Strona główna » Bez kategorii » Strona 2

Kategoria: Bez kategorii

Wspomnienie Szydłowca – DENTYŚCI W SZYDŁOWCU – Elka Goldberg Silberman

Wykonane przeze mnie tłumaczenie z angielskiego jednego z fragmentów “Szydlowiec Memorial Book”.

DENTYŚCI W SZYDŁOWCU opowiada Elka Goldberg Silberman
Przez wiele lat Szydłowiec nie miał stomatologa. Gdybyś miał ból zęba byłbyś w kłopocie. Avremele zwany Uzdrowicielem mógł tylko wyciągnąć zęby, nie je naprawić…
Bogatsi ludzie udawali się do Radomia czy Warszawy, aby naprawić swoje zęby, ale co mogli ubodzy ludzie? Tak więc bóle zębów były bardzo rozpowszechnione w naszym mieście, co było powodem powstania wielu anegdot i przekleństw.
Sytuacja poprawiła się, gdy dentysta nazywany Kaczanowski przyjechał z Warszawy i otworzył gabinet w Szydłowcu.
Ludzie pracujący oraz młodzież mieli swoje zęby pod opieką w poradni, gdzie leczenie było za darmo lub po bardzo niskich cenach. Przez chwilę mieliśmy dentystę kobietę, córkę polskiego nauczyciela, ale nie pozostała długo.
W latach trzydziestych dentysta nazywany Meczner osiadł w naszym mieście, ale był bardziej niż technikiem niż dentystą. Miał dobrą asystentkę, kobietę o imieniu Kwiatkowska, która pomogła wielu pacjentom, zwłaszcza młodym ludziom.
W ostatnim roku przed wojną, dentysta Tobenhaus i jego żona przybyli do Szydłowca. Byli w wieku średnim i byli tak zasymilowani, że nawet nie uważali się za Żydów, ale gdy przybyli naziści z ich “wysiedlaniami” on udał się do pociągu razem z innymi Żydami. Pani Tobenhaus została złapana w kryjówce w ich budynku i zastrzelona.

Tekst oryginalny:

DENTISTS IN SZYDLOWIEC
by Elka Goldberg Silberman
For many years Szydlowiec had no dentist. If you had a toothache you were in trouble. Avremele the Healer could only pull teeth, not fix them . . .
The richer folks went to Radom or Warsaw to get their teeth fixed, but what could the poor people do? So toothaches were very prevalent in our town, and this gave rise to many anecdotes and curses.
The situation improved when a dentist named Kachanowski came from Warsaw and opened an office in Szydlowiec.
Working people and young people had their teeth taken care of in the dispensary, where treatment was free or at very low cost. For a while we had a woman dentist, the daughter of a Polish teacher, but she didn’t stay long.
In the 1930s a dentist named Mechner settled in our shtetl, but he was more a technician than a dentist. He had a good assistant, a woman named Kwiatkowska, who helped many patients, especially the young people.
In the least years before the war, the dentist Tobenhaus and his wife came to Szydlowiec. They were middle-aged and so assimilated that they didn’t even consider themselves Jews, but when the Nazis came with their “deportations” he went into the trains along with all the other Jews. Mrs. Tobenhaus was caught in a hiding-place in their building and shot.

Wspomnienie Szydłowca – SZYDŁOWIECKA MŁODZIEŻ – Pearl Teichman

Wykonane przeze mnie tłumaczenie z angielskiego jednego z fragmentów “Szydlowiec Memorial Book”.

SZYDŁOWICKA MŁODZIEŻ (opisał(a) Pearl Teichman)
Szydłowiec, z jego odwiecznym sposobem życia i jego żydowskimi domami z ich głęboko zakorzenionymi tradycjami, był trwale wyryty w naszych młodych sercach. Ale kiedy wzrosły one nieco starsze, atmosfera w domu stała się uciążliwe. Nowe marzenia napełniły nasze serca i obudziły dążenia wydostania się do większego świata. Młodzi ludzie z mojego pokolenia żyli w okresie tego “Sturm-and-Drang“, który nastąpił po I Wojnie Światowej. Wstrząsające światem wydarzenia dziejące się wokół wciągnęły nas w swój wściekły strumień więc staraliśmy się kształcić, a także wnieść trochę światła dla młodych Żydów w mieście.
Tutaj nasze drogi zderzyły się z drogami naszych rodziców. Nawet jeśli sami nie mieliśmy profesjonalnego wykształcenia, braliśmy na siebie prace otwierania szkół uzupełniających do chederu, którego metody nauczania nie zaspokajały nas. Oczywiście nasi rodzice byli przeciwni temu. Ale pokonaliśmy wszystkie przeszkody. (Szkoły te były również dla dzieci, które nie miały okazji uczęszczać do polskich szkół państwowych).

Tekst oryginalny:

SZYDLOWIEC YOUTH by Pearl Teichman
Szydlowiec, with its age-old way of life and its Jewish homes with their deeply rooted traditions, was indelibly engraved upon our young hearts. But when we grew a little older, the atmosphere in the home became oppressive. New dreams filled our hearts and awakened a striving to get out into the bigger world. The young people of my generation lived through this period of sturm-and-drang that followed World War I. The world-shaking events going on around us dragged us into their raging stream and we struggled to educate ourselves, as well as to bring a little light to the young Jews in the shtetl.
Here our paths collided with those of our parents. Even though we ourselves had no professional education, we took upon ourselves the work of opening schools supplementary to the heder, whose teaching methods no longer suited us. Naturally our parents were opposed to this. But we overcame all obstacles. (These schools were also open to children who had no opportunity of attending the Polish state schools.)

Wspomnienie Szydłowca – MŁYN – Frieda Kurlender-Kuplik

Wykonane przeze mnie tłumaczenie z angielskiego jednego z fragmentów “Szydlowiec Memorial Book”.

MŁYN opowiedziane przez Friedę Kurlender-Kuplik

Mój dziadek, Itzik Kurlender, posiadał wielki młyn, który zbudował sam. Młyn zatrudniał około 25 ludzi, którzy pracowali na trzy zmiany. Młyn służył całej okolicy. Głównym młynarzem był Meir Monk.

Sara Anszelowa, żona mojego drugiego dziadka, była prawdziwą żywicielką rodziny. Mój dziadek Anszel studiował Torę cały dzień i był prawą ręką szydłowieckiego rabina, Chaima Rabinowicza. Sara była bardzo dobroczynną kobietą, zawsze pomagała kallah hakhnoses społeczności, w Synagodze, na cmentarzu itp.

Gdy zmarł mój dziadek Itzik, młyn był zarządzany przez mojego ojca, Herszla, oraz Izraela Warszawskiego, jednego z najwybitniejszych ludzi w Szydłowcu.

Oryginalny tekst angielski:

THE MILL by Frieda Kurlender-Kuplik

My grandfather, Itzik Kurlender, owned a big mill which he had built himself. The mill employed abuot 25 people who worked in three shifts. The mill served the entire area.

The head miller was Meir Monk.

Sarah Anshels, my other grandfather’s wife, was the real breadwinner. My grandfather Anshel studied Torah all day and was the right hand of Szydlowiecr rabbi, Chaim Rabinowicz. Sarah was a very charitable woman, always helping out the hakhnoses kallah society, the synagogue, the cemetery, etc.

After my grandfather Itzik died, the mill was managed by my father, Hershl, and Israel Warshafsky, one of the most prominent men in Szydlowiec.

Szydłowiec w “Dziejach kościołów wyznania helweckiego” (1853) Łukaszewicza

Źródło:  “Dzieje kościołów wyznania helweckiego w dawnéj Małej Polsce“, Józef Łukaszewicz, 1853 rok.

SZYDŁOWIEC
Miasteczko w dawnem województwie sandomirskiem, gniazdo sławnej w dziejach Polski rodziny Szydłowieckich, wygasłej po mieczu na Krysztofie, kasztelanie krakowskim. Córka tego Krysztofa, Elżbieta poszedłszy za Mikołaja Czarnego Radziwiłła, wojewodę wileńskiego, wniosła Szydłowiec w dom Radziwiłłów. Mikołaj Czarny Radziwiłł odebrał tutejszy piękny kościół Katolikom, a oddał go Kalwinom, których wyznania był najżarliwszym rozkrzewicielem w Litwie i Polsce za panowania Zygmunta Augusta. Kościół atoli ten nie długo zostawał w ręku Kalwinów, albowiem syn najstarszy Mikołaja Czarnego Radziwiłła, Krysztof Radziwiłł, zwany Sierotką, powróciwszy na łono kościoła katolickiego, przywrócił kościół szydłowiecki Katolikom już ku schyłkowi 16. wieku.

Szydłowiec w “Podróżach historycznych po ziemiach polskich” (1858) Niemcewicza

Źródło:  “Podróże historyczne po ziemiach polskich między rokiem 1811 a 1828 odbyte”, Jan Ursyn Niemcewicz, 1858 rok.

Stojący w blizkości Szydłowiec ściągnął ciekawość moję. I tu, jak wszędzie, ślady dawnej zamożności i bogactw,bardziej jeszcze dzisiejszy upadek okazują. Szydłowiec był jednem z najhandlowniejszych miast w Polsce; po kilka niedziel trwały w nim jarmarki’, gdzie kupcy z najodleglejszych zbierali się krajów. Siedlisko to było mieszkaniem starożytnego domu Szydłowieckich, herbu Odrowąż. Był to jeden z najdawniejszych domów w Polsce. Miechowita (ks. III rozdział 35) wspomina Dobiesława Szydłowieckiego w roku 1238 wojewodą krakowskim. Krzysztof, kasztelan sandomierski w r. 1512 sprowadził do Polski Barbarę księżniczkę Transylwanii, pierwszą żonę Zygmunta I. Towarzyszył także królowi temu na zjeździe monarchów w Wiedniu i tak wielce rozumem swoim zalecił się Karolowi V, iż mu tytuł książęcia ofiarował: “jestem szlachcicem polskim”, odpowiedział Szydłowiecki, “i dosyć mi na tem”. W r. 1520 sprowadził królowę Bonę do Polski. Trzy tylko córki zostawił: Elżbietę, wydaną za Mikołaja Radziwiłła, wojewodę wileńskiego; Zofią, za Jana Tarnowskiego, kasztelana krakowskiego; Krystynę, wydaną za Jana, księcia na Monsterbergu i Oleśnicy, z linii Jerzego Podiehrackiego, króla czeskiego.Mikołaj, kasztelan sandomierski i podskarbi koronny, brat Krzysztofa, umarł bez potomstwa płci męzkiej. Grób Mikołaja, zmarłego w 1530 r., świadczy, iż kościoł w tych latach naprawionym był; na Mikołaju ród Szydłowieckich wygasł. Na grobie tym leżący posąg Szydłowieckiego z czerwonego marmuru wyobraża rycerza w zbroi. Wchodzący do świątyni niemniej uderzony jest pięknym grobowcem księżnej Radziwiłłowej; wyniosła go wdzięczność i miłość braterska. W potężnej framudze, z czarnego krajowego marmuru, szeroko na około ozdobionej doryckim porządkiem, spoczywa posąg zmarłej, z marmuru kararyjskiego, bez najmniejszej skazy i plamy; jest ‘ to dzieło Monaldego, snycerza ostatniego króla Stanisława Augusta, gładkiej i pięknej roboty. Sam ratusz dziś opuszczony i niemieszkalny, ruiny domu mieszczanina jednego, zamek nakoniec budowany w pięknym guście włoskim, świadczą o starożytności i zamożności miasta tego, którego założenie czasów Piastowych sięgać zdaje się. Zarówno dzieje jak i podania uczą nas, że Szydłowiec, trapiony przez powietrze, dawniej przez Tatarów, później przez Szwedów, nakoniec pustoszony przez Moskali, klęskami temi, powszechną nieporządku i niedbalstwa zarazą przyszedł do dzisiejszego ubóstwa. Obszerne hrabstwo szydłowieckie, od Szydłowieckich, którzy zdają się być gałęzią szczepu Odrowążów, przeszło w dom Radziwilłów, od nich do dzisiejszej pani. Ostatnia wojna, przechody licznych wojsk zadały miejscu temu ciosy okropne; przytomność dziś właścicielki, księżnej Imci z Zamoyskich Sapieżyny, potrafiła uleczyć te rany. Natura ubogaciła tę ziemię wszystkiemi dary swemi. Wyborne kruszce żelazne; w wielu miejscach ziemia hojnie rodząca, obszerne lasy, wiekuiste modrzewy, kamienne węgle, wapno, niezmierne ciosowego kamienia warstwy, rybne jeziora, wszystkie życia potrzeby obficie tu znajdziesz. O rudzie żelaznej w Polsce tak mówi Rzączyński (Hist. natur, regni polonia), pag. 51), wsparty na świadectwach Slarowolskiego, Opalińskiego i innych. « Kuźnie polskie wydają znaczną obfitość żelaza, mianowicie w Wąchocku, Szydłowcu, Bożęcinie, w województwie krakowskiem niedaleko Olkusza, w sandomierskiem, w Kielcach, Odrowążu, Końskich, Samsonowie etc Jest jeszcze powinowaty kruszec kamienisty; górnicy zowią go Łysak; ten przednie wydaje żelazo.

Dnia 2 Lipca o 5 godzinie z rana porzuciłem gościnne gospodarstwo moje w Chlewiskach, i znowu na Szydłowiec obróciłem drogę do Wąchocka. Starowolski mówiąc o Drzewicy i Inowłodziu nad Pilicą leżących, temi słowy wspomina Szydłowiec. : Sed utriusque elaritatem obscurat Szydlowecia, ducum Radzivilorum non contemnendus comitatus, et bonas piscinas et frequentes ferri fodinas et sikarum copiam et pulchra urbis adificia habens. » Widać z słów tych, że Starowolski opisywał Szydłowiec przed najazdami Szwedów i Rakocego. Jaka dzisiaj różnica! W jakim burzyciele ci zostawili miasto to stanie, w takim później nierząd nasz dochował je wiernie. Po wielu jeszcze karczmach i domkach miasteczka tego, widać drzwi i gzymsy pięknej rzeźby, pozostałe zapewne z rozwalin bogatych niegdyś miasta tego domów. Droga z Szydłowca do Wąchocka dla spalonych przez susze żniw, dla dymiących się jeszcze niedawno przez pożary spłonionych lasów, dla mnóstwa podwód z niezmierna pracą i zgubą bydła o mil kilkadziesiąt żywność dla wojska i pastwę dla koni aż pod Warszawę wiozących, droga ta mówię dla tych wszystkich powodów nie była najmilszą.

Szydłowiec w “Opisach Miast Starożytnych” (1856) Jana N. Chądzyńskiego

Źródło:  “Historyczno-Statystyczne Opisy Miast Starożytnych w Ziemi Sandomierskiej Leżących“, Jan Nepomucen Chądzyński, 1856.

Odwieczna dziedzina Chlewickich Odrowążów, Jakóba, Mikołaja i Piotra, którzy uzyskali przywilej Kazimierza Wielkiego r. 1360 rządzenia się prawem Magdeburskiem; mając i inne posiadłości jako te: Chlewiska, Smagłów, Schłoby, Topolę, Radzimików, Most, Dąbrowę, Dziurów i Kołysony, temiż podzielili się: Jakób otrzymał Szydłowiec, i pisząc się Szydłowieckim dał początek familii, która na Krysztofie Szydłowieckim kasztelanie Krakowskim i kanclerzu wielkim koronnym, r. 1532 wygasła.
W roku 1780 podróżujący w naszym kraju pan Carosi, w listach do przyjaciela, tak opisał Szydłowiec:
“Szydłowiec leży około 14 mil od Warszawy, jest głównym miejscem majętności tegoż imienia, która teraz należy do książecia Michała Radziwiła; ale jak ona jest obszerna i wiele wsi do niej należy, jak wiele przynosi, co w niej może być osobliwego, jaka jej jest ludność, i t.d. nie mogłem się dowiedzieć od głupich tamtejszych Izraelitów.
“Miasteczko samo Szydłowiec jest na dwoje podzielone, to jest na miasteczko żydowskie, które jest drewniane, i chrześcijańskie, które przed tem było murowane. Z obalin które w tem drugiem widze, okazuje się, że to miejsce musiało przed tem być dobrze zabudowane, i że jego obywatele mieli się dobrze, a nawet było dawnym sposobem dosyć wzmocnione, gdyż jeszcze widać resztę grubych murów miejskich, bram i wież, dosyć obszerny ratusz i inne prywatne budynki, lecz które, co moment grożą upadkiem. Dwie z trzech części domów miejskich, które się tu dosyć daleko rozciągają, są to stare mizerne z drzewa, a po części na obalinach przeszłych murowanych domów postawione chaty; a kilka murowanych domów, w których jeszcze ludzie mieszkają, wyglądają tak iżby się nikt nie spodziewał, żeby w nich jeszcze siedzieli ludzie. Jeden stary drewniany szpital, któryż wierzchu dobrze się wydaje, przypomina podróżnym, albo litość nad nędznemi przeszłych tego miejsca panów; albo dobre mienie i wspaniałość dawniejszych obywateli; gdyż teraźniejsi chrześcijanie, mieszczanie, wyssani i uciśnieni od chytrego potomstwa Jakóba, nie mają nic więcej ze swego stanu, jak tylko samo imię Mieszczanin tutejszy uboższy i biedniejszy, niż który z chłopów, żyje tylko jak oni z samego niewielkiego pola swego; ponieważ żyd wszystek przemysł i zarobek miejski umiał pociągnąć do siebie. Stąd to żydów trzebaby mieć tu i gdzie indziej, za bardzo bogatych; ale wiem z doświadczenia iż żyd bogaty, jest to bardzo rzadki ptak.
“Żydowskie miasto jest całe z drzewa, ale jest daleko większe niż chrześcijańskie; budynki które tu bardziej jedne przy drugich stoją wkupię, są dosyć w dobrym stanie, ale ulice nie mają porządku i mimo kamienistego gruntu, są zawsze błotniste i śmierdzące. Jak dobrze uczynił Mojżesz, że swemu narodowi ochędóstwo, jako obowiązek religii zalecił, a przecież i ten sposób jak mało im pomógł. Miarkując po rozległości żydowskiego miasta i zwyczaju tego narodu, który się tak na kupę ciśnie, liczba ich musi przynajmniej 10 razy przenosić chrześcijan, prowadzą oni tu według maksym swoich, sami tylko wszelki handel, a to nie tylko produktami zagranicznemi, ale też i krajowemi, między któremi są przedniejsze, żelazo w szynach i lane; drzewo do budowli i opału, kamienie młyńskie i do ostrzenia, które we wsi Pogrzała, do tej majętności należącej robią. Potem wapno, zboże, wódka, skóry i t. d. Co z tych produktów ma iść do innych prowincyj, to trzeba prowadzić na wozach przez siedem mil aż do Solca nad Wisłą; ale gdyby mała rzeczka Iłża, która pod Solcem w Wisłę wpada, była spławna choć dla pomiernych statków, to by się lądem przez to na 5 mil,drogi oszczędziło.”
Szydłowiec zdobi wspaniały kościół, fundacyi króla Kazimierza Wielkiego

Diabeł Rokita niedaleko Szydłowca

Źródło: “Archiwum domowe do dziejów i literatury” (1856) K. Wójcicki

W przypisie, na dole strony nr 483:

Rusiny nad granicą austryacką mieszkający opowiadają liczne zdarzenia iż widzieli jak piorun djabła rozbił: “Jak perun trist didko se maziiu rozleł, a takaja smerdiacza buła, jak pekło.” 

Niedaleko Szydłowca w ziemi Radomskiej jest skała od wierzchu naga, a na niej znak pośliźnionej stopy z pazurami, znać wyraźnie piętę, podeszwę i palce. Kamieniarze opowiadali, że jak Michał Archanioł ścigał diabła piorunem, ten uciekając oparł się na tejże skale, ślad po sobie zostawił i pod skałę się schował, i dla tego skały tej kamieniarze nie zaczepiają. Wychodzi mówią diabeł z pod tej skały na łąki i gaje, mianowicie na płaszczyznę gdzie był dawniej tartak, i przechadza się po łąkach aż pod wieś Rybiankę w różnych postaciach, a wychodzi i w las ku Marywillowi i na pola Koziej Woli. Inni mówią, że on nie pod skałą, ale osiadł w rokocinie nad rzeczką ku Długoszowi, i dla tego nazywa się Rokita.

(“rokocina” to krzaki rokitnika)

Pradawne szydłowieckie forum Macieja Jerza

Dawno, dawno temu był sobie u nas młody i ambitny radny, Maciej Jerz. Założył on stronę internetową oraz forum. Forum było o tyle ciekawe, że było to forum pełne niemłodych, ale aktywnych społecznie i politycznie osób z naszego miasta, które prowadziły ze sobą czasami naprawdę dziwaczne dyskusje. Ze względów historyczno-politycznych warto zgłębić to, co wówczas mówiono.

Forum samo w sobie już w sieci nie istnieje, ale instytucja Internetowego Archiwum zachowała je dla potomności. Serwery często się psują, a linki nie działają, ale podaję link bazowy oraz spis wszystkich archiwizowanych podstron.

(Trzeba to używać tak, że jeżeli podczas przeglądania strony jakiś link nie działa, to trzeba go ręcznie znaleźć w spisie i stamtąd uruchomić.)

Jakie tam kwiatki można znaleźć? Praktycznie wszystko. Przede wszystkim jednak jest dosyć zabawnie:

Wszystko pełne kłótni o przeszłość, o komunistów, pełne cynizmu, rozczarowania, czarnego humoru, fałszu i zwykłej złośliwości.