Miraż


Czytałem ostatnio książkę, „Miraż” autorstwa Matt’a Ruff’a, której bohaterami są muzułmanie żyjący jakby w równoległym świecie w którym historia potoczyła się inaczej niż ją znamy. Zamiast USA największa potęgą są Zjednoczone Państwa Arabskie. 9 listopada chrześcijańscy ekstremiści porywają samoloty i uderzają w dwie bliźniacze wieże w Bagdadzie oraz w budynek Ministerstwa Obrony. Rozpoczyna się wojna z terrorem: USA zostaje najechane przez siły ZPA. W Europie wojnę z ekstremistami prowadzi Izrael ze stoilcą w Berlinie (!). Fabuła książki osadza się na tym, że gdy przy różnych okazjach udaje się pojmać żywcem terrorystów-samobójców i poddać ich przesłuchaniom, to mówią oni bardzo dziwne rzeczy: twierdzą, że świat wygląda zupełnie inaczej, że to USA jest supermocarstwem i że to inne dwie wieże zostały zaatakowane. To, że oni widzą świat inaczej a muzułmanie inaczej, nazywają mirażem. Twierdzą, że miraż zesłał na cały świat Bóg w sobie tylko wiadomych celach.

To powyżej to tylko książka, wymyślona historia. Bardzo dobra i godna polecenia, ale to nie o niej chcę napisać. Spodobała mi się koncepcja wyjaśnienia pewnych zupełnie realnych niezgodności raportowanych przez media i komunikowanych w inny sposób poprzez właśnie to, że część ludzi naprawdę ulega swoistemu mirażowi – skądkolwiek by on nie pochodził. Dla przykładu, jakiś czas temu premier Izraela twierdził publicznie, oficjalnie w mediach, że „Polska należy do Żydów” i że narody europejskie to gorsza rasa, rasa sług. Znowuż izraelska młodzież przyjeżdża do Polski z profesjonalną ochroną na wypadek ataku antysemitów, których podobno w Polsce jest na pęczki. Przypadki brania zwykłych ludzi na ulicy za antysemitów były nagrywane i pokazywane na YouTube. Był to temat filmów dokumentalnych. Albo inna sprawa: w zależności od tego jaką prasę czytamy i w jakim jesteśmy kraju, możemy się dowiedzieć na podstawie badań szanowanych instytucji, że ateizm się rozpowszechnia lub wręcz przeciwnie – że maleje – wśród globalnej populacji. Wszystkie badania mają pochodzić z ankiet o całkiem sporych próbach oraz z wielu krajów. I jedne, i drugie wyniki są sensowne na tle innych badań. Skąd więc rozbieżności? Inna sprawa: chrześcijanie do tej pory żyjący na terenie państw arabskich z powodu wojen i niepokojów emigrują do różnych innych państw. Ci, którzy wyemigrowali do USA, ze zdumieniem odkryli, że to, co tam prezentowano w narodowych bibliotekach oraz na poważnych uniwersytetach jako ich odpowiednie tłumaczenia Biblii, wcale takimi nie było. Ich prawdziwe Biblie (np. aramejskie) były zupełnie inne! To, co znajdowało się w bibliotekach amerykańskich i europejskich okazało się jakimś tłumaczeniem z języków europejskich na języki azjatyckie wykonanym przez europejczyków! Europejscy badacze języków starożytnych takich jak aramejski zostali wręcz wyśmiani – ich rzekoma akademicka wiedza oparta na wielu wekach badań to podobno zupełne bzdury, fałszywe gramatyki. Zresztą, sam dobrze pamiętam, że dopóki USA nie wysłało swoich sił na „wojnę z terrorem” to na świecie powszechna była opinia, ze język aramejski jest językiem martwym, którym dzisiaj nikt nie mówi i jedynie znawcy profesorowie w zaciszu swoich gabinetów może potrafią coś tam powiedzieć. Później okazało się, że aramejski ma się świetnie i jest językiem używanym przez miliony.

Takich przykładów jest trochę. Nie wiem jak dużo, ale ja ze zdumieniem odkrywam kolejne. Ciekawe pod tym względem jest obserwowanie kontrowersji związanych z Wikipedią oraz czytanie „wikipedii branżowych” (odgałęzionych), które czasami rysują naprawdę obraz światów alternatywnych. A przecież dotyczą tej samej rzeczywistości.

A może wszyscy żyjemy wewnątrz mirażu albo mirażów? Może ten świat to przeplatające się alternatywne rzeczywistości? W jednej w Smoleńsku był zamach a w drugiej błąd pilota?