Niewiele brakowało do katastrofy nuklearnej


Krążąca od dawna legenda/plotka okazała się prawdą. W 1961 roku nad stanem Karoliny Północnej, USA, leciał sobie bombowiec przewożący 4-megatonową bombę nuklearną – oczywiście nieaktywną, bo przecież leciał na przyjaznym terytorium. No i.. zepsuł się w powietrzu.

Bomba została wyrzucona, uruchomił się jej spadochron i wbrew wszystkiemu aktywował się system detonacyjny. Szczęśliwie, tylko częściowo – 3 na 4 przełączniki bezpieczeństwa zawiodły. Ostatni z nich ostatecznie wstrzymał detonację. Bomba zrzucona na Hiroszimę miała moc 15 kilo ton trotylu. Tutaj o mało nie doszło do wybuchu bomby 266 razy potężniejszej.

Źródło tej frapującej informacji: https://www.theguardian.com/world/2013/sep/20/usaf-atomic-bomb-north-carolina-1961.