Picie wody zamiast innych napojów


W tym roku przerzuciłem się na picie wody z kranu jako głównego mojego napoju. Próbowałem tego już w zeszłym roku, ale jakoś się to nie utrzymało. Tym razem jednak weszło mi to chyba na dobre w żywienie. Dało mi też wiele przemyśleń.


Zanim przeszedłem na wodę żywiłem się typowo po polsku, czyli pijąc herbatę, mleko, słodkie i słodzone napoje różnego rodzaju. Podstawowym napojem była chyba, z tego co pamiętam, herbata. To dziwne, ale nie pamiętam już tego zbyt dobrze. Wraz z tegorocznym poważnym przejściem na picie wody z kranu odczułem w jakiś wyjątkowy sposób moje zderzenie z polskim obyczajem. Uderzyło mnie to, że wszyscy w sposób odruchowy częstują mnie herbatą przy różnych okazjach i w ogóle nie przychodzi im do głowy, że mógłbym tej herbaty nie chcieć. Ludzie podejmują przy tym mnóstwo działań: gotują wodę (wcześniej być może ją filtrując), przygotowują dzbanek albo filiżanki, przygotowują herbatę, zalewają, studzą lub czekają aż sama ostygnie, słodzą lub nie słodzą, a jeśli słodzą to cukrem albo miodem, albo słodzikiem. W tych małych czynnościach jest dużo różnych mikrodecyzji i nawet jeżeli są dosyć mocno zautomatyzowane to zabierają swój czas. Z perspektywy kogoś, kto przerzucił się na wodę jest to bardzo dziwne. Wszyscy ludzie wydają się być jacyś zaabsorbowani traceniem czasu na to, aby przygotować napój, który w 99% składa się z wody, zawiera jakieś specyficzne substancje, brudzi zęby.

Nie przyjęcie herbaty albo zwyczajne jej nie picie zdawało się budzić w ludziach jakieś takie niezrozumienie, którego chyba nawet nie chcieli wpuścić do świadomości. Chyba sobie jakoś tłumaczyli moje zachowania w kategoriach jakiegoś błędu, przypadku. Miałem wrażenie, że nikt nawet w najmniejszym stopniu nie domyśla się, że mogę nie chcieć wypić herbaty.

Miałem też taką myśl, że ludzie przypisują ciepłej herbacie jakieś szczególne cechy. W szczególności, gdy chodzi o żywienie małych dzieci, to odczułem to tak, że danie dziecku wody do picia (przegotowanej albo mineralnej) to coś jakiegoś biednego i niekompletnego a takie dziecko będzie niedożywione. Ale nawet i dorosłemu ta ciepła herbata chyba miałaby coś szczególnego dawać – może jakoś leczyć dolegliwości żołądkowe, jakoś może „domykać” posiłek.

To, co mnie zastanowiło tak najbardziej zaraz po herbacie, to jedzenie zup. Niektóre zupy jak np. rosół, składają się w zasadzie głównie z wody. Gdy wdrożyłem się w picie wody, to zwróciło to moją uwagę, że wszyscy strasznie się angażują w robienie rosołów i bulionów a to przecież jest „moja” woda z dodatkiem tłuszczy! Nagle zobaczyłem zupy jako coś znacznie mniej „magicznego” a zachowania związane z zupami jako jakieś wyolbrzymione i związane bardziej ze smakiem niż z zawartością. Ja sam nigdy nie byłem chyba bardzo wrażliwy na rozmaite przyprawy, sól, pieprz, zioła, ale teraz mnie to zastanowiło w sposób szczególny, że chyba ludzie stali się jakimiś niewolnikami smaku.

Być może warto nadmienić, że już dawno, wiele lat temu, zauważyłem, że dłuższe picie wody zmienia odbiór smaków. Z jednej strony można mieć może wrażenie, że jakieś smaki są wyraźniejsze, ale z drugiej strony smaki nie muszą być już takie interesujące. Być może  picie wody przyzwyczaja do picia wody albo brak dodatkowych smaków odzwyczaja od potrzeby smakowania.

Tak czy inaczej, picie wody w pewnym momencie skierowało mnie ku takiej refleksji, że ludzie się bardzo angażują w różne napoje i potrawy, ale w sumie ten trud nie wiadomo na czym jest oparty, skąd się bierze jego potrzeba. Trochę się to wręcz wydaje szalone.

Zaletą picia wody z kranu jest to, że jest ona wszędzie. Można się więc jej napić w każdym momencie, natychmiast. Nie ma żadnych procedur gotowania, przyrządzania. Nawet nie potrzeby naczynia – można sobie pić z dłoni. Z tego co pamiętam, to pierwsze moje zdanie sobie z tego sprawy było jakimś takim małym „szokiem”. Szokiem, że to, czego czasami tak bardzo potrzebowałem, było tak niebywale blisko, tak dostępne od zaraz i tak natychmiast!

Innym aspektem picia wody było to, że nagle sobie zdałem sprawę, iż znacząco może to poprawić higienę jamy ustnej. Dodatkowo, odkryłem, że najlepsza pod tym względem z łatwo dostępnych wód jest woda kranowa – ma najwyższe pH. Z trudniej dostępnych rozwiązań są specjalne alkaliczne wody mineralne jak np. woda Java, albo też można stosować alkalizujące filtry do wody, np. Crystal. Właśnie, zdziwiłem się, że woda przefiltrowana dzbankiem Brita ma niższe pH. Badałem to własnoręcznie paskami lakmusowymi, aby potwierdzić wieść wyczytaną w Internecie, i woda z kranu o pH około 7,5 miała po wyjściu z dzbanka 6,25.

W ogóle picie wody skierowało mnie to zgłębianiu spraw związanych z higieną zębów oraz trochę związanych z odżywianiem. Podjąłem się jedzenia co 3-4 godziny (co przekłada się na około 5-6 posiłków dziennie), aby nie narażać zęby na częste obniżanie i podwyższanie pH oraz aby nie utrzymywać organizmu w stanie ciągłej produkcji insuliny lub też innych takich substancji. Nie wiem czy mi to pomoże, ale może tak. Póki co, zacząłem odczuwać z dawna w takiej postaci i częstotliwości nie widziane, zmęczenie i senność w spodziewanych godzinach dnia. Interpretuję to jako zmniejszenie sztucznego pobudzenia.

Z innych zalet picia wody: jest to dosyć praktyczne poza domem. Mogę mieć w plecaku dyżurną butelkę na wodę, którą bardzo łatwo jest uzupełnić. Ponadto, zmywanie naczyń po wodzie jest dużo łatwiejsze niż po np. herbacie. Nie ma żadnych przebarwień, nie trzeba nic szorować. No i same naczynia mogą być bardziej dowolne, bo nie ma takiej psychicznej bariery przed wypiciem wody z garnka jakby się miało tak pić herbatę czy kawę. Generalnie wiele praktycznych zagadnień jest znacząco uproszczonych.

Przy tym wszystkim można jeszcze lepiej zauważyć różnicę pomiędzy funkcjonowaniem w różnych stanach pogodowych. Łatwość dostępu do wody sprawia, że w gorące dni od razu można sobie uświadomić jak często idzie się po natychmiastowy łyk wody. W dni chłodne natomiast można się zdziwić tym, jak rzadko ma to miejsce. Innymi słowy, w pewien sposób buduje się świadomość własnych potrzeb wodnych.