokolwiek nietypowego bo że niby ktoś się na nich się krzywo spojrzy. Ale jak trzeba się kłócić o zabobony typu SOLID, DRY, KISS, jakieś konwencje i pseudo-standardy to do gardła by się rzucili.

Intro 2: (…) branża IT to jest takiego, co każdemu może namieszać w głowie. Spójrz na programistów – niektórzy zaczynają wierzyć w zupełnie irracjonalne zabobony tylu SOLID, DRY, KISS i inne. Albo przedkładają jakieś języczki programowania typu Pajton, Rdzewiej czy Idź ponad inne. No jak dzieci po prostu. No więc IT ma w sobie cos takiego, co ludziom w głowach po prostu miesza i zatracają rzeczywistość. Nie trzeba się wówczas złościć tylko delikatnie, empatycznie takie osób wysłuchać, rozmawiać z nimi, pomóc im odnaleźć prawdziwe przyczyny ich odczuć, wierzeń, skłonności. Nie należy odrzucać albo traktować złością, albo traktować suchą racjonalnością. Rozmowy warto zacząć od wyrażenia tego jak bardzo doceniamy wrażliwość drugiej osoby, jej zapał, jej zaangażowanie, przejęcie.

Intro 3: (…) niektórzy ludzie zamiast akceptować lub odrzucać jakieś zjawiska w sposób irracjonalny – jak Ty to robisz – wolą wykonywać eksperymenty, pomiary itp. Nie każdy opiera się na zdaniu innych czy kieruje konformizmem. Naturalnie, takie cechy nie są pożądane w IT, więc nie jestem zaskoczony, że ich nie posiadasz. IT to siedlisko wielu zabobonów: SOLID, DRY, KISS, separation of concerns i wiele, wiele innych, które nigdy nie przeszły rygorystycznych eksperymentów. Liczy się jednakże nie to, co jest prawdą, ale to, co jest spójne z działaniem danego programistycznego teamu. Zgrany team zrealizuje projekty informatycznie sprawnie choćby nie wiem jak dziwaczne przyjął konwencje i kultywował poglądy.

Otóż te moje odwołania do SOLID, KISS, DRY oraz innych praktyk w wielu moich komentarzach dotyczą tego, że pewne standardy, dobre praktyki i konwencje egzystują w informatyce od lat a czasami dekad, lecz nie wynikają one z niczego innego niż wiary. Nigdy nie udowodniono ich skuteczności w sensie rygorystyczno-naukowym. Dopiero ostatnie lata sprawiły, że zaczęto robić rygorystyczne eksperymenty, prowadzić pomiary i inne takie, aby zrobić z software developmentu dyscyplinę naukową opartą o dowody, evidence-based. I okazało się, że nic nie trzyma się kupy. Wedle mojej wiedzy nie udało się konkluzywnie potwierdzić skuteczności ŻADNEGO z informatycznych przekonań. Gdy piszę „konkluzywnie” to mam na myśli, że kolejne badania przynosiły sprzeczne rezultaty. Czasami eksperyment wykazał, że jakaś praktyka jest super-skuteczna, aby po chwili ten sam eksperyment przeprowadzony gdzie indziej wykazał, że ona w ogóle nie działa. Zaczęto to analizować, w wielu przypadkach zaproponowano interesujące hipotezy. No ale jeżeli jesteś tego ciekawy to punktem wyjścia jest Google Scholar a najlepiej dostęp do płatnych naukowych baz danych.

Wiem, że to co opisuje, może szokować. Ja sam byłem tym ogromnie zaskoczony, w ogóle się tego nie spodziewałem. W swojej osobistej praktyce programistycznej stosuje rozmaite podejścia, których się wyuczyłem przez lata, które weszły mi w krew i miałem je dobrze zracjonalizowane, wyjaśnione, cały światopogląd ułożony od A do Z. Jestem przy tym dosyć skutecznym programistą, więc mógłbym zapytać: czy byłbym tak skuteczny gdyby nie to, że stosuje te skuteczne podejścia?

Jeżeli badania były do czegoś zgodne, to do tego, że cechą charakterystyczną doświadczonych programistów w odróżnieniu od początkujących jest to, że przez lata nauczyli się był skuteczni niezależnie od swoich przekonań, praktyk, konwencji. Czasami nawet wtedy, gdy cos jest niezgodne z tym jak funkcjonuje mózg – przykładem jest stosowanie konwencji nazewniczej camelCase. Ona aktualnie UTRUDNIA sprawne działanie mózgu, co można bardzo obrazowo i łatwo wykazać w eksperymentach z eye trackingiem, nie trzeba do tego robić żadnych wielkich teorii. Okazuje się jednak, że mózgi seniorów programowania dostosowały się do pracy w takich warunkach i są równie skuteczni jak juniorzy na zgodnej z działaniem mózgu konwencji snake_case.

Takich dziwnych doniesień trochę jest i będzie więcej, bo dopiero teraz się rozwija ten obszar badań i stosowane są coraz lepsze narzędzia pomiarowe.

Albo weźmy DRY. Częstą miarą jakości kodu jest istnienie w nim najmniejszej ilości duplikatów. Kod, który ma ich wiele nazywany jest WET i od dekad zaleca się walkę z nim poprzez stosowanie zasady DRY podając szereg powodów dla których tak jest lepiej. Badania jednakże nie wykazały tego, aby było „lepiej” cokolwiek to „lepiej” miałoby znaczyć. Badano gigantyczne zbiory kodu, wielkie repozytoria, wieloletnie historie commitów i nie wykazano jakoby DRY przynosiło mniej bugów, mniej modyfikacji, podnosiło jakość czegokolwiek. Za to zwiększało liczbę późniejszych działań odwrotnych: duplikowania kodu, aby tworzyć jego specjalizowane warianty. Czyli że DRY tak naprawdę bywa zwodniczą przedwczesną optymalizacją i stratą czasu. Badano też repozytoria osób, które nie stosowały DRY i nie odnaleziono niczego, co by wskazywało, że tam było gorzej lub lepiej niż z DRY. Zaproponowano wiele hipotez czemu tak jest, polecam szukać w literaturze.

Ten motyw powtarza się. Badacze biorą pod lupę praktykę X i okazuje się zazwyczaj, że:

  1. To w ogóle działa ALBO
  2. To działa, ale w 95% tylko wtedy gdy stosuje to senior, którego mózg przez lata na przekór wszystkiemu się sam przeprogramował ALBO
  3. To działa, ale tylko w mikroprojekcikach o niewielkim albo żadnym skomplikowaniu.

Ale bardziej istotne jest co innego. Sukcesy ZESPOŁÓW programistów okazują się w ogóle nie zależeć od przyjętych przez nich praktyk i konwencji a jedynie od zgrania i lojalności wobec tych praktyk. Zwycięstwo nie jest więc w prawdziwości tego w co wierzycie, ale w tym, że wierzycie razem, co czyni Wam skuteczną platformę współdziałania umysłów.

Zmierzam do tego, że deweloperzy często gorliwie wyznają fałszywe bożki i paradoksalnie największe mohery-seniory są skuteczni MIMO trwania w fałszu. Można przejść na życie w prawdzie i rozpoznać, że bożki to tylko fikcja, która może być użyteczna jako pewien fundament komunikacyjny, ale nic ponadto. I coraz więcej osób tak robi.

Prawda o skutecznym software developmencie prawdopodobnie do nas dopiero nadejdzie wraz z rozwojem inżynierii oprogramowania bazowanej na dowodach. Najpewniej z jej zdobyczy najmocniej skorzystają nasze dzieci, które nie będą musiały sobie wykrzywiać mózgu, ale będą programować w zgodzie z jego naturalnym ukształtowaniem. Na tę chwilę jednak społeczność IT generalnie brodzi w ciemnocie, którą ma za oświecenie.

PPBIT

Tylko dla wtajemniczonych, w celach archiwalnych i edukacyjnych, bo jak wiadomo, w 2021 roku PPBIT zostało ostatecznie zamknięte. Istnieją pamiątkowe zdjęcia.

Informacje dla nowicjuszy

Każdy post jest komentowany w dwóch falach:

  1. Fala śmieszkowania i krytyki w ilości zwykle nie przekraczającej 130 komentarzy;
  2. Fala poważnej refleksji i uprzejmości.

Nie możesz zrobić nic, aby uniknąć fali pierwszej. Nie ma sensu poprawiać błędów merytorycznych ani ortograficznych.

Osiem Zasad

3 & 4 zasada nie istnieją na piśmie, rzekomo przekazywane są ustnie na tajnych spotkaniach na Discordzie. Wbrew pozorom ta strona internetowa nie łamie zasad 1 & 2, bo działa według 3 & 4.

Punktacja