Strona główna » Blog » Osa na dłoni

Osa na dłoni

Czasami tęsknię do trzymania osy na dłoni.

Gdy byłem dzieckiem wszyscy przestrzegali mnie przed pszczołami i trzmielami, ale jakoś nikt nigdy nie twierdził, że osy są groźne, więc żyłem w przeświadczeniu, że osy nie żądlą i że w ogóle są to fajne owady, takie kolorowe i raczej wesołe. Zaliczałem je do tak samo niegroźnych stworzeń jak muchy, motyle czy ćmy. Jakoś nigdy nie pokojarzyłem, że paskowany odwłok coś może oznaczać. Gdy więc osa wpadała do domu to podchodziłem, brałem ją delikatnie na dłoń, aby nic jej nie zrobić i spokojnie wynosiłem ją na zewnątrz mając poczucie życia w przyjaźni i zgodzie. Czyniłem tak wiele, wiele razy. Pewnego razu, gdy miałem już może 15 lat zauważył to mój tata i zaskoczony krzyknął, że co ja wyprawiam i że zaraz mnie osa użądli. Popatrzyłem na niego z niedowierzaniem, powiedziałem, że przecież osy nie żądlą i spokojnie wyniosłem ją z domu. Później jednak doszło do mnie, że ton głosu taty nie był wcale żartobliwy i sprawdziłem w stosownych źródłach, że osy jednak żądlą. I wtedy zrodziło się we mnie przerażenie, które sprawia, że do dzisiaj nie miałem żadnej osy w ręku i jakaś nerwowość we mnie wstępuje, gdy widzę taką. Wcale nie czuję się z tym dobrze. Czuję, że coś fajnego i ważnego zostało mi odebrane. Bo fajnie było się tak kumać z osami.