Strona główna » Ciekawostki

Kategoria: Ciekawostki

Czy istnieje coś takiego jak klauzula informacyjna?

W obszarze ochrony danych osobowych od pewnego czasu funkcjonuje dosyć powszechnie taki termin jak “klauzula informacyjna”. Jest to potoczna i niepoprawna nazwa dla informacji, które administrator danych osobowych ma przekazywać osobom, których dane przetwarza (w kontekście RODO chodzi o art. 13 i art. 14). Dlaczego jest niepoprawna? Bo klauzula to:

1. «zastrzeżenie lub warunek w umowie, układzie, traktacie itp.»
2. «końcowy odcinek wersu o stałej budowie określanej przez reguły danego systemu wersyfikacyjnego»
3. «w retoryce starożytnej: zakończenie zdania lub jego części określonym układem sylab długich i krótkich»
4«zwrot melodyczny głosu w kadencji»

Słownik Języka Polskiego

Jest to więc postanowienie lub warunek w umowie. Nie jest to zestaw informacji prezentowany poza umową, nie jest to żadne samodzielne oświadczenie, obwieszczenie, poinformowanie.

Dla porównania, zobaczmy prawdziwą klauzulę informacyjną.

Przykładowo “dużą klauzulą informacyjną” nazywano postanowienie zawarte w umowie w Umowie pomiędzy Polską a Bułgarią z 1994 roku, wspomina o tym Sąd Najwyższy w jednym ze swoich orzeczeń:

Z treści art. 27 ust. 1 umowy z dnia 11 kwietnia 1994 r. między Rzecząpospolitą Polską a Republiką Bułgarii w sprawie unikania podwójnego opodatkowania w zakresie podatków od dochodu i majątku wynika, że: “Właściwe władze Umawiających się Państw będą wymieniały informacje konieczne do stosowania postanowień niniejszej umowy, a także informacje o ustawodawstwie wewnętrznym Umawiających się Państw, dotyczące podatków wymienionych w niniejszej umowie, w takim zakresie, w jakim opodatkowanie, jakie ono przewiduje, nie jest sprzeczne z umową, jak również informacje zapobiegające uchylaniu się od opodatkowania.” (tzw. duża klauzula informacyjna)

I SA/Kr 232/13 – Wyrok WSA w Krakowie

A o “małą klauzuli informacyjnej” możemy się dowiedzieć z “Orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawach podatkowych: Komentarz” (Włodzimierz Nykiel, Adam Zalasiński, 2014 rok):

Pojęcie “małej” i “dużej” klauzuli informacyjnej występuje nie tylko w języku polskim. W języku angielskim są to odpowiednio “minor” oraz “major information clause”. Przykład:

“The Swiss Twist: The Exchang eof-Information Provisions of the Canada-Switzerland Protocol” by Gilles Larin and Alexandra Diebel, Canadian Tax Journal / Revue Fiscale Canadienne (2012) 60:1, 1 – 54

Jak widać na przykładach, klauzula informacyjna to postanowienie umowne dotyczące wymiany informacji (głównie w sprawach podatkowych) pomiędzy państwami.

Sprawdziłem, czy ktokolwiek w języku angielskim stosuje “information clause” wobec GDPR (czyli RODO). Owszem, są takie pojedyncze przypadki – dotyczą anglojęzycznych tłumaczeń polskich informacji administratora. 🙂 Nie znalazłem ani jednego przypadku, który by temu przeczył.

Czyli że to my w Polsce sobie wymyśliliśmy tę klauzulę informacyjną w RODO i jeszcze eksportujemy ten pomysł na zewnątrz. 🙂

Czy mamy szansę poprawić nasze słownictwo? Może to nie być łatwe – o ile w ogóle byśmy tego chcieli. “Klauzula informacyjna” przyjęła się powszechnie, wydaje się być jednoznacznie rozpoznawana, brzmieniem swoim budzi stosowne przerażenie i powagę oraz ma kiepską konkurencję (np. niektórzy używają również niezbyt udanego terminu “obowiązek informacyjny”, rzadko trafia się brzmiąca ogólnie “informacja administratora”). Dodatkowo jej użycie wspiera Urząd Ochrony Danych Osobowych w swoich publikacjach:

Kończąc, może warto, abym wspomniał ciekawostkę historyczną, że poprzednik Urzędu, GIODO, też posługiwał się tym terminem i to długo zanim to było modne, bo już w 2007 roku w publikacji “ABC wybranych zagadnień z ustawy o ochronie danych osobowych“. I co ciekawe, w tekście tym występują nie tylko “klauzule informacyjne” (wówczas odnoszące się do art. 24 i art. 25 UODO ’97) ale też “klauzule zgody”.

Sztuczna inteligencja generująca zakazane treści na przynętę

Pełnomocnik rządu Niemiec ds. wykorzystywania seksualnego dzieci wymyślił zdawałoby się całkiem błyskotliwy i nowoczesny sposób na łapanie pedofili: z użyciem technik komputerowych generujmy fałszywą pornografię dziecięcą i używajmy jako przynęty. Możemy już przecież generować ludzkie twarze czy odtwarzać w filmach cyfrowo postacie nieżyjących aktorów a w przeszłości, gdy czatowanie było modne, służby mundurowe różnych krajów odnosiły sukcesy w łapaniu pedofilów używając chat-botów podających się za dzieci. Co więc stoi na przeszkodzie teraz?

Jeżeli chodzi o “generowanie” to jest to domena sztucznych inteligencji. A jeśli mamy skłonić sztuczną inteligencję do generowania czegokolwiek, to musimy ją najpierw wyszkolić, bo S.I. się uczą na przykładach, które trzeba im dostarczyć. W związku z tym trzeba by najpierw zgromadzić gdzieś np. 100 tysięcy (albo może milion? dwa miliony?) zdjęć pornograficznych w bardzo wysokiej jakości. No i teraz pytanie: na ile byłoby to etyczne, aby używać istniejące, prawdziwe zdjęcia ofiar pedofilów do wyprodukowania takiej sztucznej inteligencji? Czy potrzebna byłaby zgoda tysięcy ofiar? A czy jest możliwe, aby jakoś inaczej takie treści pozyskać? Aktorzy, modele, może jakie inne techniki komputerowe? Na ile etyczne byłoby produkowanie takich treści nawet jeżeli będą udawane?

Inna sprawa, że gdyby udało się stworzyć taką “generującą” sztuczną inteligencję, to jednocześnie miałaby ona możliwość wykrywania podobnych zdjęć – czyli uzyskalibyśmy “wykrywacz pornografii”. Zapewne dopomogło by to znacząco dużym serwisom internetowym – szczególnie tym społecznościowym – bo na chwilę obecną muszą oni zatrudniać ludzi do obsługi zgłoszeń o tym, że ktoś wrzucił do Internetu zakazaną treść. Owi ludzie są częściowo wspierani przez komputerowe mechanizmy, ale z braku “uniwersalnego wykrywacza” muszą wciąż dokonywać ostatecznego przeglądu. Podobno bardzo wyniszcza to psychicznie. A ktoś to musi robić….

Kolejna sprawa: z obserwacji różnych nurtów politycznych i kulturowych wiemy, że nie każdy jest pedofilii przeciwny. Czasami pewne postulaty wystawia radykalna lewica, a czasami może też je wystawić prawica – np. wtedy, gdy akurat pedofilia jest w zgodzie z tysiącletnimi naukami religii czy kultury danego społeczeństwa. Można zadać frapujące pytanie: czy w drodze swoistego kompromisu cywilizacyjnego i globalizacji nie nadejdą czasy, gdy taka sztuczna inteligencja aktualnie stałaby się bytem komercyjnym, który produkowałby “legalną dziecięcą pornografię”. Może byłaby przepisywana na receptę dla zatwardziałych, niereformowalnych pedofilów? A co by było, gdyby jakieś państwo wręcz obłożyło ją akcyzą i jeszcze czerpało z tego zyski?

Dziecko bez numeru PESEL

Zaskakuje mnie czasami to jak biurokracja potrafi namącić w zdawałoby się nie takim trudnym temacie.

Nie ma numeru, nie ma człowieka

Pewnemu małżeństwu spodziewającemu się dziecka przydarzył się nagły poród w domu. Poród przebiegł dobrze, na świecie pojawiło się dziecko. Rodzice zadzwonili po pogotowie, aby ktoś przyjechał i potwierdził, że wszystko OK, ale ze strony pogotowia uznano, że na pewno jest OK i nie przyjadą, bo po co. Później rodzice poszli do szpitala, aby ktoś im wypisał kartę urodzenia dziecka i dowiedzieli się, że szpital nie może jej wypisać, bo ani lekarz ani położna nie byli obecni przy narodzinach. No i tak zaczął się problem. Bez dokumentu ze szpitala nie można nadać dziecku numeru PESEL a bez tego niewiele można zrobić czy to dla dziecka, czy to dla rodziców. Rodzice zaczęli pukać do wszystkich drzwi: od lekarza rodzinnego przez NFZ, Rzecznika Praw Dziecka aż po Ministerstwo Zdrowia. Po wielu staraniach i po analizie dokumentacji z przebiegu ciąży szpital w końcu wypisał dokument, ale… błędnie. W związku z tym Urząd Stanu Cywilnego odmówił wydania aktu urodzenia. Szpital odmówił wprowadzenia poprawek zasłaniając się przepisami postępowania administracyjnego. No i teraz się przepychają Szpital z USC o to kto ma co zrobić. Dziecko ma już 3 miesiące a formalnie się nie urodziło, nie ma imienia, nie ma nazwiska. Matka nie ma urlopu macierzyńskiego.

https://kobieta.onet.pl/wiadomosci/rodzice-nie-moga-zarejestrowac-narodzin-syna-w-usc-wszystko-przez-to-ze-przyszedl-na/08rbs5k

Okna życia

Może to zastanawiać jak w takim razie funkcjonują np. okna życia, w których dziecko może być zostawione przez rodziców z różnych powodoów niechętnych do jego wychowania. Wtedy dotychczasowa tożsamość dziecka zostaje pominięta, czyli jeżeli rodzic zostawił w oknie życia karteczkę z imieniem, to karteczka idzie do kosza a nowe imię i nazwisko wybiera sąd rodzinny, lekarze lub urzędnicy USC (nie jest to ściśle unormowane prawnie). Datę urodzenia oszacowują lekarze tak jak im sie wydaje. Na tej podstawie tworzony jest akt urodzenia i nadawany jest PESEL. Formalności mogą trwać kilka tygodni. Zanim PESEL zostanie nadany, dziecko nie jest objęte ubezpieczeniem zdrowotnym, ewentualna hospitalizacja jest na koszt szpitala a zabiegi nie będące związane z ratowaniem życia mogą wymagać zgody sądu.

Prezenterka telewizyjna wytwarzana przez komputer

W Chinach w telewizji zobaczyć można prezenterkę wytwarzaną przez sztuczną inteligencję. W linkowanym artykule jest wideo, można sobie ją zobaczyć. Zwracam uwagę, że podobnie jak w przypadku generowanych przez SI twarzy ludzkich, o których ostatnio na FB pisałem, tak i tutaj widać problemy z zębami, które nienaturalnie się wysuwają i chowają podczas mowy. Takie i inne rozmaite szczególiki zawsze będą gdzieś istnieć i dzięki nim w przyszłości powstaną sztuczne inteligencje rozróżniające prawdziwych ludzi od sztucznych.

A tak poza tym, to:

Ludzie z telewizji Xinhua pochwalili się, że od kilku miesięcy prezenterzy w sumie prowadzili już 3400 wydań wiadomości i spędzili przed widzami aż 10 tysięcy godzin.

Przypomina mi się zaskakujący zwrot fabularny w jednej ze starszych gier komputerowych, której akcja dzieje się w skomputeryzowanej przyszłości. Główny bohater próbuje rozwikłać zagadkę złowrogiej przestępczej konspiracji o globalnym zasięgu i w pewnym momencie trop zdaje się prowadzić go do kanadyjskiej prezenterki wiadomości. Nie jest to wówczas w ogóle jasne jaką rolę zwykła niegroźna prezenterka mogłaby pełnić wśród przestępczych bossów, terrorystów i innych takich. W pewnym momencie okazuje się jednak, że jest ona potężną sztuczną inteligencją, która została zaprojektowana aby monitorować i kształtować przepływ publicznej informacji i tym samym manipulować społeczeństwem a jej istnienie jest jednym z filarów rozwijającej się technologicznej władzy elit nad resztą populacji. Doskonale narzędzie propagandy. Z uśmiechem, bez mrugnięcia okiem, bez zająknięcia przeinaczy każdą prawdę tak jak zechcą tego mocodawcy.

Dla kompletności: coraz więcej zachodnich serwisów medialnych korzysta ze sztucznych inteligencji jako wsparcia przy pisaniu artykułów. “Bertie” wspomaga redakcję Forbesa, “Heliograf” redakcję Washington Post, “Cyborg” redakcję Bloomberga, “Lynx” redaktorów Agencji Reutera, “Radar” wspiera brytyjską The Press Association. Sztuczne inteligencje są używane także w Associated Press oraz The Guardian. Czym się zajmują? Na chwilę obecną pisanie newsów sportowych i lokalnych (czyli takich względnie nieszkodliwych, zazwyczaj krótkich i schematycznych), wyszukiwanie interesujących tematów dla ludzi-redaktorów, analiza statystyk, wykrywanie interesujących anomalii. Podobno pozwala to prawdziwym redaktorom skupić się na ważniejszych sprawach.

Sztuczna inteligencja generuje sztuczną ludzką twarz na życzenie

Technologiczne portale piszą o tym od trzech dni, bo to fajna sprawa: ktoś stworzył stronę internetową która po każdym odświeżeniu generuje za pomocą sztucznej inteligencji nową ludzką twarz (albo też udostępnia ze zbioru uprzednio wygenerowanych twarzy, bo coś za szybko to działa). Wiele twarzy jest naprawdę nieźle wygenerowanych, trzeba chwili przyglądania się, aby zauważyć defekty: nieprawidłowy rozstaw zębów, niewłasciwy kształt ucha, coś nie tak z oprawkami okularów. No i raz na jakiś czas trafia sie obraz z wyraźną wadą. Tym nie mniej fajnie jest sobie móc generować ludzie twarze i zadumać się nad zjawiskiem ich percepcji. Oraz zadumać nad tym co nas czeka w przyszłości: np. spadek zapotrzebowania na modelów i modelki. Ich postacie będą mogły być doskonale wygenerowane.

Zajrzyjcie i poodświeżajcie przeglądarkę (najlepiej na małym ekranie, bo na dużym magia szybko pryśnie):
https://thispersondoesnotexist.com/

A tutaj można znaleźć m.in. gotowe 100 000 (!) wygenerowanych twarzy w ramach oraz tekst licencji (jeden z wariantów Creative Commons, w skrócie: do zastosowań niekomercyjnych można z tym robić wszystko):
https://drive.google.com/…/1uka3a1noXHAydRPRbknqwKVGODvnmUBX

Jak ktoś ma trochę zdolności programistycznych, to kod źródłowy generatora twarzy jest tutaj:
https://github.com/NVlabs/stylegan

Sztuczna inteligencja została wyuczona tworzenia nowych twarzy po zapoznaniu się z 70 000 prawdziwymi twarzami wziętymi z serwisu Flickr i udostępnionymi nam na wolnych licencjach:
https://github.com/NVlabs/ffhq-dataset

Ciekawostki

Ta sama technologia użyta do generowania twarzy postaci z japońskich kreskówek. Podejmowane są też próby z dziełami sztuki.

To jest trochę creepy, ktoś podłączył sztuczną inteligencję do tygodniowego archiwum zdjęć z fotobudki.

Więcej ciekawostek (aktualizacja 26 lutego)

  • https://www.thiswaifudoesnotexist.net/
  • https://thisartdoesnotexist.glitch.me/
  • http://thesecatsdonotexist.com/

Niepełnosprawni mogliby być astronautami

Interesujący tekst o tym, że osoby niepełnosprawne mogą pod pewnymi względami lepiej nadawać się do roli astonautów niż osoby pełnosprawne. Niektórzy niepełnosprawni są często zmuszeni do polegania na zewnętrznych pomocniczych urządzeniach, do których muszą dostosować swoje ciało, swoją percepcję, przez co mają lepiej rozwiniętą koordynację ręka-oko. Taki niepełnosprawny byłby prawdopodobnie lepszym użytkownikiem kombinezonu astronauty niż osoba pełnosprawna. W stosunku do niepełnosprawnych świat zewnętrzny jest częściej “obcy” i muszą wypracować sobie zdolność adaptowania się do niego, improwizowania rozwiązań, znajdowania nieoczywistych sposobów poruszania sie i interakcji. To bardzo pożądane cechy dla kogoś, kto będąc w przestrzeni kosmicznej naprawdę znajdzie się w innym świecie o innych regułach ruchu i oddziaływania. Artykuł przywołuje też i inne ciekawe przykłady dając do myślenia, że “pełnosprawny” to zasadniczo człowiek przystosowany do świata na powierzchni planety a niekoniecznie do stanów nieważkości i ograniczeń stacji kosmicznej.

Zagrożenie wynikające z generowania numerów PESEL

Pewna pani za pomocą online-owego generatora numerów PESEL zaciągała pożyczki w bankach. Wyciągnęła 400 tys., złapali ją i teraz ma ponad 600 zarzutów. Przypadek jest ciekawy dlatego, że w zasadzie każdy może w każdej chwili sobie wygenerować jakiś PESEL za pomocą online-owych generatorów i posługując się nim zaciągać jakieś zobowiązania kosztem przypadkowych osób. Dodatkowo, ponieważ PESEL według RODO stanowi dane osobowe (Art. 2 pkt 1, Art. 87), to jeżeli ktoś sobie wygeneruje np. w Excelu wszystkie 1,826,210,000 kombinacje, to formalnie będzie miał bazę danych osobowych wszystkich Polaków. 😉

(Z ciekawostek: wiecie, że konstrukcja numeru PESEL narzuca ograniczenie na liczbę dzieci urodzonych danego dnia? Każdego dnia w całej Polsce może urodzić się maksymalnie 5000 chłopców i 5000 dziewczynek.)

Generowanie twarzy przez sztuczną inteligencję

Wytwarzanie zdjęć ludzkich twarzy przez sztuczną inteligencję osiąga już naprawdę imponujący poziom. Poniższy film zawiera wyłącznie zdjęcia twarzy wygenerowanych przez komputer i ilustruje opracowane przez badaczy metody sterowania procesem wytwarzania. Magicznie to wygląda.

Jako ciekawostka polecam jeszcze filmik z 2017 roku – twarze są niedoskonałe, ale za to psychodeliczność jest 10/10. Dało mi to do myślenia na temat tego jak postrzegamy jako ludzie:

Mogę to oglądać i oglądać i się zastanawiać.

Sądownie nakazana cenzura mediów w Australii

Ciekawy przypadek blokowania informacji ze strony państwa, którego bym o takie blokowania nie podejrzewał.

Podobno newsem dzisiejszego dnia w Australii jest orzeczenie winy pewnej wysoko postawionej, znaczącej osoby. O kogo chodzi? Wszyscy w Australii wiedzą, piszą o tym na twitterach i blogach, ale… nie wolno o tej osobie i szczegółach orzeczena sądu informować żadnym mediom. Dziennikarze nie mogą o tym pisać, bo sąd zabronił a australijskie prawo okazuje się móc narzucać takie blokady. Podobno zresztą nie są one wcale rzadkie, ale nigdy nie robi się z tego specjalnego szumu. Tym razem jest szum, bo chodzi o kardynała Georga Pella, który jest nie tylko najwyższym rangą austalijskim duchownym ale też jest nazywany trzecią w kolejności najważniejszą osobą w Kościele Katolickim (pełnił funkcje głównego watykańskiego skarbnika). Niektóre media już teraz piszą, że australiski Kościół Katolicki właśnie otrzymał “śmiertelny cios”. A to dopiero początek sądzenia kardynała, bo zarzuty nadużyć seksualnych jakie mu postawiono, rozdzielono na kilka oddzielnych spraw sądowych.

Podobno jutrzejsza okładka “The Daily Telegraph” będzie zawierać napis “TO NAJWIĘKSZA NARODOWA HISTORIA” a nad nim “Okropna zbrodnia, ta osoba jest winna, może już czytałeś wiadomości online, lecz nie możemy tego opublikować. Ale zaufaj nam…”. Serwisy “The Age”, “Sydney Morning Herald”, “Canberra Times” opublikowały artykuł o tytule “Dlaczego media nie mogą raportować o sprawie, która wzbudziła ogromne zainteresowanie online”. “The Advertiser” opublikował “Historia, której nie możemy Ci opowiedzieć”. Inne serwisy australisjkie też albo coś takiego opulikowały albo nie publikowały nic. Watykan się nie wypowiedział – podobno “z szacunku do postanowienia sądu”.

Wieść niesie, że podobno na terenie Ausrtalii zablokowano już treści jakiegoś *zagranicznego* serwisu, który skądś zdobył jakieś informacje i je opublikował.

Podobno blokada informacyjna ma trwać do czerwca.

Dana i datum w informatyce

Ostatnie dwa wpisy poświęciłem tematyce pojedynczej “danej” głównie w kontekście danych osobowych. Natomiast chyba warto też wskazać gdzie słowo “dana” oraz “datum” występują w informatyce.

Bazy danych

Na początek warto zaznaczyć, że informatyka jest bardzo obszerną dziedziną. Dwóch informatyków może mieć niewielkie pojęcie o swoich własnych niszach nawet jeżeli obaj tworzą elementy tego samego systemu. Przykładowo, programista może mieć szczątkową wiedzę na temat teorii baz danych. Z drugiej strony, administrator baz danych może mieć szczątkową wiedzę o programistycznej podbudowie silnika bazodanowego, na którym działa baza, którą administruje.

No ale do rzeczy.

Mówi się raczej powszechnie o “danej liczbowej”, “danej całkowitej”, “danej tekstowej” czy “danej typu tekstowego”. Rzadziej się słyszy o “danej elementarnej”. W bazach danych występuje abstrakcyjna dana – np. w bazach Oracle jest oracle.sql.Datum z którego dziedziczą wszystkie typy danych:

The root of Oracle native datatype hierarchy.

W PostgreSQL wewnętrzny typ danej abstrakcyjnej (widoczny z poziomu języka C) to “Datum” (zdefiniowana w postgres.h, funkcje do jej obsługi są w datum.h) .

 /* A Datum contains either a value of a pass-by-value type or a pointer to a value of a pass-by-reference type. Therefore, we require:
sizeof(Datum) == sizeof(void *) == 4 or 8
The macros below and the analogous macros for other types should be used to convert between a Datum and the appropriate C type. */

typedef uintptr_t Datum;

W GDBM również podstawowa struktura bazodanowa to “datum”.

The basic unit of data in gdbm is the structure:

typedef struct { char *dptr; int dsize; } datum;

Zresztą, drugi postulat Codd’a, twórcy modelu baz relacyjnych, posługuje się “datum”:

“Each and every datum (atomic value) in a relational data base is guaranteed to be logically accessible by resorting to a combination of table name, primary key value and column name.”

Teoria informacji

Pojęcie “danej” znalazłem ostatnio przypadkiem będąc w bibliotece w książce “Informacja” autorstwa prof. dr hab. Bogdana Stefanowicza, wydanie I, 2004 rok. Poniżej fragmenty:

Pojawia się ono także kilkukrotnie w innych publikacjach tego autora, np. w dostępnej online “Informacja. Wiedza. Mądrość” z 2013 roku.

Słownik angielsko-polski

Przeglądając książki na półce znalazłem stary słownik polsko-angielski przeznaczony dla informatyków z 1990 roku. A w nim “datum” jako “dana”. Poniżej zdjęcia.

“Datum” (liczba mnoga od “data”) znaczy “dana”