Strona główna » O mnie, dookoła mnie i moimi oczami

Kategoria: O mnie, dookoła mnie i moimi oczami

Dlaczego nie jesteśmy maszynami?

Rozwój technologii, pojawianie się rozmaitej “sztucznej inteligencji” oraz fantazja twórców science-fiction mogą prowadzić do pytań: czy kiedykolwiek stworzymy inteligentne, świadome maszyny? Albo czy my sami jesteśmy jakimś rodzajem maszyny?

Osoby bez wykształcenia informatycznego oglądając takie seriale jak “Westworld”, które sugestywnie ukazują inteligentne maszyny jako rodzaj istot świadomych, mogą ulec przeświadczeniu, że maszyny mogą stać się świadome. Nie jest to możliwe i zaraz wyjaśnię dlaczego. Najpierw jednak rozważmy pewien obszar styku pomiędzy maszynami, organizmami żywymi oraz nami, ludźmi, w szczególności – widzenie obrazów.

Osoby bez wykształcenia informatycznego czasami pytają: jak to jest możliwe, że komputery mogą przetwarzać obrazy czy dźwięki? Jak można zamknąć obraz ze świata – może to być obraz ruchomy, film, 3D – w postaci jakiegoś mikro-pojemnika na dane i później to wyświetlać w różnych wspaniałych rozdzielczościach, kolorach i efektach?

Odpowiedź brzmi: zachodzi w tym wszystkim pewne oszustwo. W tym oszustwie biorą udział dwie strony: komputer oraz ludzki umysł. Komputer przetwarza dane na temat obrazów jako zbiór kolorowych punktów. Tych punktów może być sto, milion, miliard – bardzo różnie. Zawsze jednak są to po prostu pewne punkciki, które ułożone obok siebie na ekranie będą jawić się ludzkiemu obserwatorowi jako pewna całość, jakieś kształty.

Pomiędzy ekranem a umysłem ludzkim jest po drodze jeszcze oko i mózg. Obraz z ekranu monitora oko odbiera za pomocą pewnej liczby specjalnych światłoczułych komórek zwanych pręcikami i czopkami. Jest ich wiele, ale są policzalne. Może ich być sto, milion, miliard – bardzo różnie. Zawsze jednak są to po prostu pewne komórki, które ułożone obok siebie na dnie oka przechwytują obraz z punkcików monitora i przekazują do mózgu.

W mózgu znajdują się sieci komórek nerwowych. Komórek tych jest wiele, pełnią różne funkcje. Ponownie może ich być sto, milion, miliard – bardzo różnie. Ponownie opracowują one pewne policzalne impulsy elektryczne. Tych też może być sto, milion, miliard – bardzo różnie.

I na końcu dzieje się coś zupełnie innego niż dotychczas. Z tych komórek mózgowych w jakiś sposób nieznany nauce informacja trafia do czegoś, co nazywamy umysłem, co jest jakościowo bardzo, bardzo inne, niż wszystko co do tej pory w tym procesie omówiliśmy. Jest inne, bo… zdaje się nie operować na policzalnych punktach, komórkach, impulsach. To, co widzi “oko umysłu” nie jest złożone z drobinek czegokolwiek. Zdaje się być zbudowane z ciągłości. Z ciągłych obszarów, linii, zawsze połączonych i tworzących jakąś całość.

Oto bowiem cechą umysłu jest to, że z rozdzielonych elementów wytwarza on postrzeżenie świata jako ciągłego.

Linia rozdzielnych punkcików na ekranie monitora wydaje nam się być linią ciągłą.

Zmieniające się klatki filmu – 25 klatek na sekundę – nagle uzyskują iluzję ruchu.

Umysł odbiera też pewne kombinacje kolorów, które w sensie fizycznym nie mają długości fali. Oznacza to, że te kolory, jako fale elektromagnetyczne, nie istnieją w świecie fizycznym.

One istnieją, wyłącznie w odbiorze umysłu.

Takimi kolorami są np. różowy, brązowy.

Z drugiej strony, w świecie fizycznym istnieją długości fal, których nie widzimy: podczerwień, nadfiolet. Nie widzimy ich z powodu ograniczeń ludzkiego oka. Nie wiemy czy umysł ludzki mógłby widzieć te barwy i jakby wyglądały. Wiemy, że niektóre zwierzęta mają zdolność widzenia szerszego spektrum fal elektromagnetycznych.

Inny, zdumiewający przykład ciągło-twórczej zdolności umysłu, to zamaskowanie braku obrazu z obszaru tzw. ślepej plamki. W naszym oku jest bowiem miejsce, które nie ma czopków i pręcików – czyli oko tym miejscem nie spostrzega niczego. Mimo to, nie widzimy “dziury” w naszym obrazie! Są proste ćwiczenia pozwalające praktycznie przekonać się o tym.

Wychodząc poza obszar widzenia: tak samo jest np. z dźwiękiem. Dźwięk z komputera to rozdzielne impulsy. Umysł potrafi je połączyć w muzykę.

Gdy komputer, bio-mechaniczne elementy oka czy mózgu, przetwarzają “dane” o świecie, to są one nie-ciągłe oraz surowe. W jakiś sposób przechodząc z mózgu do umysłu ulegają one “przetłumaczeniu” na zjawiska ciągłe.

Nie wiemy jak do tego dochodzi. Nie wiemy czym jest umysł, który bez wątpienia doświadczamy. Nie potrafimy w najmniejszym stopniu do zrekonstruować mechanicznie. Nasze maszyny nie mają natury ciągłej. One wszystkie informacje przetwarzają jako drobinki informacji, rozczłonkowane dane. Nigdy nie dzieje się inaczej. (Niektóre maszyny do pewnego stopnia symulują pewne ciągłości dokonując matematycznych transformat, ale u podstaw i tak zawsze są rozdzielne zera i jedynki.)

To, że maszyny potrafią współcześnie być obdarzone możliwościami przypominającymi ludzkie, nie powinno dziwić. Ludzkie ciała do pewnego stopnia są dosyć mechaniczne. Niewątpliwie będziemy potrafili konstruować maszyny będące jak ludzkie oko (już potrafimy: aparaty, kamery) oraz jak zbiory komórek mózgowych – to są właśnie sieci neuronowe. Nie wiemy jednak nic na temat “konstruowania umysłu”.

Warto zauważyć, że w kontekście maszyn nie jest wiadomo do czego takowy umysł miałby im służyć. Warto zauważyć, że można zadać to pytanie w inną stronę: do czego umysł służy ludziom? Do czego nam jest potrzebne doświadczanie świata w ciągłości? Po co nam widzieć pewne kolory? Można zadawać wiele pytań, aby na końcu zadać: po co nam być świadomymi? Umysł tłumacząc rozproszone dane na ciągłości zdaje się tworzyć nas samych – z tych naszych policzalnych komórek mózgowych, policzalnych impulsów, myśli, wytwarza wrażenie ciągłego ja. Pytanie brzmi: po co? Po co jesteśmy? Dlaczego doświadczamy siebie, własnego istnienia? Czy jest ono iluzoryczne tak jak ruch z 25-klatkowego filmu? Jeżeli tak, to kto jest tą iluzją istnienia oszukany?

Wracając do pytania tytułowego: nie jesteśmy maszynami, bo jakkolwiek nasze fizyczne istnienie posiada pewne “mechaniczne” atrybuty, to posiada też niereplikowalny, niekonstruowalny aspekt zwany umysłem, który zdaje się m.in. zajmować tłumaczeniem danych nie-ciągłych na ciągłe. Nie tylko nie możemy maszynom takiego dotworzyć – nie mamy nawet żadnego powodu, aby to zrobić, bo nie wiemy co miałoby to maszynom dać. Sami nie do końca wiemy, po co my go mamy.

Dana i datum w informatyce

Ostatnie dwa wpisy poświęciłem tematyce pojedynczej “danej” głównie w kontekście danych osobowych. Natomiast chyba warto też wskazać gdzie słowo “dana” oraz “datum” występują w informatyce.

Bazy danych

Na początek warto zaznaczyć, że informatyka jest bardzo obszerną dziedziną. Dwóch informatyków może mieć niewielkie pojęcie o swoich własnych niszach nawet jeżeli obaj tworzą elementy tego samego systemu. Przykładowo, programista może mieć szczątkową wiedzę na temat teorii baz danych. Z drugiej strony, administrator baz danych może mieć szczątkową wiedzę o programistycznej podbudowie silnika bazodanowego, na którym działa baza, którą administruje.

No ale do rzeczy.

Mówi się raczej powszechnie o “danej liczbowej”, “danej całkowitej”, “danej tekstowej” czy “danej typu tekstowego”. Rzadziej się słyszy o “danej elementarnej”. W bazach danych występuje abstrakcyjna dana – np. w bazach Oracle jest oracle.sql.Datum z którego dziedziczą wszystkie typy danych:

The root of Oracle native datatype hierarchy.

W PostgreSQL wewnętrzny typ danej abstrakcyjnej (widoczny z poziomu języka C) to “Datum” (zdefiniowana w postgres.h, funkcje do jej obsługi są w datum.h) .

 /* A Datum contains either a value of a pass-by-value type or a pointer to a value of a pass-by-reference type. Therefore, we require:
sizeof(Datum) == sizeof(void *) == 4 or 8
The macros below and the analogous macros for other types should be used to convert between a Datum and the appropriate C type. */

typedef uintptr_t Datum;

W GDBM również podstawowa struktura bazodanowa to “datum”.

The basic unit of data in gdbm is the structure:

typedef struct { char *dptr; int dsize; } datum;

Zresztą, drugi postulat Codd’a, twórcy modelu baz relacyjnych, posługuje się “datum”:

“Each and every datum (atomic value) in a relational data base is guaranteed to be logically accessible by resorting to a combination of table name, primary key value and column name.”

Teoria informacji

Pojęcie “danej” znalazłem ostatnio przypadkiem będąc w bibliotece w książce “Informacja” autorstwa prof. dr hab. Bogdana Stefanowicza, wydanie I, 2004 rok. Poniżej fragmenty:

Pojawia się ono także kilkukrotnie w innych publikacjach tego autora, np. w dostępnej online “Informacja. Wiedza. Mądrość” z 2013 roku.

Słownik angielsko-polski

Przeglądając książki na półce znalazłem stary słownik polsko-angielski przeznaczony dla informatyków z 1990 roku. A w nim “datum” jako “dana”. Poniżej zdjęcia.

“Datum” (liczba mnoga od “data”) znaczy “dana”

Dana osobowa – czy istnieje lub mogłoby istnieć takie coś?

Inspiracją do tego tekstu była dla mnie prezentacja “Informatyk czyta GDPR/RODO” dr inż. Wacława Iszkowskiego znaleziona na serwerach UODO oraz dyskusje w grupie facebookowej Forum Inspektorów Ochrony Danych Osobowych.

Datum

W sensie prawnym istnieje u nas w Polsce tylko definicja “danych osobowych” (liczba mnoga). Natomiast tak w ogóle funkcjonuje “dana” (np. w naukach matematycznych i informatycznych dana, dana liczbowa, całkowita), słowo odziedziczone z łaciny i oznaczające “fakt”, “informację”, “przesłankę”. W języku angielskim, też z łaciny, stosowano i wciąż się stosuje, ale bardzo rzadko, pojedyncze “datum“. W angielskim wiele słów utraciło liczbę pojedynczą albo nigdy jej nie miało, a u nas ją ma – np. “information” jest rzeczownikiem niepoliczalnym a u nas policzalnym i my swobodnie mówimy “informacja” i “informacje”.

Personal datum

U nas po polsku daną osobową mogłaby być np. najmniejsza niepodzielna identyfikująca informacja np. numer PESEL. Danymi zaś nazwalibyśmy PESEL plus imię, nazwisko, adres. Wiele osób intuicyjnie tak się posługuje słowami “dana” i “dane” – można tego doświadczyć w Internecie.

Zajrzałem na szybko w Google, aby zweryfikować, czy angielskie pojedyncze “datum” jest obecnie stosowane konkretnie do danych osobowych. No i jest stosowane, aczkolwiek rzadko. Tym nie mniej można je spotkać w artykułach, książkach, regulaminach i innych typach publikacji. 

Przykłady poniżej (starałem się dobrać po jednym przykładzie publikacji innego typu).

W świeżym artykule “What If Banks Were the Main Protectors of Customers’ Private Data?” z 20 listopada 2018 roku Harvard Business Review napisało:

“A company that collects more data than it really needs is unnecessarily generating more risk because each PERSONAL DATUM is the object of a potential leak or lawsuit.”

W publikacji “Privacy, Reputation, and Trust: Some Implications for Data Protection” Giovanni Sartor z Wydziału Prawa na European University Institute we Florencji kilkukrotnie pisze o “personal datum”.

W książce “European Data Protection: Coming of Age” wydanej w 2012 roku i poświęconej tematyce ochrony danych osobowych w Europie kilkukrotnie pojawia się “personal datum”.

W 1997 roku (aby wskazać też i starsze publikacje) the Independent opublikował artykuł o znamiennym tytule “Without strong encryption, government can pretty reliably track virtually every PERSONAL DATUM we possess“.

Na stronie internetowej lotniska w Montpellier znajduję natomiast “General Terms and Conditions of Use” a tam: 

“What is that a personal datum? A personal datum is a datum which allows to identify directly or indirectly a person: name, first name, mailing address, e-mail address…(…) Montpellier Méditerranée Airport can be brought to collect personal datum during your navigation on the website”

(Montpellier jest we Francji, ale to tylko przykład – takich regulaminów z różnych stron świata mających “personal datum” widziałem więcej, ale nie wpisałem wam tutaj to, co miałem pod ręką.)

Artykuł 23 w “The Use of Nominative Data in Computer Processing Act” z 31 marca 1979 roku, Wielkie Księstwo Luksemburga, nazywa przesyłaną informację o osobie terminem “datum”.

Inny przykład: w treści patentu amerykańskiego nr US20090327420A1 zatytułowanego “Controlled sharing of personal data” znaleźć można wiele wystąpień “personal datum”.

Za pomocą Google możecie znaleźć więcej publikacji odnoszących się do “personal datum”. Niektóre dosyć ciekawe, bo różnie interpretujące to, czym jest pojedyncze “datum” – czasami jest to najmniejsza “dana” osbobowa (tak jak to zaproponowałem wyżej) a czasami zbiór danych dotyczący tylko jednej osoby (wówczas “personal data” odnosi się do zbioru danych więcej niż jednej osoby).

Dana vs szukana

Niektórzy odbierają słowo “dana” w zestawieniu ze słowem “szukana” – tak po szkolnemu.

I słusznie!

Słowo “dane” pochodzi od określania w zadaniach matematycznych tego, co jest znane, przyjęte, “podane” – w odróżnieniu od tego, co jest nieznane, “szukane”. To jest matematycznie antyczna tradycja nazewnicza. Jest dziełko Euklidesa z II wieku p.n.e., które nazywa się po grecku “Dedomena”, co się tłumaczy na angielski (i widziałem też tak przetłumaczone na polski!) jako właśnie “Data“, ci znaczy dosłownie “dane”. Nazwa jest stąd, że tam dosłownie co drugie zdanie Euklides opisuje, ze coś jest właśnie “dane” 
(czytałem przekład angielski, tam jest wszędzie “given”): “kąt między liniami jest dany”, “koło ma daną pozycję i rozmiar”. W języku polskim “dany”, “dana”, “dane” stało się rodzajem przymiotnika podczas gdy w języku np. angielskim był to rzeczownik, odpowiednik naszego “faktu” albo “przesłanki”.

Piękne matematyczne słowniki sprzed lat można znaleźć w Google Books, które opisują i tłumaczą pojęcia datum i data. Polecam znaleźć i poczytać!

Ciąg dalszy

Zobacz też kolejne moje wpisy w tej tematyce:

Geolokalizacja z dokładnością do sali uczelnianej

Dzisiaj z uczelni miałem jechać tramwajem coś załatwić niedaleko Arkadii, więc użyłem aplikacji Jak Dojadę do wyszukania trasy i zaskoczyło mnie, że aplikacja bazując na danych z czujnika GPS określił automatycznie moją lokalizację z dokładnością do pokoju w budynku uczelni: “Newelska 6/pok. 421”. :-O

Nie wiedziałem, że to aż tak można być zlokalizowanym!

Mój powrót na uczelnię – studia podyplomowe

Pochwalę się nową legitymacją i tym samym powrotem na uczelnię, tym razem studia podyplomowe. Aby ukrócić biurokratyczne formalności panie z rekrutacji użyły do mojej legitymacji zdjęcia z 2005 roku, którą miały gdzieś w bazie danych. Pani w uczelnianej bibliotece dzisiaj musiała uwierzyć mi na słowo, że ja to ja, bo nie dość, że nie wyglądam już tak jak na zdjęciu, to dodatkowo legitymacja aktywuje się po 24 godzinach od wydania i była dzisiaj jeszcze nieaktywna.

Pałac Kultury i Złote Tarasy w grze komputerowej

Wychodzi jakaś strzelankowa gra, w której jedna z map to okolice Pałacu Kultury plus wnętrze Złotych Tarasów, Dworzec Centralny, chyba nawet trochę metro. Trochę dziwnie patrzeć na wojnę toczącą się w bezpośrednim otoczeniu mojego miejsca pracy. W nagraniu poniżej te okolice są pokazane od 3 minuty i później od jeszcze trochę od 7:45. Na innych nagraniach na YT widać inne obszary.

Possibility of creating AI capable of treating psychiatric disorders

if one day it would be possible to create an artificial intelligence form, machine, robot, which could recognise facial expressions, a person’s mood, estimate what’s going on with this person (depression hit, anxiety attack) and was able to help that person overcome difficulties by regulation of chemicals substances in blood or by just actions?

Judyta Dąbek, facebook post

I do think that the development of technology will indeed allow the development of various artificial intelligence constructs that could analyze the current physical condition of the person and propose (or undertake) various corrective actions on this basis. In the case of a light depressive states, maybe a computer assistant will recommend some physical or mental activities tailored specifically to the personality of the suffering person. In case of a real depression and more difficult cases, artificial intelligence could direct such person to various medical examinations and/or analyze all medical knowledge about this person and suggest the most appropriate forms of therapy. In the case of biological-chemical treatments (e.g. gene therapies), it could not only monitor the body but also prepare and inject chemicals at the most appropriate doses and the most appropriate time. In the most extreme conditions of some incurable depression, but which could be efficiently treated symptomatically, it would be necessary to connect some electronic and/or mechanical parts to the physical body – and thus making some kind of cyborg.

Is this a good direction? Many people may be initially terrified by the potential addiction to artificial intelligence care. On the other hand, in cases of serious threats, such dependence would be a lesser evil.

However, I do not think that artificial intelligence will eliminate psychiatrists or psychotherapists. I think it will be the opposite, it will support these forms of treatment. Artificial intelligence will help identify people for whom psychotherapy will be effective and people for whom it will not be effective will receive other recommendations. The problem of mismatching the patient to treatment will then be reduced. Today one sometimes hears that somebody went to psychotherapy but he needed a psychiatrist, or he went to a psychiatrist but he needed a vacation or a job change.

Kobiece nazwy zawodów

Fajne kobiece nazwy zawodów w plebiscycie Wysokich Obcasów: pediatrka, chirurżka, naukowczyni, wywiadowczyni, etyczka, polityczka, premierka, sportowczyni, reżyserka, przedsięborczyni.

(Po przejrzeniu wszystkich kandydatur aż dziwnie się czyta, że Magdalenę Żernicką-Goetz nazwano profesorem.)

UPDATE, treść moich komentarzy na Facebooku:

Bo to jest taki projekt popularyzatorski wobec pewnych idei. Niektórzy by powiedzieli, że propagandowy, ale to chyba zbyt przesadzone określenie. No bo trudno go traktować inaczej,, skoro w założeniach jest, że “chcemy wybrać kobietę, która od roku 1918 do 2018 miała największy wpływ na losy świata, kraju, na społeczeństwo, której energia, mądrość, kompetencje i odwaga są wzorem i wsparciem” a następnie w propozycjach jest np. “pierwsza żeglarka, która samotnie opłynęła kulę ziemską”. (Chyba że może ja swoją męską wrażliwością nie potrafię docenić osiągnięć innych ludzi.) Moim zdaniem chodziło po prostu o pokazanie stu w jakiś sposób wyróżniających się Polek – no i może przemycić trochę słownictwa.

PS. Nie wiem jak miałbym rozumieć wyniki tego plebiscytu gdyby wygrała Anna Grodzka. Bardzo frapujące by to było.

(…)  ja się dziwię, że w zestawieniu nie ma byłej minister cyfryzacji, Anny Streżyńskiej. Wydaje mi się, że opuściła już politykę i wróciła do biznesu, więc spełniałaby założenia plebiscytu. Streżyńska cieszyła się wielkim szacunkiem branż inżynieryjnych i to ze względów ściśle merytorycznych oraz ze względu na realne osiągnięcia dla Polski. Do tego stopnia była obdarzona uznaniem, że nie miało to znaczenia, czy działała przy rządzie PO czy PiS.

Frapująca sytuacja z kolejki w Biedronce

Biedronka, Przy Agorze. Stoi przede mną starszy pan i tuż obok niego nagle staje kobieta. Mężczyzna mówi do niej wskazując za siebie:
– Proszę pani, kolejka się tam zaczyna.
– Ja tutaj byłam już wcześniej, stoję przed panem.
Osoby z przodu potwierdzają, że była tu wcześniej. Kobieta ma na ręku małe dziecko a obok niej stoi chłopak i dziewczyna. Chłopak zaczyna pouczać starszego pana:
– Trochę logiki proszę pana! Nie widzi pan, że kobieta z małym dzieckiem stoi? Trzeba trochę pomyśleć, trochę logiki, trochę uprzejmości!
Wtóruje mu dziewczyna, mówiąc mniej więcej to samo.
Na przodzie kolejki stoi kobieta, która w reakcji na tę sytuację postanawia być stosownie uprzejma:
– Skoro pani z małym dzieckiem, to niech pani idzie od razu przede mnie do kasy, przepuszczam panią, proszę, niech pani idzie.
Kobieta z dzieckiem omija całą kolejkę, podchodzi do kasy, kładzie sporą torbę zakupów do policzenia i… oddaje dziecko chłopakowi i dziewczynie, którzy natychmiast z nim wychodzą. Nikt nic nie mówi. Pani, która ją przepuściła, jedynie odwraca się do tyłu, rzuca spojrzenie w nas wszystkich i lekko się uśmiecha.

Niepokojące doniesienia wobec Kościóła Katolickiego w 2018 roku

Wyjątkowo niepokoją mnie, jako katolika, kolejne doniesienia dotyczące Kościoła Katolickiego na świecie. Wychodzą różne “trupy z szafy” i trudno wobec nich przejść obojętnie, bo to nie są byle jakie trupy. To są bardzo oburzające sprawy. Papież Franciszek powinien się za to zabrać i to dobrze, bo chyba trochę zbyt wiele razy poszedł na rękę niewłaściwym ludziom. Źle to wygląda.

W skrócie główne doniesienia ostatnich miesięcy:

  1. Zdarzenie bez precedensu, w maju wszyscy (!) biskupi Chile podali się do dymisji po tym jak 2000-stronicowy raport wykonany przez watykańskich śledczych ukazał, że struktury kościelne na terenie kraju działały jak mafia. Główne zarzuty: tuszowanie seksualnych nadużyć, pedofilia. Papież Franciszek, zanim śledczy zakończyli śledztwo, miał stać murem a nawet wynosić do wyższej rangi osoby spośród chilijskiego kościoła, które później okazały się najbardziej przestępcze. A podobno wszyscy mu to odradzali.
  2. Niedawno ujawniono 1600-stronicowy raport dotyczący nadużyć seksualnych, do których doszło na przestrzeni 70 lat w stanie Pennsylvania, USA. Zamieszanych w to było 300 księży, ujawniono ponad 1000 ofiar (plus szacuje się kilka tysięcy nieujawnionych). Niektóre nadużycia były wyjątkowo okrutne a niektóre bluźniercze, wręcz satanistyczne. Pedofilia. Całość ukrywana, tuszowana – być może aż do samego końca, bo podobno próbowano zablokować publikację raportu. Papież Franciszek, wstawiał się za niektórymi istotnymi osobami kościelnymi i niektóre podobno wynosił do wyższej rangi, a później te osoby okazały się być szczególnie obarczone przewinieniami.
  3. W ślad za raportem z Pennsylvanii upublicznił swoje 11-stronicowe świadectwo emerytowany arcybiskup Carlo Vigano, były nuncjusz apostolski w USA (tj. ambasador Watykanu), który kiedyś już próbował ujawnić korupcję finansową w Watykanie (o tej próbie nigdy byśmy się nie dowiedzieli, gdyby nie papieski kamerdyner wynoszący bokiem listy i inne poufne dokumenty) i plotka niesie, że podobno za to go zesłano do Waszyngtonu. W oświadczeniu Vigano wzywa Papieża Franciszka do rezygnacji z urzędu, wzywa do transparentności i do naprawy Kościoła. Opisuje rozmaite wewnątrz-kościelne sprawy, które go skłaniają do takiego wezwania. Jest oszczędny, ale dowiadujemy się o seksualnych nadużyciach w seminariach, bluźnierczych celebracjach Eucharystii, o tzw. lobby homoseksualnym (wewnątrzkościelna mafia złożona głównie z osób homoseksualnych zamieszana m.in. w tuszowanie przestępstw i próby manipulacji Papieżem Benedyktem), o tym jak Papież Franciszek chroni swoich politycznych sojuszników nawet jeżeli są to skorumpowane osoby. Poza tym, Vigano sugeruje, że możemy w Hondurasie zaraz mieć powtórkę z Chile.
  4. Papież Franciszek niedawno wprowadził zmianę do Katechizmu odrzucając dopuszczalność kary śmierci. Zmiana ta na gruncie czysto politycznej spekulacji może być widziana jako próba oddziaływania na prawodawstwo innych państw celem ratowania urzędników kościelnych winnych szczególnych przestępstw. Co prawda, w niewielu krajach świata kara śmierci obecnie obowiązuje, ale we wzmiankowanym ostatnio Chile na początku roku gazety się rozpisywały o potrzebie referendum nad jej przywróceniem wobec niektórych przypadków przestępstw seksualnych. Papież mógł mieć dobre intencje z tą karą śmierci, ale PR-owo wyszło to kiepsko. (Teologicznie podobno też kiepsko.)