Ostrzeżenie z 2007 roku: powrót SARS będzie w Chinach dzięki nietoperzom

Taka ciekawostka odnośnie koronawirusa.

W 2007 roku grupa chińskich badaczy zajmująca sie koronawirusem SARS-Cov opublikowała pracę badawczą. Na jej samym końcu znajduje się akapit “Czy powinniśmy się przygotować na powrót SARS” a w nim:

“Koronawirusy są dobrze znane z rekombinacji genetycznej, co może prowadzić do nowych genotypów i wybuchów epidemii. Obecność dużego rezerwuaru wirusów podobnych do SARS-CoV u nietoperzy podkowcowatych, wraz ze kulturą jedzenia egzotycznych ssaków w południowych Chinach, jest bombą zegarową. Nie należy ignorować możliwości ponownego pojawienia się SARS i innych nowych wirusów pochodzących od zwierząt lub laboratoriów, a zatem konieczność przygotowania się nie powinna zostać zignorowana.”

Jak widać, dla badaczy 13 lat temu było to tak: oto jest BOMBA ZEGAROWA. Wybuchnie pewnego dnia. Jej prawdopodobna lokalizacja: Chiny.

Chińczycy powinni przestać karmić się dziwnymi posiłkami.

Źródło: https://cmr.asm.org/content/cmr/20/4/660.full-text.pdf
(DOI: 10.1128/CMR.00023-07)

Nietoperz z FaceAppa

Bawiliśmy się z córką aplikacją FaceApp i przy jej zdjęciu z jednym z pluszaków z Biedronki aplikacja nie wiadomo czemu uznała, że osobą na zdjęciu jest ten pluszak a nie moja córka. Co ciekawe, nie udało nam się tego efektu uzyskać używając zdjęć z samymi pluszakami.

Myślę, że działanie FaceApp jest oparte o kilka różnych algorytmów, które czasami są niezgodne ze sobą: najpierw jest algorytm oceniający czy na zdjęciu jest ludzka twarz i jeżeli jest to uruchamiany jest inny algorytm, który ma ja wydobyć że zdjęcia. No i teraz na zdjęciu dziecka z pluszakiem każdy z tych algorytmów może wybrać inną postać – a tylko ten pierwszy algorytm naprawdę dobrze wykrywa ludzkie twarze. Samego pluszaka nie można użyć, bo sam pluszak nie przejdzie przez pierwszy algorytm.

Omijanie blokady instalacji klientów usług gamingowych przy niskich uprawnieniach

Niby to banalne a admini potrafią być zaskoczeni, gdy odkrywają, że użytkownicy w ich sieciach korporacyjnych grają w gry pomimo rozmaitych blokad. Sprawa jest prosta. Blokady najczęściej są założone na proces instalacji, jednak często oprogramowanie można zainstalować ręcznie, pomijając ten proces, lub nieznacznie modyfikując jego przebieg. Mi się udało uruchomić:

  • Battle.net,
  • GeForce Now,
  • Steam,
  • Uplay.

Na usługi GOG oraz Origin nie znalazłem sposobu. Launcherów Rockstar i innych niszowych nie sprawdzałem.

Battle.net

Na pierwszy rzut oka instalator nie pozwala na uruchomienie bez praw administratora. W okienku pytania o podniesienie uprawnień można jednak odczytać linię poleceń, którą sam siebie ponownie wywołuje, gdy użytkownik tego nie widzi. Można ją zmodyfikować poprzez zmianę jednego z parametrów z setup na launcher, czyli coś takiego:

Battle.net-Setup.exe –cmdver=2 –mode=launcher –locale=plPL

(Powyższe polecenie można wykonać z linii poleceń albo tworząc plik BAT, albo odpowiednio tworząc i modyfikując skrót do instalatora.)

Teraz okienko pytania o uprawnienia nie pojawi się. Zamiast tego pojawi się pytanie w jakim folderze zainstalować klienta Battle.net. 🙂 Należy wskazać jakiś folder spoza tych objętych ochroną uprawnień.

W trakcie instalacji będzie wiele monitów o podniesienie uprawnień w trakcie instalacji. Wszystkie należy zignorować. Ostatecznie pojawi się okienko logowania. Po zalogowaniu należy wejść w Ustawienia i wskazać domyślny folder instalacji.

GeForceNOW

W przypadku usługi GeForceNow wystarczy za pomocą 7zip rozpakować plik GeForceNOW-release.exe a wśród rozpakowanych folderów znaleźć plik GeForceNOW.exe i po prostu uruchomić.

Steam

Podobnie usługa Steam. Plik SteamSetup.exe należy rozpakować programem 7zip a później uruchomić Steam.exe. Pobrane zostaną rozmaite dodatkowe pliki a plik Steam.exe zostanie podmieniony na nowy. Jego uruchomienie początkowo zawiesi proces i trzeba będzie zamknąć Steam z poziomu Menedżera Zadań. Przy kolejnym uruchomieniu pojawi się okno kolejnej aktualizacji oraz okienko z błędem z tytułu braku uprawnień.

Należy kliknąć Anuluj i… nie przejmować się. Po chwili pojawi się zwyczajne okno logowania do Steam i będzie można się zalogować do usługi.

Uplay

Należy rozpakować 7zipem plik UplayInstaller.exe, uruchomić Uplay.exe i pojawi się okienko wymagające podania loginu i hasła administratora. Podobnie jak w przypadku Steam należy kliknąć Anuluj i pojawi się zwyczajowe okienko logowania, można się zalogować.

GOG Galaxy 2.0

Aplikacja nie pozwala się uruchomić bez posiadania uprawnień instalacyjnych, chociaż sam proces instalacyjny można w jej przypadku w znacznym stopniu pominąć.

Może ktoś znajdzie sposób na uruchomienie. Podaję jak ominąć instalację.

Należy uruchomić GOG_Galaxy_2.0.exe i pozwolić, aby pobrane zostały pliki instalacyjne. Pliki zostaną pobrane do folderu AppData\Local\Temp\GalaxyInstaller (w głównym folderze użytkownika). Znajdzie się tam w szczególności plik GalaxySetup.exe, który trzeba ręcznie skopiować w bezpieczne miejsce, bo po pobraniu tych plików pojawi się monit o login i hasło administratora, po którego anulowaniu plik zostanie usunięty.

Mając kopie GalaxySetup.exe stosujemy na nim narzędzie innoextract. W folderze “app” pojawi nam się teraz plik GalaxyClient.exe.

Origin

Aplikacja daje się zainstalować i uruchomić, ale nie pozwala na zapisywanie pobieranych danych bez uprawnień administracyjnych.

Może ktoś kiedyś znajdzie na to sposób? Co do uruchomienia: należy pobrać instalator, rozpakować OriginThinSetup.exe programem 7zip i uruchomić OriginThinSetupInternal.exe, wyklikać najmniej wymagającą instalację i w trakcje jej trwania odnaleźć folder z plikami tymczasowymi.

Origin zakłada takie foldery w dwóch miejscach: w AppData i w ProgramData. Pierwszy z nich zawiera dziennik instalacji:

USER_FOLDER\AppData\Local\Origin\ThinSetup\ThinSetup_Log.txt

W dzienniku znajdziemy wskazanie na kolejny folder z pobranymi plikami, w moim przypadku:

C:\ProgramData\Origin\SelfUpdate\Staged\Origin.exe

Przerywamy aktualną instalację gdy zostaniemy zapytani o uprawnienia i wędrujemy do wskazanego pliku w folderach tymczasowych. Uruchamiamy plik Origin.exe. Monity o podniesienie uprawnień będą nas zalewać co chwila, wszystkie ignorujemy, klikamy Anuluj. Pojawi się okno logowania, można się zalogować bez przeszkód. Zapewne pierwsza czynność, którą powinniśmy zrobić, to zmienić w ustawieniach klienta domyślne foldery na takie spoza chronionych.

Sprawa Polańskiego – fragmenty z raportu kuratora sądowego

Poniżej kilka fragmentów przetłumaczonych na polski. Pełny raport można przeczytać po angielsku pod tym linkiem. Do refleksji. Nie układałem ich w jakiś szczególny ciąg logiczny, tak jak mi się wkleiły niżej, to tak są.

Najpierw o samym zajściu. Zdaniem jednego z powoływanych psychiatrów było ono jak się okazuje, zupełnym przypadkiem.

Oskarżony (…) jest wysoce inteligentny, ma dobry osąd i silne wartości moralne i etyczne oraz ma normalne wyrzuty sumienia za swoje przewinienie i normalny żal za konsekwencje. (…) Przestępstwo powstało jako izolowany przypadek przejściowego złego osądu i utraty normalnych zahamowań w okolicznościach intymności i współpracy w pracy twórczej oraz z przypadkowym zatruciem alkoholem i narkotykami

Cudzoziemiec nie poznał jeszcze lokalnych zwyczajów:

Prawdopodobnie od czasów renesansowych Włoch nie było takiego zgromadzenia się kreatywnych umysłów w jednym miejscu, jak w hrabstwie Los Angeles w ciągu ostatniego półwiecza. (…) Wzbogacając społeczność swoją obecnością, przynieśli ze sobą maniery i obyczaje swoich ojczystych ziem, które w rzadkich przypadkach były sprzeczne z ziemią przybraną.

Aczkolwiek inny psychiatra zauważa w dalszej części raportu, że zasadnicze zasady życia były jednak znane.

Oskarżony (…) z pewnością doskonale wiedział, że prawo Kalifornii zabrania stosunków seksualnych z młodą ofiarą, która nie miała jeszcze 14 lat.

Raport zawiera wiele dobrych słów i listów od kolegów Polańskiego, którzy dementują wszelkie słowa o “mrocznej stronie Polańskiego”. Jeden nawet pisze, że najwięcej na co stać Polańskiego to wziąć dwie tabletki aspiryny… Ciekawe jak to się ma do tego 500 mg metakwalonu, które Polański próbował wyrzucić gdy policja po niego przyszła. Albo do tej przesyłki z narkotykami, którą wysłał kiedyś z Anglii do Wojtka Frykowskiego, co wyszło przy okazji śledztwa w sprawie Charlesa Mansona.

Tak czy inaczej, w imieniu naszego oskarżonego wstawili się także teolodzy. Czuli oni dług z powodu kunsztu artystycznego. Ciekawe czy przejęli się też losem ofiary.

Było wiele listów, zarówno od teologów chrześcijańskich, jak i żydowskich, wzywających do zrozumienia i współczucia. W jednym z listów stwierdzono: „… wszyscy powinniśmy mu pomóc wyzdrowieć, ponieważ mamy jego dług z powodu jego kunsztu artystycznego… Nie powinniśmy go wyrzucać ze społeczeństwa”

Ostateczne zalecenie kuratora – byleby nie więzienie, bo może ono wyrządzić “nieobliczalne szkody”.

Jednakże więzienie nie jest obecnie zalecane. Obecne przestępstwo wydaje się być spontaniczne i powstałe w wyniku złego osadu przez oskarżonego. Zarówno rodzic, jak i ofiara, a także badający psychiatra zalecili, aby oskarżony nie był uwięziony. Drugi psychiatra wskazał, że obecne przestępstwo nie było agresywnym ani wymuszonym aktem seksualnym. Wiele wskazuje na to, że okoliczności były prowokujące, że matka była w pewnym stopniu permisywna, że ofiara była nie tylko fizycznie dojrzała, lecz chętna, a jak dodatkowo jeden lekarz zasugerował, oskarżony nie stosował przymusu a ponadto wykazał się troską w odniesieniu do możliwości zajścia w ciążę. Uważa się, że nieobliczalne szkody emocjonalne mogą wyniknąć z uwięzienia oskarżonego, którego własne życie było, jak się wydaje, niekończącą się serią kar.

Jakby coś to oskarżony nie potrzebuje terapii. A jeżeli już to na depresję, bo przecież, jest cierpiącym człowiekiem mającym za sobą Holokaust, rozmaite prześladowania, tragiczną śmierć żony i nienarodzonego dziecka . Nie to, co jego ofiara, która jedyne co to została zgwałcona oralnie, waginalnie i analnie pod wpływem alkoholu i narkotyków.

Dr Markman wskazał, że obecne przestępstwo nie było ani wymuszonym, ani agresywnym aktem seksualnym. Zaleca terapię oskarżonemu nie z powodu problemów seksualnych, ale z powodu nierozwiązanej depresji. Dr Davis, choć nie zaleca terapii, stwierdził, że z uwięzienia wynikałby niezwykły poziom stresu i trudności.

Google nie zawsze wyszukuje w całej treści strony

Algorytmy Google są nieodgadnione i zmienne, należy sobie z tego dobrze zadawać sprawę. Pewne mechanizmy nimi zarządzające są jednak dosyć proste i warto obserwować jak ta wyszukiwarka działa, aby lepiej z niej korzystać. Do tego tekstu zainspirowała mnie taka ciekawostka: za pomocą wyszukiwarki znalazłem pewien artykuł. Pod koniec jego treści znajdowało się pewne szczególnie zdanie, wobec którego chciałem sprawdzić, czy było gdzieś cytowane. Gdy wpisałem je w wyszukiwarkę… otrzymałem zero wyników. Zero – czyli Google nie wskazało mi nawet oryginalnej strony, którą przecież wcześniej samo pomogło mi znaleźć!

Chwila eksperymentowania potwierdziła moje podejrzenia – Google pozwala wyszukać tekst, ale tylko z pierwszych akapitów tekstu. Dlaczego tak się dzieje? Moje hipotezy są takie:

  • W sposób sobie znany Google może dokonywać pewnych “oszczędności” w bazach danych;
  • Pewne strony WWW mogły zostać zindeksowane tylko raz i podczas indeksacji coś poszło nie tak albo może wtedy ich treść rzeczywiście była inna, niekompletna, a Google nie zdecydowało się nigdy indeksacji ponowić;

Problem takiego wyszukiwania nie dotyczy jednak tylko Google. Potrzebowałem przeszukać stare wpisy na forum serwisu O2 i chciałem do tego użyć tamtejszej wyszukiwarki. Okazało się, że niemożliwe było odnalezienie wpisów, które cały czas istniały, bo chwilę później odnalazłem je swoim sposobem.

Pewne treści wymykają się więc wyszukiwarką i powoli wpadają w ocean głębokiej sieci.

Kto wie o Tobie naprawdę dużo?

Proste pytanie, ale być może nie każdy sobie zdaje sprawę z tego, że czasami całkiem istotna wiedza o nim w dużej ilości znajduje się w rękach pojedynczych podmiotów niekoniecznie będących pod bardzo ścisłą kontrolą.

Pierwsza odpowiedź na powyższe pytanie jaka przychodzi do głowy to: szeroko rozumiane państwo. Tak, ono wie dużo w swojej sieci rejestrów, które z każdym rokiem centralizują i porządkują się coraz bardziej. Rejestry częściowo są jawne (CEiGD, KRS), ale w większości pozostają niejawne i są do użytku różnych służb.

Poza państwem interesujące zbiory danych leżą w portalach społecznościowych. Nawet tak stary i niemodny portal jak Nasza Klasa zawiera niebywałe ilości bardzo wartościowych informacji o ludziach. Nie dziwne, że jego właścicielem stał się koncern medialny Ringier Axel Springer Polska – to jest doskonała baza danych dla takiego wydawcy.

Inny wydawca medialny, Agora S.A., zainwestował również w portal społecznościowy, ale o wydźwięku branżowym, zawodowym: Golden Line. Dodatkowo, Agora jest właścicielem przepastnego forum internetowego przy serwisie Gazety Wyborczej. Tam jest morze informacji.

Warto przypomnieć, że wielkie serwisy społecznościowe takie jak Facebook czy Twitter od dawna są wiązane ze służbami specjalnymi USA. Wręcz mówi się o tym, że stworzono je celowo przez specjalne agencje a później tylko upozorowano ich “naturalne pochodzenie” – przykładowo Facebook miałby być przebrandowanym projektem LifeLog. Informacja jest cenna a gdzie jest jej więcej niż w tych serwisach? Kto je posiada, jest bogaczem, ma władzę. Co więcej, serwisy te chcą wyrugować tradycyjne SMS-y i rozmowy telefoniczne, aby nawet ten ruch szedł ustalonym kanałem – co zapewne odbierze wiele możliwości naszym lokalnym służbom specjalnym przymuszając zapewne to podpisywania tajnych umów z USA podobnych do FIVE EYES. Co razem tworzy ogólnoświatową sieć podsłuchu. Można by to włożyć między bajki, gdyby nie informacje ujawniane przez sygnalistów takich jak Edward Snowden.

Całkiem sporo informacji wymyka się też zapisom RODO i istnieje zawartych w różnego rodzaju portalach genealogicznych, wspominkowych. RODO nie chroni bowiem osób zmarłych. Przodujący w tym serwis MyHeritage ma obecnie 1 miliard (!) użytkowników. Liczba zaś danych genealogicznych – sam nie wiem jaka, pewnie gigantyczna.

Innego rodzaju bazy danych tworzą serwisy z darmowymi kontami pocztowymi. Zagraniczny GMail to oczywistość, ale ile danych zgromadziła przez lata Wirtualna Polska, Interia czy Onet? Miliony maili. Tajna korespondencja każdego rodzaju. Hakerzy, którzy stale włamują się na konta, odnajdują tam wszystko.

Właśnie, hakerzy. Czym oni dysponują? Otóż oni mają problem, bo zyskują dostęp do ogromnych ilości danych, ale nie mają infrastruktury (serwerów, komputerów, dysków twardych), aby wszystko to do siebie zabrać. Zazwyczaj więc zadowalają się zbieraniem danych dostępowych do istniejących serwisów. Wraz z rozwojem pojemności dysków będą w stanie gromadzić bardzo dużo. Warto zwrócić uwagę na woluminy wykradanych danych. Aby wykraść 100 mln podstawowych danych kont użytkowników trzeba mieć technologiczną sposobność: bardzo szybkie łącza, pojemne dyski.

Plotka internetowa mówi, że gdy Seth Rich miał dokonać wycieku danych z DNC na rzecz Wikileaks, problemem na drodze była technologia – danych było tak ogromnie dużo, że nie można było tego po prostu nagrać na płytę DVD i wynieść. Podobno specjalnie w tym celu Kim Dotcom powołał swoją usługę internetową MegaUpload, za co później w bezprecedensowy i prawdopodobnie bezprawny sposób został w swojej posiadłości w Australii najechany przez siły specjalne USA, które skonfiskowały cały sprzęt i wywiozły do USA (!). Zanim to się stało, Rich zdążył wysłać dane przez MegaUpload i trafiły one do Wikileaks. Niedługo później Rich został zamordowany (a jego śmierć otacza mnogość kontrowersji) a Julian Assange z Wikileaks rozpoczął swoje dobrowolne uwięzienie w ambasadzie Ekwadoru.

(Jakkolwiek wszystko to jest zaliczane/spychane obecnie do teorii konspiracyjnych, Kim Dotcom wypowiadał się publicznie, że pośredniczył między Richem a Wikileaks a Wikileaks pośrednio – być może niechcący – sugerowało, że Rich jest źródłem danych.)

Generalnie więc tacy luźni, niezorganizowani hakerzy, nie mają zgromadzonej wiedzy – natomiast gromadzą dostępy do takiej.

Dostęp do wyszukanych osób w planie bezpłatnym MyHeritage

MyHeritage, zgodnie z prawem, nie chroni danych osób zmarłych. Natomiast w wynikach wyszukiwania (“zbadaj osobę”) po kliknięciu na link do profilu osoby zmarłej wyświetlony zostanie monit o zakup płatnego abonamentu i nie ma sposobu, aby go ominąć – brak jakiegoś przycisku “Pomiń”, “Zamknij” czy “Przejdź do osoby”. Taki sposób MyHeritage ma na zdobywanie części klientów. Kto jednak używał MyHeritage przez dłuższy czas, ten wie, że do tych profili istnieje link dostępowy, bo różnymi drogami można do tych osób dotrzeć i czasami sam serwis go podpowiada. Taki link można również wytworzyć bazując na wynikach wyszukiwania. Poprawnie skonstruowany będzie miał on postać taką:

https://www.myheritage.pl/person-X_Y_Z/

Gdzie X to numer osoby, a Y i Z to numer witryny oraz drzewa (zazwyczaj często ten sam, nie zajmowałem się ustaleniem który jest który).

Tymczasem w wynikach wyszukiwania są linki typu:

https://www.myheritage.pl/FP/search-plans.php?s=103900133&colId=1&itemId=385852852-1-500030&indId=individual-103900133-7500002&rfr=tree

W powyższym linku interesujące nas dane są zawarte w “itemID”, czyli “385852852-1-500030”. Pierwsza liczba to jest nasze Y i/lub Z. Druga i trzecia liczba razem złączone dają X. Czyli działający link do osoby będzie taki:

https://www.myheritage.pl/person-1500030_385852852_385852852/

Zmienianie linków można sobie zautomatyzować do tzw. bookmarkletu, czy do postaci zakładki na pasku przeglądarki, której naciśnięcie przepisze wszystkie widoczne linki “search-plans” do “person”. Przykładowo, w przeglądarce Chrome należy z menu wybrać “Zakładki” i później “Menedżer zakładek”. W nowym widoku należy z menu wybrać “Dodaj zakładkę”. Można jej nadać jakąś nazwę, np. “Przepisz linki MyHeritage” i następnie w polu URL zamiast adresu WWW należy wprowadzić poniższy kod JavaScript (jest to jedna linia tekstu):

javascript:(function() { $('.record_link.recordTitle').each(function (i) { var result = /itemId=(\d+)-(\d+)-(\d+)/.exec(this.href); if (result) this.href = 'https://www.myheritage.pl/person-' + result[2] + result[3] + '_' + result[1] + '_' + result[1] +'/'; }) })();

Od tej pory kliknięcie w zakładkę w widoku wyszukiwania przepisze linki na prowadzące do osoby.

Powyższe to tylko przykład przepisujący linki do osób z drzew genealogicznych. MyHeritage wyświetla wyniki też i z innych źródeł i tam przepisywanie linku musiałoby działać inaczej.

Czasopisma policyjne w głębokiej sieci

Głęboka sieć to część Internetu, która nie jest indeksowana przez wyszukiwarki internetowe i tym samym pozostaje poza zasięgiem typowego Internauty. Niektóre czasopisma policyjne są elementem głębokiej sieci z przyczyn technologicznych – z jednej strony są one publicznie dostępne dla każdego poprzez oficjalną stronę Policji http://www.gazeta.policja.pl/ , ale z drugiej strony zakodowano je w formacie PDF z istotnymi utrudnieniami dla wyszukiwarek:

  • Te PDFy, które zawierają w sobie przeszukiwalny tekst, stosują bardzo dziwne kodowania znaków i rozbicia lub połączenia wyrazów, które są niewidoczne dla człowieka, ale skutecznie utrudniają pracę robotom wyszukiwarek;
  • Wiele PDFów zawiera po prostu skany starych czasopism a wyszukiwarki obecnie nie radzą sobie dobrze z taki treściami graficznymi (chociaż kiedyś sobie poradzą);

W związku z tym, chcąc przeszukiwać treść takich czasopism Internauta ma poważny problem – musi przeglądać wszystkie ręcznie. Do przeglądu ma 800+ numerów od 12 do 50 stron każde wydanie. Chodzi tutaj o czasopisma:

  • Policja 997,
  • Policja 997 wydanie specjalne,
  • Gazeta Policyjna,
  • Magazyn Kryminalny,
  • Patrol,
  • Wiadomości Sekcji Polskiej IPA,
  • Policja Łódzkie,
  • Przegląd Prewencyjny,
  • Stołeczny Magazyn Policyjny,
  • Kwartalnik Prawno-Kryminalistyczny,
  • Kwartalnik policyjny.

Częściowo można sobie z tym problemem poradzić i zbudować lokalną wyszukiwarkę lub wykorzystać jakiś dostępny mechanizm wyszukujący. Najpierw jednak trzeba wszystkie PDFy pobrać a następnie przetworzyć ich zawartość programem do optycznego rozpoznawania znaków (OCR) na poprawną tekstowo postać. Aby wspomóc pobieranie PDF-ów przygotowałem odpowiedni skrypt i zamieściłem w serwisie GitHub:

https://github.com/gakowalski/czasopisma-policyjne

Do pobrania skryptem jest 9+ GB danych.

Do OCR polecam NAPS2, które to oprogramowanie jest darmowe, obsługuje język polski i z tego, co sobie testowo uruchamiałem, to względnie radzi sobie z tymi PDFami. Do przetworzenia jest sporo, więc radzę uzbroić się w cierpliwość.

Wynik przetworzenia polecam zawrzeć również w pliki PDF, aby móc skorzystać z “Wyszukiwania zaawansowanego” w darmowym oprogramowaniu Adobe Reader.

Ktoś coś widział, ktoś coś wiedział – w sprawie Krzysztofa Sadowskiego

Szybkie wprowadzenie: Mariusz Zielke oskarżył Krzysztofa Sadowskiego o molestowanie seksualne dzieci (takich 10-15 lat) obu płci. Sprawa powoli przebiła się do mediów. Ludzie, którzy byli blisko Sadowskiego zdają się milczeć albo mówić – “ja nic nie wiedziałem”. I może rzeczywiście ktoś czegoś nie wiedział. Natomiast w reportażu TVN UWAGA przedstawiciel Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego powiedział tak:

Mieliśmy dwie duże narady zarządu i rady oraz bardzo poszerzonej grupy muzyków, dziennikarzy i kolegów Sadowskiego – okazało się, że nikt o niczym nie wiedział. Szok jest potworny

Piotr Rodowicz, prezes Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego

“Jak to możliwe, że przez 30 lat nikt nic nie wiedział?”, zapytał dziennikarz TVN.

To bardzo złożona rzecz. Nie podejmuje się wyjaśnienia w krótkiej rozmowie. Na szczęścia dzisiaj nasza świadomość, nasza i społeczna znacznie się zmieniła. Wszyscy wiemy, że pewne gesty i zachowania są naganne. W latach 80., czy 90. nie było to oczywiste. Mam na myśli przykładowo sadzanie sobie małych dziewczynek na kolana

Piotr Rodowicz

Sprawa Sadowskiego żyje w social mediach już od miesiąca i wiele osób wyraziło swoje zdanie – jedne pod prawdziwymi imionami i nazwiskami, inne pod pseudonimami. Niektórzy mówili w imieniu ofiar, które są ich znajomymi. Na tle powyższego “nikt nic nie wiedział” warto przyjrzeć się niektórym wypowiedziom Internautów i rozważyć samemu jak to mogło naprawdę być.

Zachęcam do czytania komentarzy pod publikacjami w sprawie p. Sadowskiego.

Komentarze internautów – ktoś coś wiedział

Pani R. napomyka o pewnym jazzmanie, który 10 lat temu miał z tą sprawą iść do dziennikarzy śledczych (pogrubienie w tekście moje):

Jestem tak wstrząśnięta tym wszystkim co czytam także tutaj od kilku dni że nie jestem nawet w stanie komentować…A najgorsze że potwierdza mi się moja opinia o niektórych środowiskach itd …bardzo bardzo współczuję wszystkim wplatanym w ta straszna historię…tu przeraża wszystko także zachowanie byłej żony tego…I fakt że pewien jazzman zawiadomił 3 dziennikarzy śledczych 10 lat temu i nic z tym nie zrobili itd itd

https://www.facebook.com/marcin.dzik.1/posts/2755240404490044?comment_id=2755324064481678&reply_comment_id=2755958854418199

Pani Alicja w komentarzu skierowanym do swojej znajomej wspomina (tekst lekko poprawiony przeze mnie dla czytelności, pogrubienia i podkreślenia moje):

Byłam pierwszy raz na warsztatach w Puławach, rok wcześniej jak spotkałyśmy się, Agnieszka, w tym samym internacie, co część kadry. Na drzwiach pokoju pana S. wisiała kartka “pedofil

https://www.facebook.com/PolskieStowarzyszenieJazzowe/posts/2651776798174833?comment_id=2651945761491270

Pani Marta napisała:

z samej obserwacji Sadowskiego prowadzącego się pod rękę na warsztatach w Puławach z szesnastolatkami, z faktu, że opiekunowie innych warsztatów dla dzieci odganiali od niego podopiecznych, bo najwyraźniej wiedzieli, ja się pytam: jakim prawem można było zezwalać takiemu typowi na wyjazdy na warsztaty dla dzieci i młodzieży?! Pracował z ludźmi przez 40 w zarządzie i nikt nie miał chociaż podejrzeń?

https://www.facebook.com/groups/polishkeyboardists/permalink/2511817992214335/?comment_id=2511887495540718&reply_comment_id=2512705175458950

Pani Agnieszka napisała:

Środowisko o tej sprawie wie od dawna….ja weszłam w środowisko w roku 98 i już wtedy jako młoda dziewczyna słyszałam różne bulwersujące historie. I nie dotyczyły one jedynie jednej chorej psychicznie kobiety ( wtedy dziewczynki). Sprawa Pana Sadowskiego jest zamiatana od lat pod dywan. W tej chwili jestem w kontakcie z jedną z jego ofiar. Obrzydlistwo, które mam nadzieję zostanie rzetelnie wyjaśnione. Z tego co wiem, sprawy się przedawniły.

https://www.facebook.com/PolskieStowarzyszenieJazzowe/posts/2651776798174833?comment_id=2651790031506843

Pan Waldemar, pisze do p. Wojtka:

byli też tacy, którzy wiedzieli i reagowali. Nie będę wymieniał nazwisk bo jakoś tak niezręcznie … ale pamiętam, że były reakcje

https://www.facebook.com/groups/165135820189250/permalink/2352987181404092/?comment_id=2352991308070346

Ponieważ p. Wojtek się dopytywał (“wymień – inaczej będziemy wszyscy współuczestnikami w kryciu przestępstw“) to p. Waldemar trochę dopowiedział:

to nie tak, na pewno tak nie możesz pisać, bo to się trochę kłóci i z logiką i z kulturą, szczególnie w cyt. “paskudnych” czasach, w których w debacie publicznej ludzi prawi i szlachetni spychani są na margines a rej wodzą krętacze, gdzie na kogoś kto mówi prawdę woła się kłamca itd. Wymienianie szlachetnych w takich okolicznościach będzie przeciwskuteczne. Ale niech Ci będzie: Marek Daniel, Szakal, Szprot … generalnie twórcy Margonina a potem Puław … był też list otwarty w tej sprawie … W zasadzie wszyscy to wiedzą Wojtku … Inną sprawą jest umiejętność odróżnienia pomówień od prawdy – z tym wszyscy mają kłopot. A jeszcze inną jest umiejętność zareagowania wobec zła … z tym jest jeszcze większy kłopot. Przecież żyjemy w kulturze kłamstwa i pomówień …

https://www.facebook.com/groups/165135820189250/permalink/2352987181404092/?comment_id=2352991308070346&reply_comment_id=2353386854697458

Pani Małgosia wspomina:

będąc dwa razy w Puławach byłam świadkiem jak dorosłe już osoby podśmiewały się z tego, że K. Sadowski zamykał się z dziewczynkami w sali gdzie odbywały się jego zajęcia.

https://www.facebook.com/PolskieStowarzyszenieJazzowe/posts/2651776798174833?comment_id=2651790031506843&reply_comment_id=2659112017441311

Pan Karol również napisał, że niektórzy się podśmiewali – a skoro tak, to coś musieli zauważyć nietypowego, ale nie wzięli tego serio, chociaż dla p. Karola było to niepokojące a nie zabawne:

Pare razy bylem w Pulawach. Dzialy sie dziwne rzeczy, ale ludzie sie smieli. Nikt tego powaznie nie traktowal.
Niemniej ten pan przebywal caly czas w towarzystwie malych chlopcow i dziewczynek.
To wszystko naprawde wygladalo niepokojaco.

https://www.facebook.com/groups/475494195814220/permalink/2644360108927607/?comment_id=2646257822071169

Panu Karolowi wtóruje Zuzanna: “też to pamiętam”, potwierdza.

O “dziwnych rzeczach” wspomina również Internauta występujący pod pseudonimem “Bieszczadnik”:

Sam nie wierzyłem, jak przez lata 90. mówiło się, że na letnich warsztach jazzowych w Puławach (Sadowski był organizatorem a jego córka gwiazdą) działy się rzeczy “dziwne”. Wielu znanych ludzi posylało tam dzieci. Nikt nie chciał skandalu.

https://twitter.com/Zakapior75/status/1158591044960903168

Inny Internauta występujący pod imieniem Stanisław wskazał na interesujący fakt dotyczący warsztatów w Puławach komentując jedną z publikacji Mariusza Zielkego:

Dwaj najbliżsi współpracownicy Sadowskiego w czasach PSJ to znani sędziowie: Karpiński i Stępień (tak właśnie ten Stępień) w środowisku chyba wszyscy słyszeli jak poprzedni prezes H. Majewski wyrzucił KS z warsztatów jazzowych w Puławach za te sprawy.

https://twitter.com/laurel_aw/status/1158826897482104832

W innym tweecie Stanisław komentuje oświadczenie Sadowskiego:

Ciekawe za co w środku nocy z wielkim hukiem Henryk Majewski go z Warsztatów Jazzowych w Puławach wywalał. Później gdy Majewski umarł, Sadowski wprowadził tam swoje zwyczaje, raz nawet mieszkał w pokoju z upośledzoną dziewczynką. Jazzmani przed 30 mówią o nim otwarcie „Pedofil”.

https://twitter.com/laurel_aw/status/1159836045728288774

Komentarze w mediach – ktoś coś wiedział

We wspomnianym na początku reportażu TVN Uwaga po raz pierwszy pojawili się odważni artyści, Aga Zaryan, Michał Tokaj i Sławomir Kurkiewicz, którzy wspomnieli na kilka sytuacji świadczących o tym, że ktoś coś wiedział. Przywołam jedną wypowiedź:

Jeździliśmy na warsztaty do Puław. Zaczynałem w 1991 roku. O tej sprawie się mówiło w naszym środowisku, rozmawiało się ze starszymi osobami

Michał Tokaj

Oprócz tego w publikacjach Mariusza Zielkego znalazła się anonimowa wypowiedź “znanego muzyka”:

Powiedziałem przyjacielowi Sadowskiego i działaczowi PSJ, że musimy coś zrobić z pedofilią prezesa już wiele lat temu. Usłyszałem: „zostaw Krzysia w spokoju, niech sobie pomaca te swoje dziewczynki”

“Krzysztof Sadowski wciąż groźny. Iza: molestował mnie w 2017 r.”, http://wispo.pl/?page_id=133

W tym artykule pojawia się też relacja kobiety – wówczas 15-letniej uczestniczki warsztatów muzycznych – która skarży się ojcu:

(…) [Sadowski] otarł się o moje pośladki. To był ten moment, gdy dotarło do mnie, że może mi zrobić w tym gabinecie poważną krzywdę, więc postanowiłam o tym powiedzieć mojemu ojcu, który też był wykładowcą na warsztatach w Puławach. Doszło do konfrontacji między nimi, niestety nie wiem, jak ona przebiegła.

“Krzysztof Sadowski wciąż groźny. Iza: molestował mnie w 2017 r.”, http://wispo.pl/?page_id=133

Do jednego ze swoich artykułów Mariusz Zielke załączył zdjęcie z wiadomości e-mail, w której osoba pokrzywdzona napisała do niego:

To, że jest pedofilem, wiedzieli wszyscy. Kiedyś jadąc pociągiem spotkałam dziewczynę, której wspomniałam, że go znam, ale zerwałam kontakt, a ona na to, że jestem już dla niego za stara.

Horror dzieci z „Tęczy”, http://wispo.pl/?page_id=110

W tym samym artykule jest zdjęcie fragmentu anonimowego listu rozpowszechnianego między jazzmanami w okolicy 2000 roku a na nim taka treść:

kolejne skandaliczne postępowanie prezesa K. Sadowskiego na warsztatach w Puławach i w Margoninie, gdzie nawet nie kryjąc się obmacuje mlode dziewczynki, molestuje młode pianistki, kąpie się wraz z dziewczynkami w łazience w bursie dla uczniów warsztatów, wszyscy warsztatowicze o tym mówią ośmieszając w ten sposób srodowisko jazzowe, głośno i blisko zawiadomienia prokuratury było o tym już w zeszłym roku. Prezes tym jest zajęty a nie działaniem na rzecz PSJ

Horror dzieci z „Tęczy”, http://wispo.pl/?page_id=110

W wywiadzie udzielonym przez Olgę Śmigielską reporterom Bartoszowi Żurawiczowi i Idze Piotrowskiej z Magazynu TVN 24 znajdziemy taki fragment:

– I nikt nie zareagował na to, że nastoletnia dziewczyna nocuje w jednym pokoju z dorosłym mężczyzną? – pytamy.

Śmigielska: – Wiedzieli o tym wszyscy, którzy byli na tych warsztatach, to nie była tajemnica, ja się nie skradałam do tego pokoju, ja tam miałam swoje walizki. To powinno być odebrane przez całe środowisko: hej, wszystko okej?

Olga: Był dla mnie jak ojciec, ale córki nie obejmuje się w tych miejscach , https://www.tvn24.pl/magazyn-tvn24/olga-byl-dla-mnie-jak-ojciec-ale-corki-nie-obejmuje-sie-w-tych-miejscach,231,3988

Dlaczego wielu milczało i wielu milczy wciąż?

Z publikacji p. Zielkego wiemy, że Sadowski był wpływowy, miał koneksje a także w razie potrzeby był gotów zapłacić za milczenie (według niezależnych doniesień Dużego Formatu i Mariusza Zielke – nawet 100 tys. zł).

Ewa Gajda, jedna z osób pokrzywdzonych przez Sadowskiego, opisała takie coś:

Skończyłam psychologię kliniczną i w czasie studiów zajmowałam się przestępczością seksualną, nie bez powodu. Robiłam również praktyki w policji, która wydawała wtedy takie czasopismo „Policja”. I widziałam go na zdjęciach, jak się bawi z policjantami, sędziami i prokuratorami, jak im przygrywa na rautach. I zdałam sobie sprawę, że jestem malutka i jeśli wystąpię przeciwko niemu publicznie, to on mnie zniszczy. Teraz już nie jestem sama, ale nadal się go boję.

Ofiara pedofila: „Płakałam z radości, że wreszcie ktoś to opowiedział”, https://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/polska/ofiara-pedofila-p%c5%82aka%c5%82am-z-rado%c5%9bci-%c5%bce-wreszcie-kto%c5%9b-to-opowiedzia%c5%82/ar-AAGdp3c?ocid=ob-tw-plpl-572#page=2

Ktoś mógłby zasugerować, że Sadowski ma jakieś związki ze służbami – podobne sugestie przecież były rozważane w przypadku księży ukazanych w filmie “Tylko nie mów nikomu” braci Sekielskich. Nie wiem czy p. Sadowski czy ma takie związki, ale warto odnotować, że p. Sadowski i jego przyjaciel, sędzia Krzysztof Karpiński (były prezes Sądu Apelacyjnego w Warszawie), który sam jest jazzmanem (grywali razem nie raz), wystąpili kiedyś razem na konferencji promowanej przez Instytut Pamięci Narodowej poświęconej m.in. agentom SB w środowiskach jazzowych (“Jazz w PRL – Historia zza kulis”). Wystąpili jako eksperci od tychże agentów, jako ludzie, którzy znają temat, czytali akta, dokonali przeglądu całego środowiska. Ostatecznie wymienili jedynie 5 nazwisk i to osób, które były już wcześniej ujawnione przez inne źródła oraz które już nie żyły, więc nie mogły się wypowiedzieć.

Różnie można rozumieć żartobliwy komentarz innego znajomego p. Sadowskiego, sędziego Jerzego Stępnia, byłego prezesa Trybunału Konstytucyjnego i również jazzmana z PSJ, który kiedyś w wywiadzie stwierdził, że:

Często mówię studentom, że jak ktoś chce zrobić karierę prawniczą, to powinien się interesować jazzem (śmiech)

https://www.rp.pl/Sedziowie-i-sady/303039966-Sedzia-Jerzy-Stepien-jestem-zmuszony-do-buntu.html

Sadowski mógł nawet przez samo powoływanie się na znajomość z takimi osobami wywierać wpływ na osoby. Sędziowie Karpiński i Stępień mogli nawet o niczym nie wiedzieć.

Obecna pani adwokat Sadowskiego również nie wzięła się z próżni. Jej tata napisał jedną z pierwszych książek o polskim jazzie, znał środowisko, fotografował się z Sadowskim. Ona sama przyjaźni się z ludźmi ze środowiska jazzowego. Myślę, że wierzy mocno w niewinność swojego klienta bardziej niż by wierzył ktoś spoza tego środowiska, kto nie byłby pod wpływem uznania i autorytetu, i będzie go bronić mocniej i szczerzej niż inni.

Swoją drogą, to bardzo dobrze, bo w uczciwym procesie każdemu należy się dobry obrońca.

Wskazuję na fakt, że Sadowski może liczyć na ludzi, których do siebie przekonał przez lata. Może liczyć na koneksje, przysługi itp. Zapewne tego obawiają się niektórzy w środowisku artystycznym.

Podobnie wypowiada się p. Zielke w jednym ze swoich artykułów:

W mojej ocenie mogę już z całą pewnością stwierdzić (a udowodnię to w filmie), że Krzysztof Sadowski był kryty zarówno przez środowisko, jak i bardzo wpływowych ludzi w Polsce. Miał wśród przyjaciół znanych reżyserów, przedsiębiorców, polityków, sędziów, adwokatów, muzyków. Oczywiście nie wszyscy musieli wiedzieć o jego patologicznych skłonnościach i go kryć, ale samo to, że miał takich znajomych mroziło z pewnością zarówno ofiary, jak i ewentualne zakusy śledczych.

Horror dzieci z „Tęczy”, http://wispo.pl/?page_id=110

Co do koneksji politycznych, to w pewnym momencie social media chciały powiązać Sadowskiego z Kaczyńskim. Dla mnie to zbyt odległe i luźne powiązanie. Sadowski przez lata wiązał się zapewne z każdym, to był aktualnie przy władzy. Pewnie wtedy, gdy trzeba “być PiS” to jest PiS, a gdy trzeba “być PO” to jest PO. Tym nie mniej przez lata mógł sobie uzbierać istotne znajomości.

Oprócz wyżej wymienionych powodów, osoby, które milczały i milczą wciąż, mogą obawiać się, że spotka je gniew, wydalenie ze stowarzyszeń muzycznych albo nawet i pozwy prawne za ukrywanie zdarzeń i informacji związanych związanych z zabronionymi czynami.

Milczenie ofiar

Jeżeli chodzi ściśle o ofiary Sadowskiego a nie o środowisko artystyczne to warto przypomnieć, że te pokrzywdzone osoby nie wiedziały wzajemnie o sobie. Były psychicznie zdruzgotane i samotne, w poczuciu bezsilności. To poruszające, że – jak opisał to p. Zielke – cyklicznie wpisywały w Google “Sadowski pedofil” w nadziei, że kiedyś jednak ktoś jakoś odkryje prawdę. To poruszające, że jedynie w anonimowych komentarzach na krańcach Internetu wspominały o swojej krzywdzie. Przywołuję te komentarze, aby podkreślić, że to się naprawdę działo w przeszłości. To nie jest tak, że ofiary sobie “nagle” coś przypomniały i robią “skok na kasę”. Dwa stare komentarze z 2006 i 2012 roku pod profilem Marii Sadowskiej w serwisie http://musiq.pl:

jej ojciec lubi dzieci “stary pedofil” bylam w zespole “Tęcza”

2006 rok

ja też byłam molestowana przez krzysztofa sadowskiego w zespole tęcza… to strasznie smutne, że nigdy nie został ujawniony i skazany. a teraz ma małą wnuczkę…

2012 rok

Na koniec

Przypominam początkowy cytat z reprezentanta Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego do refleksji:

Mieliśmy dwie duże narady zarządu i rady oraz bardzo poszerzonej grupy muzyków, dziennikarzy i kolegów Sadowskiego – okazało się, że nikt o niczym nie wiedział. Szok jest potworny

I zachęcam do czytania komentarzy ludzi pod wszelkimi publikacjami dotyczącymi p. Sadowskiego. Jest to wspaniałe uzupełnienie publikacji p. Mariusza Zielke, które dla wielu osób wydają się być zbyt tajemnicze, za mało konkretne.

Dlaczego nie przejmuję się wirusami komputerowymi

Wiele lat temu porzuciłem stosowanie programów antywirusowych i przejmowanie się wirusami. Było to jeszcze zanim nastała era systemów komputerowych z domyślnym podstawowym antywirusem takich jak współczesne Windowsy. Dlaczego od tego odszedłem? Powody były dwa:

  1. Zrozumiałem dobrze którędy wirusy mogą dostać się do mojego komputera i przyjąłem takie reguły pracy, aby nigdy nie stworzyć możliwości zarażenia.
  2. Zaobserwowałem, że programy antywirusowe są bardzo obciążające dla pracy komputera i bardzo często przeszkadzają w sprawnym działaniu systemu.

Warto zauważyć, że w pewnym momencie niektóre antywirusy same stały się “wirusowe” – obciążały komputer znacząco a instalowały się niemalże potajemnie (np. McAffee dołączany cichcem do Flasha). Pojawiły się też w pewnym momencie programy szpiegujące, które udawały narzędzia do usuwania tzw. malware i adware, czyli “złośliwego oprogramowania”.

Wszystkiemu temu postanowiłem powiedzieć: nie.

Jakie są podstawowe zasady, które przyjąłem, aby chronić się przed wirusami? Oto one:

  1. W systemie operacyjnym należy wyłączyć tzw. autoodtwarzanie, czyli automatyczne uruchamianie programów z dysków CD, USB, kart pamięci i innych.
  2. Nie używać nielegalnego oprogramowania albo oprogramowania z podejrzanego źródła. Kiedyś nielegalne oprogramowanie było dosyć powszechne, bo jakoś mentalnie my w Polsce nie mogliśmy się szybko przestawić na legalność. Dzisiaj w zasadzie do każdego zadania można znaleźć legalny, darmowy software i to jeszcze open-source. Ważne jest jednak to, aby pobierać taki software z sensownego źródła, czyli np. strony internetowej autora czy producenta a nie z jakieś dziwacznej domeny “pobieram24h-programooosy.pl”. Swoją drogą, gro wirusów dawniej przenosiło się w crackach do gier. Dzisiaj szczęśliwie świat się zmienił i ludzie nie chcą nawet legalnej gry, jeżeli nie jest podłączona do platformy typu Steam czy podobnej. Legalne i płatne oprogramowanie znalazło sposób na bycie atrakcyjniejszym niż nielegalne.
  3. Należy utrzymywać aktualne wersje oprogramowania. Nie tylko przeglądarek internetowych, ale też każdego, które ma związek z danymi pochodzącymi z sieci. Czyli: czytnik PDF-ów, arkusz kalkulacyjny, edytor tekstu.
  4. Należy mieć włączone wyświetlanie na rozszerzeń plików w systemie Windows. Jest to ważne, bo jeżeli szukamy dokumentu PDF albo Word a dostajemy plik z rozszerzeniem EXE, BAT, COM czy CMD, to od razu powinno to wzbudzić niepokój – rzekłbym nawet, że zwykły użytkownik powinien taki plik usunąć natychmiast. Znajomość rozszerzeń plików to istotna wiedza, warto ją nabyć i nie polegać na uproszczeniach, które w tym zakresie oferują niektóre systemy operacyjne i aplikacje.
  5. Należy pilnować się w Internecie. W szczególności dotyczy to chyba poczty elektronicznej i jej rozmaitych załączników. Po pierwsze, musimy widzieć rozszerzenia załączników i je oceniać tak jak przy zwykłych plikach. Po drugie, musimy ocenić źródło maila i samego maila. Czy źródło jest znane, podejrzane? Czy mail jest jakiś niespodziewany, niezamówiony, sensacyjny, nawołujący do podjęcia jakieś akcji typu “kliknij w link”, “otwórz załącznik”? Jeżeli tak, to należy mieć się na baczności.

To powyżej to są podstawowe zasady. Oprócz nich mam kilka bardziej technicznych trików polegających na wyłączaniu lub blokowaniu pewnych zaawansowanych możliwości systemu operacyjnego, aby utrudnić działanie takiego wirusowi-spryciarzowi, który by się jednak przedostał. Wydaje mi się jednak, że powyższe pięć zasad na czasy współczesne zupełnie wystarcza.

Kiedy być może warto mieć antywirusa? Gdy współdzielisz komputer z użytkownikami, którym nie można zaufać, którzy nie stosują się do wskazanych reguł bezpieczeństwa. Zamiast antywirusa można próbować ograniczyć uprawnienia tych osób, ale nie wydaje mi się, aby to było wystarczalne.