Strona główna » Blog » Linux to system dla biedaków i tylko spróbuj udowodnić że tak nie jest

Linux to system dla biedaków i tylko spróbuj udowodnić że tak nie jest

Ten wpis jest kopią archiwalną z moich postów i komentarzy na pewnym wyjątkowym forum dla społeczności IT, na którym publikuję żarty, urządzam prowokacje, dzielę się refleksjami. Generalnie dokuczam kolegom i koleżankom z branży, inspiruję dyskusje i kłótnie.

Linuksz – gorzka prawda

Bądźmy szczerzy, Linux to nie jest poważny system operacyjny. Ot, trochę dykty poklejone na ślinę i powiązane niteczką na supełek. Ale wielu osobom to pasuje, bo też tacy z nich admini i programiści co to podobnym standardom hołdują. Z wierzchu wygląda spoko, mogą oszukać normików, ale wewnątrz patyki z tataraku, glina, eternit, mokry karton. Linux powstał z biedy i dla biedaków, udowodnijcie mi że nie.

Po licznych entuzjastycznych komentarzach i reakcjach

(…) dziękuję za Wasze wsparcie, wszyscy do tej pory potwierdzacie, że Linux z biedy powstał, do prowizorki służy, jego odpowiednikiem w świecie fizycznym jest taśma klejąca i stare zużyte spinacze biurowe. Prawdę trzeba głosić, aby ludzie nie błądzili. Nasza branża i tak jest już mocno przeżarta przez zabobon. Dziękuję!

Ktoś porównał Windowsy do Linuksów, moja odpowiedź

To jest klasyczna hipokryzja biedacka – ludzie porównują linuksy, które często konfigurowali tygodniami metodą prób i błędów oraz chodząc po tysiącu forów internetowych, do tylko ledwo podpucowanych w panelu sterowania Windowsów i twierdzą, że linuszki to taki cymes, że ho-ho.

Ktoś napisał w komentarzach, że „Linux to nie OS„, mój komentarz

No pewnie, to tylko atrapa, proteza. Smutne, że niektórzy wolą oprzeć się o taką protezę niż sięgnąć po prawdziwe kończyny.

Po 10 latach linuchów text-only na serwerach jestem przekonany, że 99% problemów linusiuów to one same. Przecież to jest wszystko nitką związane, taśmą klejącą sklejone, z kartonu i sreberka po czekoladzie.

Linuksy są potrzebne chociażby tylko po to, żeby istniała realna alternatywa dla korporacji. Gdyby wszystko było w rękach Microsoftu lub Apple, to za każde zalogowanie do systemu płacilibyśmy 50 groszy.

Napisał na forum p. Norbert

(…) co potwierdza tezę, że jest to system dla biedoty, społecznych nizin, ludzi skrzywdzonych finansowo przez los. Dobrze, że jest, ale byłoby jeszcze lepiej, gdyby ci ubodzy mieli możliwość żyć jak ludzie. Szkoda mi ich, naprawdę. Życie na chudej zalewajce i na linuszku to nie jest łatwa sprawa.

Biednemu trzeba ostrożnie pomóc

Nieładnie śmiać się z biednych. Do nich trzeba wyciągnąć pomocną dłoń. Widzisz linusia to pytasz czy może zapiekankę kupić albo czy może nie wziąłby pary starych spodni. Na karteczce zapisujesz mu numer telefoniczny do MOPSu. Ale pamiętaj, w numerze użyj myślników (uwaga, wieku linusiów mówi na nie „pauzy”, nie zdziw się), bo inaczej mogą to to wziąć za adres IP albo maskę podsieci. Staraj się też nie patrzeć im za długo w oczy, podobno mogą stać się agresywni. Lepiej z nimi mówić po angielsku, nawet łamanym. Wtedy się uspokajają.

linuś jednak wziął się z biedy – podobnie jak myszy, szczury, pająki, komary i pleśń

Linuś to podsystem – i to jest fakt!

> 2021 rok
> Linux
> w dodatku z powłoką graficzną

No trochę wstyd OPku. Napewno trochę zarabiasz, więc idź kup sobie normalnego Windowsa i żyj jak człowiek. Windowsy teraz tanie jak barszcz. i dołączają też do nich linuszki jako podsystemy (xD), więc jak Cię sentyment weźmie na wspomnienie błędów przeszłości to będziesz miał wszystko w jednym pięknym działającym zestawie.

W reakcji na liczne komentarze do powyższego:

> ludzie nieumiejący skonfigurować Windows narzekają na Windows
> ci sami ludzie wychwalają linuchy, które wcześniej przez tydzień konfigurowali stosujac porady z forów dla kuców w krasiastych koszulach

Linuś a używanie kart graficznych NVidia

Czy ludzi używających Linuksy stać tak właściwie na karty Nvidii? Przecież Linux to system dla ludzi „oszczędnych” (pisze dyplomatycznie, aby nikogo nie urazić). Jakoś mi to nie pasuje do siebie: Linux i porządna, jakościowa karta graficzna. To tak jakbyś ubierał najlepsze skórzane ubranie a’la Hell’s Angels na czas jazdy rowerem.Linuksiarz powinien się pogodzić ze swoim miejscem w społeczeństwie. Te aspiracje do wyższych kast są zbędne, tylko przyniosą takiej osobie cierpienie.

W odpowiedzi na nienawistny komentarz użytkownika systemu GNU/LInux:

ależ ja nie podważam tego, że na GNU/Linuksie możesz czuć się wspaniale. Wręcz przeciwnie, szczególnie TY możesz się czuć wspaniałe. Bo to jest Twoje miejsce. Mi chodzi tylko o to, abyś nie szukał szczęścia poza tym, co Tobie przeznaczone. Każdy z nas odgrywa jakąś rolę w wielkim teatrze świata. Nie każdy jest aktorem pierwszego planu, nie każdy jest gwiazdą.

oraz

wypełnia Cię ból, bo pragniesz zająć miejsce wyższe niż teraz zajmujesz. Ten ból uczyni z Ciebie nienawistnika, który pomnaża cierpienia swoje i czerni nieprzyjemności innym. Nie namawiam Cię do nagłego porzucenia swoich poglądów, bo niewielu jest zdolnych do tego. Raczej dopuść do sobie możliwość, powiedz „może on ma trochę racji”. Zaraz poczujesz się lepiej. No kiedyś kup sobie legalnego Windowsa, zainstaluj – to będzie pierwszy krok ku lepszemu.

Czym są dla Linuszka kontenery dockera

Kontenery to akurat wielkie dobro, ale wcale nie dlatego, że to kolejna warstwa wirtualizacji , izolacji czy cokolwiek, lecz dlatego, że te wszystkie Dockerfile to wreszcie czytelne manuale (bo przecież kod „sam się czyta”) jak coś gdzieś zainstalować i uruchomić, co naprawdę ma jakie wymogi. Dla świata linuszków nareszcie to jakiś porządek i to jest istotne, bo jednym z wielkich problemów GNU/Linux jest jeden wielki bałagan, śmietnik, stary brud, nie mycie się, zapach potu, tłuszcz. No obraz zaniedbania, NĘDZY. (W sumie to nic dziwnego, Linux historycznie powstał z biedy dla biedaków). Gdyby kiedyś programista Assemblera po zażyciu substancji odurzających miał stworzyć system operacyjny to byłby to właśnie Unix oraz GNU/Linux – wszelkie identyfikatory jak mnemoniki, całe dekady spędzone w memory leakach i null pointerach, wszystko powiązane na wstążkę, sklejone gumą do żucia. Przypomina dzieło 6 letniego dziecka.

W sumie to Linux przypomina też dawne roguelike’i takie jak NetHack czy Adom. Gdy już wejdziesz w ten temat to idziesz w kolejne poziomy podziemi. Giniesz mnóstwo razy ale każda śmierć przynosi Ci rozumienie jakiegoś kolejnego quirka tej gry. W NetHacku gdy zabiłeś floating-eye i zjadłeś tego czegoś truchło, to później mogłeś zawiązać sobie oczy opaską i posługiwać się telepatycznym wzrokiem. Z Linuksem jest podobnie – żadna racjonalność nie pomoże Ci przebrnąć przez jego dungeony. Pomoże Ci ciągła w nich śmierć, umieranie, sięganie po irracjonalne i nauka na błędach. Dobrze, jeżeli znasz wiele linuksowych forów albo masz znajomych linusiów, co już ze swoich błędów coś podpowiedzą. Gorzej, że świat linuszkowy jest z tego dumny. Jest dumny z tego, że to taki (w ich oczach) wymagający inteligencji survival dla najlepszych.

Widzicie co nędza robi z umysłami ludzi. Muszą uciekać się do fantazji, aby zło przestawić jako dobro, bałagan wziąć za porządek, słabość za siłę.

Nic nadzwyczajnego ten Lunix, nie ma o czym mówić

Linuks jest zupełnie przeciętnym systemem operacyjnym. Jego popularność opiera się wyłącznie na tym, że jest darmowy i dosyć prymitywny, przez co pozornie łatwy do opanowania. W rzeczywistości jego poprawne konfigurowanie zajmuje godziny, dni, tygodnie (a i tak jest zawodny). Jest też taka moda na Linuksa. Odpowiednik mody na odzież, gatunek muzyki czy książkowe serie wydawnicze. Można by rzecz, że współcześnie Linuks to synonim takiego pop-systemu. Może nawet trochę gorzej – to rap, hip-hop, disco polo. Twórczość muzyczna przez niektórych ani nie uznawana za „twórczość” ani za „muzyczną”. Ja się z tym nie zgodzę – to absolutnie jest twórczość i gdzieś tam jest jakiś rytm. To jest jak rytm afrykańskich tam-tamów, to jak pradawne formy dźwiękowe ludów pierwotnych. Dlaczego współcześnie zyskało to takie uznanie wśród informatyków? Zbyt długie obcowanie z kulturą wysoką innych systemów operacyjnych nasyciło smaki osób niegotowych na subtelne doznania i odbili w drugą stronę. Rok czy dwa i wróci im rozum. Ale też wiele osób jest stworzonych do życia prostszego, bardziej surowego. I to jest ich życie, w którym mogą być zadowoleni. Pozwólmy im trwać.

Pingwin jako wymowny symbol linuksiarstwa

Kiedyś znajomy linuksiarz w przypływie żalu nad własnym losem opowiedział mi, że symbolem linusiarstwa jest pingwin, bo wielu pierwszych linusiów było niskiego wzrostu, z dużym nosem i w niebezpiecznie wysokim BMI. Ale sam wygląd zewnętrzny nie byłby jeszcze powodem to przyporządkowania kogokolwiek do tego zwierzęcia. Otóż, podobno linuszki były też prostackie, samolubne, aroganckie i odrzucone przez rówieśników, co sprawiało, że przyjmowali nieświadomie specyficzną pozę jakby wywyższających się dżentelmenów z elity

Nie potwierdzam tego – znam tylko chudych linuksiarzy. No bo tak na logikę – skoro Linuks bierze się z biedy, to skąd biedny człowiek ma mieć na jedzenie? Co ma jeść, aby tyć? Linusiątka nie są złymi ludźmi, po prostu ubóstwo zaburza pracę mózgu. Byłem kiedyś na sympozjum na temat sekt i tam mówiono, że gdy w Indiach nowy samozwańczy guru chce założyć sektę to mami swoich nowych uczniów dwiema rzeczami istotnie zmieniającymi działanie mózgu: wegetarianizmem oraz linuksami. Przy czym ten pierwszy jest zasadniczo zdrowy i tylko trochę miesza w głowie, a to drugie to już igranie z ogniem – podobno wielu wyznawców traci zmysły i zamiast zaspokajać potrzeby lokalnego guru zaczynają wyznawać jakieś nieznane szerzej autorytety linuszkowe oraz robić coś z kernelami, czego nawet hinduscy jogini i tybetańscy mnisi pojąć nie mogą.

Linuks czy Linux?

(…) napisałem „Linuks” a nie „Linux”. Zrobiłem tak, aby nie ośmieszać tego systemu. Końcówki „-ux”, „-ex”, „-ax” kojarzą mi się z po-PRL-owskim wysypem firemek o nazwach Marex, Tomex, Drutex, Betonex, . Było tego mnóstwo. „Linux” brzmi więc dla mnie jak takie bieda-przedsiębiorstwo.

W sumie jak to dobrze przemyślałem, to nawet to dobrze oddaje charakter tego systemu i chyba jednak przejdę na „Linux”.

Zrobiłem też kiedyś ankietę na temat tego jak nazywać linusiów, ale została zaskarżona. Poniżej niestety tylko fragment tekstu i ankiety, tyle udało się zachować. (Z niewiadomych dla mnie przyczyn głosujący wybrali, że najlepszą nazwą dla linuszków będzie odniesienie do znanego austriackiego akwarelisty, hmm…)

Materiały multimedialne do rozważenia

Głos rozsądku, na temat Linuksa wypowiada się Marcin Milewicz (zamieszczam za zgodą autora wyrażoną przez niego w komentarzu na TikToku, którą co prawda później usunął xD ale zrobiłem zrobić screenshot, który daję pod filmem):

Podobne zdanie w swoim czasie wyraził znany w środowiskach komputerowych Jamie Zawiński:

Polecane lektury