Strona główna » Blog » Mój pierwszy kontakt z HTC Vive i wirtualną rzeczywistością

Mój pierwszy kontakt z HTC Vive i wirtualną rzeczywistością

W Pałacu Kultury za 20 zł można doświadczyć wirtualnej rzeczywistości na stoisku Horyzont Historii. Dostaje się na głowę HTC Vive, w ręce kontrolery i można przeżyć wirtualną edukacyjną przygodę w tematyce historii Warszawy z dodatkiem mini-gier. Skorzystałem, aby doświadczyć owej “nadchodzącej rewolucji”.

Na początku chciałem całe doświadczenie przeżyć bez okularów uznając, że nie powinny być mi potrzebne. Dla przypomnienia: mam krótkowzroczność oraz niedowład mięśnia w jednym oku, co skutkuje brakiem widzenia obuocznego. Trzeba to niwelować pryzmatami albo, tak jak u mnie, folią pryzmatyczną. Mimo to, w kontakcie z przedmiotami blisko te wady nie są specjalnie odczuwalne i myślałem, że patrzenie w gogle siedzące bezpośrednio na moim nosie nie powinno wymagać ode mnie okularów. Otóż, myliłem się, bez okularów nie mogłem uzyskać widzenia obuocznego, czyli efektu 3D. Obrazy z obu soczewek HTC Vive nie składały mi się w jeden. Jeżeli chodzi o krótkowzroczność również miałem problem, bo obraz była tak rozmyty, że nie mogłem odczytać napisów, które wyświetlały się w wirtualnym świecie. Szczęśliwie, okazało się, że HTC Vive bardzo wygodnie zakłada się na własne okulary. Nie odczuwałem żadnego dyskomfortu. Natomiast w przypadku takich specjalnych okularów jak moje, które mają folię Fresnela, prawdopodobnie widzenie niektórych kolorów na krawędziach obiektów może być zaburzone. Nie wiem czy tak jest, ale miałem takie wrażenie na początku. Ale to ja mam także i normalnie, poza okularami VR.

W Pałacu Kultury są dwa stanowiska. Rozpocząłem na pierwszym z nich bez okularów, ale z powodu braku poprawnego działania słuchawek, które nie są częścią gogli, musiałem przejść na drugie stanowisko i tam już założyłem okulary. Tym nie mniej jeszcze na tym pierwszym stanowisku, w którym nie widziałem dobrze, już mogłem odczuć co nie co z magii przeniesienia się w wirtualny świat. Sam bowiem fakt całkowitego przesłonięcia rzeczywistości zupełnie innym obrazem już daje swój efekt. Widać było zresztą moje wirtualne ręce, bo kontrolery były bardzo dobrze wykrywane. Nie widziałem poprawnie obudzonego obrazu, ale ponownie nie było to dla mnie nic nowego – tak też widzę rzeczywisty świat, gdy zdejmę moje okulary.

Na drugim stanowisku już widziałem ostrzej i znacznie “bardziej” w 3D – nie tak zupełnie, ale wystarczająco. W warstwie graficznej doświadczenie wirtualnej rzeczywistości nie było tak wspaniałe jak myślałem, że będzie – widać było coś, co można by nazwać “pikselowatością”, chociaż nie było widać pikseli tak jak na ekranie komputera. Chodzi o wrażenie widzenia jakiejś takiej ziarnistości obrazu, jego nieciągłości. Przypominało mi to patrzenie na świat przez jakąś prześwitującą tkaninę. I chociaż w owej wirtualnej rzeczywistości nie przeszkadzało to patrzeć na przedmioty będące blisko, to już obiekty na horyzoncie i dalekie krajobrazy wydawały się być nieostre, nierozpoznawalne. Skalę tego zjawiska mogłem ocenić później, gdy zobaczyłem elementy wyrenderowanych scen na ulotce reklamowej – różnica była znaczna.

Ostatecznie jednak problemy w warstwie wizualnej nie przełożyły się na jakiś wielki dyskomfort. Ponownie podkreślę, że dla mnie problemy z widzeniem są czymś normalnym także w normalnym codziennym życiu, więc samo widzenie nie definiuje doświadczenia “obecności” albo “bycia”. I tak też było tutaj, że samo doświadczenie pewnej obecności w świecie wirtualnym było przeze mnie odczuwalne i przyjąłem je z zadowoleniem, satysfakcją i przyjemnością. Wzbudziło mój lekki uśmiech nie raz i od tej strony mogę potwierdzić, że wirtualna rzeczywistość “działa” przynosząc zaskoczenie, radość, przyjemność.

Śledzenie ruchów głowy, dłoni i ogólnie ciała działa bardzo dobrze i ani przez chwilę nie miałem wrażenia jakiejś niezgodności pomiędzy moimi ruchami a tym co dzieje się w wirtualnym świecie. Natomiast jeżeli chodzi o to, co można zrobić za pomocą wirtualnych rąk i kontrolerów, to tutaj wiele zależy od inwencji programistów. Miałem okazję doświadczyć kilku mini-gier: strzelanie z łuku do tarczy, cięcie mieczem nadlatujących owców, strzelanie z karabinu maszynowego do butelek. W każdej z nich miałem jednak problemy z uzyskaniem pewnego pożądanego ustawienia przedmiotów. Przykładowo, aby założyć strzałę na cięciwę łuku, trzeba było strzałę włożyć w miejsce oznaczone niebieskim “hologramem” strzały. Niestety, program nie uznawał mojego ustawiania strzały w danym miejscu za poprawne. Cięcie owoców mieczem też nie było udane, bo miałem wrażenie, że wcale nie trafiam w te owoce a one i tak są rozcinane. Przy strzelaniu z karabinu maszynowego nie miałem poczucia jakiejś większej precyzji celowania. Może to wszystko kwestie wprawy i odnalezienia się w nowej rzeczywistości, ale też możliwe, że to problemy w warstwie oprogramowania.

Moje doświadczanie nie trwało bardzo długo. Oceniam czas trwania na 10-15 minut, ale – kto wie – może to było krócej a ja w zaaferowaniu różnorodnością przeżyć rozciągam ten czas. W tym całym czasie nie odczułem żadnego dyskomfortu z tytułu ani samego hełmu, ani kontrolerów. Nie odczułem żadnego ciężaru w trakcie a po zdjęciu sprzętu z siebie nie odczułem żadnych efektów obciążenia. W trakcie całej zabawy dużo się ruszałem, obracałem głową i ciałem.

Na koniec jeszcze taka ciekawostka: byłem nieco tylko niepocieszony, że moje doświadczenie było obserwowane na ekranie przez panią z obsługi. Pani była bardzo pomocna, podpowiadała różne rzeczy, ale nie w tym rzecz, lecz chyba w tym, że ktoś jakoś wkraczał w moją prywatność widząc to, co i ja widzę. Jest to  ciekawe odczucie, które może skłonić do refleksji.

O samej treści Horyznotu Historii nie piszę, aby nie psuć zabawy tym, którzy będą chcieli skorzystać samemu.

Ogólnie całość doświadczenia oceniam bardzo pozytywnie i już poleciłem je różnym osobom. Mam nadzieję, że technologia będzie się rozwijać w swojej warstwie wizualnej i w warstwie oprogramowania wirtualnych światów.

Dodaj komentarz