Pierwsze doświadczenie z Oculus Rift


W przeszłości miałem już dwukrotnie kontakt z HTC Vive o czym pisałem na blogu (pierwszy post, drugi post). Tym razem pojawiłem się w salonie VR Project jako towarzysz innej osoby bez zamiaru uczestniczenia w zabawie, ale jednak ciekawość zwyciężyła i sam też postanowiłem spróbować. Vive były zajęte, wypadło nam sprawdzić Oculusa. Nie spodziewałem się niczego nowego. Wręcz przeciwnie, byłem przekonany, że Oculus będzie gorszy od Vive. Myliłem się.

Obraz widziany przez Oculus Rift był w moim odbiorze znacznie lepszy, bo łatwiej odbierałem obraz trójwymiarowy pomimo mojej wady wzroku. Wydawał mi się też w ogóle trochę lepszy, nie zauważyłem żadnego „efektu siatki”, który jednak w Vive był trochę zauważalny. Dobry odbiór trójwymiaru odczułem najmocniej szczególnie grając w „The Climb”, grę w której wspinamy się po skalnych ścianach.

Najbardziej jednak zaskoczyły mnie kontrolery, które symulowały rozmaite działania dokonywane dłońmi: sięganie, chwytanie, wskazywanie palcem, podnoszenie kciuka i inne. We wstępnej aplikacji szkoleniowej bardzo zaskoczyło mnie to mnogością i naturalnością działań. Zdecydowanie dopomaga to w zagłębieniu się w świat wirtualny, gdy można coś włączyć wirtualnym, własnym palcem albo schwycić dyskietkę, aby włożyć ją do czytnika. Później grając w Space Pirates, które sprawdzałem też na Vive, odkryłem, że dużo łatwiej jest mi się odnaleźć w obsłudze broni i tarczy, ponieważ kontrolery były bardziej intuicyjne.

Ogólnie moje wrażenie jest takie, że nie mam ochoty wracać do Vive.

Polecam sprawdzić samemu.