Osa na dłoni

Czasami tęsknię do trzymania osy na dłoni.

Gdy byłem dzieckiem wszyscy przestrzegali mnie przed pszczołami i trzmielami, ale jakoś nikt nigdy nie twierdził, że osy są groźne, więc żyłem w przeświadczeniu, że osy nie żądlą i że w ogóle są to fajne owady, takie kolorowe i raczej wesołe. Zaliczałem je do tak samo niegroźnych stworzeń jak muchy, motyle czy ćmy. Jakoś nigdy nie pokojarzyłem, że paskowany odwłok coś może oznaczać. Gdy więc osa wpadała do domu to podchodziłem, brałem ją delikatnie na dłoń, aby nic jej nie zrobić i spokojnie wynosiłem ją na zewnątrz mając poczucie życia w przyjaźni i zgodzie. Czyniłem tak wiele, wiele razy. Pewnego razu, gdy miałem już może 15 lat zauważył to mój tata i zaskoczony krzyknął, że co ja wyprawiam i że zaraz mnie osa użądli. Popatrzyłem na niego z niedowierzaniem, powiedziałem, że przecież osy nie żądlą i spokojnie wyniosłem ją z domu. Później jednak doszło do mnie, że ton głosu taty nie był wcale żartobliwy i sprawdziłem w stosownych źródłach, że osy jednak żądlą. I wtedy zrodziło się we mnie przerażenie, które sprawia, że do dzisiaj nie miałem żadnej osy w ręku i jakaś nerwowość we mnie wstępuje, gdy widzę taką. Wcale nie czuję się z tym dobrze. Czuję, że coś fajnego i ważnego zostało mi odebrane. Bo fajnie było się tak kumać z osami.

Jak odzyskać dokumenty niepłacowe bliskiej zmarłej osoby z ZUS

Można to zrobić przez Internet z użyciem platformy ZUS PUE. Należy sporządzić załącznik do druku ZUS ZZU, załączyć go i stosownie wypełnić sam druk, wysłać i cierpliwie czekać – może to zająć 1-2 miesiące a po drodze jeszcze ZUS może się kontaktować chcąc wyjaśnić dokładnie co i jak. W moim przypadku urząd był bardzo uprzejmy i dzwonili jedynie po to, aby wyjaśnić, że mogą wykonać dla mnie kopie bez żadnego specjalnego poświadczenia za zgodność z oryginałem bo sami dysponowali tylko kopiami dokumentów. To, co otrzymałem to świadectwa pracy, świadectwo dojrzałości, dyplom, dokumenty związane z urlopami i zasiłkami. W kontakcie z urzędem polecam odnotować kto się zajmuje sprawą i jak do tej osoby się dodzwonić zwrotnie, aby móc ewentualnie dopytywać na czym sprawy stoją.

Cała sprawa kosztowała mnie 0 zł (zero), nie musiałem ruszać się z domu, urząd nie robił żadnego problemu.

Załącznik w moim przypadku miał taką treść jak niżej na obrazku oraz w tekście pod obrazkiem (do wygodnego skopiowania do własnego dokumentu):

Wniosek o udostępnienie dokumentów nie stanowiących dokumentacji płacowej

WNIOSEK

Udostępnienie dokumentów nie stanowiących dokumentacji płacowej

Jako syn i spadkobierca zmarłej/zmarłego w XXXX roku Aaaaaaaa Bbbbbbb (PESEL: 11223312345, NIP 123-456-78-90, legitymacja
ubezpieczeniowa AB 01234567, córka/syn Ccccccc i Ddddd Eeeeeeów, ostatnio zamieszkała/y Ffffffffff ul. Gggggggggg 12) proszę
o udostępnienie dokumentów (oryginałów, kopii, fotokopii czy skanów – tak jak to dla Was wygodne i możliwe) nie
stanowiących dokumentacji płacowej a będących dokumentacją niearchiwalną o czasowym okresie przechowywania
(kategoria B) czyli:

  • życiorysy,
  • świadectwa ukończenia szkół i kursów,
  • akta USC,
  • zaświadczenia (o zatrudnieniu, o stanie zdrowia, o odbytej służby wojskowej i inne),
  • protokoły (np. powypadkowe),
  • inne, niefinansowe dokumenty (ankiety, kwestionariusze, zdjęcia, książeczki ubezpieczeniowe, listy kierowane do ZUS,
    zeznania świadków itp.)

przedłożonych do ZUS przez Aaaaaaaa Bbbbbbb.

Wymienione dokumenty chcę pozyskać do celów rodzinno-spadkowych.

Aaaaaaaa Bbbbbbb pod koniec jej/jego życia obsługiwał inspektorat ZUS w Ffffffffff.

Dane kontaktowo-korespondencyjne do mnie to: Hhhhhhhhh Iiiiiiiii, 01-234 Jjjjjjjjjj, ul. Kkkkkkkkkk 12 m. 34, telefon 123 456 789, hhhhhhhhh.iiiiiiiii @lllllll.com.

Sprawne określanie użycia dysku w określonym folderze systemie Linux

Podstawowym narzędziem do oceny użycia dysku jest du, które można dodatkowo okiełznać użytecznym aliasem, aby wyniki od razu sortować np.:

alias folder-size='du --all --human-readable --max-depth=1 --block-size=1M | sort --human-numeric-sort'

Albo wersja o wyższych uprawnieniach:

alias folder-size-sudo='sudo du --all --human-readable --max-depth=1 --block-size=1M | sort --human-numeric-sort'

Powyższe rozwiązania wciąż mają istotną wadę: nie wykrywają poprawnie plików ukrytych (.) i w związku z tym próbując dociec co zajmuje miejsce na serwerze możemy namierzyć folder, ale możemy nie móc namierzyć konkretnego pliku.

Jedynym sensownym rozwiązaniem powyższego jest tak naprawdę użycie narzędzia ncdu, które w sposób interaktywny (z użyciem ncurses) pozwala badać dany folder.

W przypadku CentOS instalacja jest banalna: sudo yum install ncdu. W przypadku innych Linuxów zapewne będzie analogicznie.

Jak nie urazić uczuć religijnych wyznawców RODO

Dla osób początkujących, które próbują wejść w sekciarską społeczność złożoną z prawdziwych lub rzekomych IOD-ów, samozwańczych ekspertów-praktyków oraz dumnych prawników-znawców “świętych pism”, oto mały poradnik, aby było jasne jak dochodzi do urażenia uczuć religijnych i jak tego uniknąć.

  • Wszyscy piszą “RODO”, chociaż powinno być “OROD”, bo od “Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”, ale użycie skrótu OROD narazi na drwinę;
  • Uczucia religijne wielu zostaną urażone liczbą pojedynczą “dana osobowa” zamiast mnogiej “dane osobowe”;
  • Wielka drażliwość zostanie wzbudzona stosowaniem terminu Inspektor Ochrony Danych Osobowych (IODO) zamiast Inspektor Ochrony Danych (IOD) – ten zupełnie nieistotny problem nazewniczy został wywindowany do takiej rangi, że przemianowano całe organizacje i społeczności, gdy tymczasem rozporządzenie ministerialne co do klasyfikacji zawodów się tym wcale nie przejęło.
  • Wszyscy piszą “umowa powierzenia” zamiast “umowa przetwarzania danych w imieniu administratora”, bo wielu mentalnie pozostało w UODO’97 a inni są leniwi – gdy tymczasem w RODO termin “powierzenie” ma zupełnie inne znaczenie i stosowanie go jest błędem;
  • Wszyscy używają terminu “klauzula informacyjna” wobec informacji administratora na temat przetwarzania danych, chociaż termin ten jest zupełnie niepoprawny z każdej możliwej strony – co więcej, tę niepoprawność nawet próbujemy eksportować za granicę!
  • Niektórzy zamiast “klauzula informacyjna” wolą “obowiązek informacyjny”, co jest wyborem mniejszego zła, ale jednak zła;
  • Wszyscy piszą “ADO” jako że niby skrót od “Administrator Danych Osobowych”, chociaż nie ma takiego terminu w RODO – chodzi po prostu o administratora;

Warto odnotować, że charakterystyczną cechą polskich interpretacji RODO jest to, że gdy RODO nie pasuje do interpretacji to tym gorzej dla RODO. Stąd, ponieważ za czasów Starego Przymierza z 1997 roku umowy powierzenia były mile widziane, to za Nowego Przymierza z 2018 roku w dobrym tonie jest unikać umów przetwarzania w imieniu administratora i wszystko sprowadzać do tzw. relacji ADO-ADO. W ogóle, bo nie tylko w tym wypadku, elegancko jest pomijać przepisy, czytać je połowicznie, wybiórczo, pomijać kwestie gramatyki, przedkładać motywy nad artykuły, opinie nad prawo etc. Wszyscy tak robią: od najmniejszych aż po UODO. No a w złym tonie jest przypominać o przepisach i burzyć spokój uznanych interpretacji. Przykładowo w kontekście sporu ADO-PP vs ADO-ADO nieładnie jest przywoływać np. art. 28 ust. 3 lit. g), który jednak pozwala podmiotom przetwarzającym na pozostawienie sobie danych pomimo decyzji administratora o ich usunięciu. Albo innym przykładem wybiórczego czytania, ale dotyczącym zadań Inspektora, jest powszechna w PL nadinterpretacja art. 39 ust. 1 lit. b), że powinien on zarazem prowadzić szkolenia i “audytować RODO”. Prowadzenie szkoleń wpływa system bezpieczeństwa, więc późniejsze jego audytowanie to de facto audytowanie swojej własnej pracy. (Aczkolwiek tutaj warto wspomnieć, że np. normy ISO już wiele lat temu wycofały się z wymogu, aby audytor nie audytował swojej własnej pracy.)

Wklejenie tekstu przez symulowane wpisywanie

Niektóre interfejsy blokują możliwość wklejenia tekstu poprzez standardowe CTRL+V lub wybranie pozycji “Wklej” z menu a wymuszają wpisywanie tekstu ręcznie. Taki przypadek miałem ostatnio korzystając z Platformy Usług Elektronicznych ZUS, która obsługę formularzy realizuje przez już trochę przestarzałą technologię Flash.

Aby sobie dać radę z takim czymś należy zainstalować sobie aplikację AutoHotkey a następnie utworzyć sobie gdzieś skrypt podpinający pod CTRL+SHIFT+V wklejanie przez symulowanie użycia klawiatury i go uruchomić. Od teraz wskazany skrót klawiszowy wkleja tekst symulując naciśnięcie serii klawiszy.

Dlaczego nie jesteśmy maszynami?

Rozwój technologii, pojawianie się rozmaitej “sztucznej inteligencji” oraz fantazja twórców science-fiction mogą prowadzić do pytań: czy kiedykolwiek stworzymy inteligentne, świadome maszyny? Albo czy my sami jesteśmy jakimś rodzajem maszyny?

Osoby bez wykształcenia informatycznego oglądając takie seriale jak “Westworld”, które sugestywnie ukazują inteligentne maszyny jako rodzaj istot świadomych, mogą ulec przeświadczeniu, że maszyny mogą stać się świadome. Nie jest to możliwe i zaraz wyjaśnię dlaczego. Najpierw jednak rozważmy pewien obszar styku pomiędzy maszynami, organizmami żywymi oraz nami, ludźmi, w szczególności – widzenie obrazów.

Osoby bez wykształcenia informatycznego czasami pytają: jak to jest możliwe, że komputery mogą przetwarzać obrazy czy dźwięki? Jak można zamknąć obraz ze świata – może to być obraz ruchomy, film, 3D – w postaci jakiegoś mikro-pojemnika na dane i później to wyświetlać w różnych wspaniałych rozdzielczościach, kolorach i efektach?

Odpowiedź brzmi: zachodzi w tym wszystkim pewne oszustwo. W tym oszustwie biorą udział dwie strony: komputer oraz ludzki umysł. Komputer przetwarza dane na temat obrazów jako zbiór kolorowych punktów. Tych punktów może być sto, milion, miliard – bardzo różnie. Zawsze jednak są to po prostu pewne punkciki, które ułożone obok siebie na ekranie będą jawić się ludzkiemu obserwatorowi jako pewna całość, jakieś kształty.

Pomiędzy ekranem a umysłem ludzkim jest po drodze jeszcze oko i mózg. Obraz z ekranu monitora oko odbiera za pomocą pewnej liczby specjalnych światłoczułych komórek zwanych pręcikami i czopkami. Jest ich wiele, ale są policzalne. Może ich być sto, milion, miliard – bardzo różnie. Zawsze jednak są to po prostu pewne komórki, które ułożone obok siebie na dnie oka przechwytują obraz z punkcików monitora i przekazują do mózgu.

W mózgu znajdują się sieci komórek nerwowych. Komórek tych jest wiele, pełnią różne funkcje. Ponownie może ich być sto, milion, miliard – bardzo różnie. Ponownie opracowują one pewne policzalne impulsy elektryczne. Tych też może być sto, milion, miliard – bardzo różnie.

I na końcu dzieje się coś zupełnie innego niż dotychczas. Z tych komórek mózgowych w jakiś sposób nieznany nauce informacja trafia do czegoś, co nazywamy umysłem, co jest jakościowo bardzo, bardzo inne, niż wszystko co do tej pory w tym procesie omówiliśmy. Jest inne, bo… zdaje się nie operować na policzalnych punktach, komórkach, impulsach. To, co widzi “oko umysłu” nie jest złożone z drobinek czegokolwiek. Zdaje się być zbudowane z ciągłości. Z ciągłych obszarów, linii, zawsze połączonych i tworzących jakąś całość.

Oto bowiem cechą umysłu jest to, że z rozdzielonych elementów wytwarza on postrzeżenie świata jako ciągłego.

Linia rozdzielnych punkcików na ekranie monitora wydaje nam się być linią ciągłą.

Zmieniające się klatki filmu – 25 klatek na sekundę – nagle uzyskują iluzję ruchu.

Umysł odbiera też pewne kombinacje kolorów, które w sensie fizycznym nie mają długości fali. Oznacza to, że te kolory, jako fale elektromagnetyczne, nie istnieją w świecie fizycznym.

One istnieją, wyłącznie w odbiorze umysłu.

Takimi kolorami są np. różowy, brązowy.

Z drugiej strony, w świecie fizycznym istnieją długości fal, których nie widzimy: podczerwień, nadfiolet. Nie widzimy ich z powodu ograniczeń ludzkiego oka. Nie wiemy czy umysł ludzki mógłby widzieć te barwy i jakby wyglądały. Wiemy, że niektóre zwierzęta mają zdolność widzenia szerszego spektrum fal elektromagnetycznych.

Inny, zdumiewający przykład ciągło-twórczej zdolności umysłu, to zamaskowanie braku obrazu z obszaru tzw. ślepej plamki. W naszym oku jest bowiem miejsce, które nie ma czopków i pręcików – czyli oko tym miejscem nie spostrzega niczego. Mimo to, nie widzimy “dziury” w naszym obrazie! Są proste ćwiczenia pozwalające praktycznie przekonać się o tym.

Wychodząc poza obszar widzenia: tak samo jest np. z dźwiękiem. Dźwięk z komputera to rozdzielne impulsy. Umysł potrafi je połączyć w muzykę.

Gdy komputer, bio-mechaniczne elementy oka czy mózgu, przetwarzają “dane” o świecie, to są one nie-ciągłe oraz surowe. W jakiś sposób przechodząc z mózgu do umysłu ulegają one “przetłumaczeniu” na zjawiska ciągłe.

Nie wiemy jak do tego dochodzi. Nie wiemy czym jest umysł, który bez wątpienia doświadczamy. Nie potrafimy w najmniejszym stopniu do zrekonstruować mechanicznie. Nasze maszyny nie mają natury ciągłej. One wszystkie informacje przetwarzają jako drobinki informacji, rozczłonkowane dane. Nigdy nie dzieje się inaczej. (Niektóre maszyny do pewnego stopnia symulują pewne ciągłości dokonując matematycznych transformat, ale u podstaw i tak zawsze są rozdzielne zera i jedynki.)

To, że maszyny potrafią współcześnie być obdarzone możliwościami przypominającymi ludzkie, nie powinno dziwić. Ludzkie ciała do pewnego stopnia są dosyć mechaniczne. Niewątpliwie będziemy potrafili konstruować maszyny będące jak ludzkie oko (już potrafimy: aparaty, kamery) oraz jak zbiory komórek mózgowych – to są właśnie sieci neuronowe. Nie wiemy jednak nic na temat “konstruowania umysłu”.

Warto zauważyć, że w kontekście maszyn nie jest wiadomo do czego takowy umysł miałby im służyć. Warto zauważyć, że można zadać to pytanie w inną stronę: do czego umysł służy ludziom? Do czego nam jest potrzebne doświadczanie świata w ciągłości? Po co nam widzieć pewne kolory? Można zadawać wiele pytań, aby na końcu zadać: po co nam być świadomymi? Umysł tłumacząc rozproszone dane na ciągłości zdaje się tworzyć nas samych – z tych naszych policzalnych komórek mózgowych, policzalnych impulsów, myśli, wytwarza wrażenie ciągłego ja. Pytanie brzmi: po co? Po co jesteśmy? Dlaczego doświadczamy siebie, własnego istnienia? Czy jest ono iluzoryczne tak jak ruch z 25-klatkowego filmu? Jeżeli tak, to kto jest tą iluzją istnienia oszukany?

Wracając do pytania tytułowego: nie jesteśmy maszynami, bo jakkolwiek nasze fizyczne istnienie posiada pewne “mechaniczne” atrybuty, to posiada też niereplikowalny, niekonstruowalny aspekt zwany umysłem, który zdaje się m.in. zajmować tłumaczeniem danych nie-ciągłych na ciągłe. Nie tylko nie możemy maszynom takiego dotworzyć – nie mamy nawet żadnego powodu, aby to zrobić, bo nie wiemy co miałoby to maszynom dać. Sami nie do końca wiemy, po co my go mamy.

Oprogramowanie wspomagające inspektorów ochrony danych

Krótka lista poleconego mi przez innych oprogramowania w kolejności alfabetycznej (jeszcze nie sprawdzałem żadnego z tych programów):

Jak widać, sporo produktów powstało. Niektóre usługi kosztują całkiem sporo jeżeli zważyć na to, że zasadniczo IOD jest w stanie swoje obowiązki wykonywać na bazie podstawowych arkuszy kalkulacyjnych, czyli w zasadzie za 0 zł. No ale w tym bałaganie, który nastał, wartością dodaną dobrego oprogramowania jest zapewne nie tylko to, co robi, ale też to, że porządkuje wszystko od A do Z. Początkujący IOD może nie mieć wszystkiego dobrze ułożonego w głowie.

Czy istnieje coś takiego jak klauzula informacyjna?

W obszarze ochrony danych osobowych od pewnego czasu funkcjonuje dosyć powszechnie taki termin jak “klauzula informacyjna”. Jest to potoczna i niepoprawna nazwa dla informacji, które administrator danych osobowych ma przekazywać osobom, których dane przetwarza (w kontekście RODO chodzi o art. 13 i art. 14). Dlaczego jest niepoprawna? Bo klauzula to:

1. «zastrzeżenie lub warunek w umowie, układzie, traktacie itp.»
2. «końcowy odcinek wersu o stałej budowie określanej przez reguły danego systemu wersyfikacyjnego»
3. «w retoryce starożytnej: zakończenie zdania lub jego części określonym układem sylab długich i krótkich»
4«zwrot melodyczny głosu w kadencji»

Słownik Języka Polskiego

Jest to więc postanowienie lub warunek w umowie. Nie jest to zestaw informacji prezentowany poza umową, nie jest to żadne samodzielne oświadczenie, obwieszczenie, poinformowanie.

Dla porównania, zobaczmy prawdziwą klauzulę informacyjną.

Przykładowo “dużą klauzulą informacyjną” nazywano postanowienie zawarte w umowie w Umowie pomiędzy Polską a Bułgarią z 1994 roku, wspomina o tym Sąd Najwyższy w jednym ze swoich orzeczeń:

Z treści art. 27 ust. 1 umowy z dnia 11 kwietnia 1994 r. między Rzecząpospolitą Polską a Republiką Bułgarii w sprawie unikania podwójnego opodatkowania w zakresie podatków od dochodu i majątku wynika, że: “Właściwe władze Umawiających się Państw będą wymieniały informacje konieczne do stosowania postanowień niniejszej umowy, a także informacje o ustawodawstwie wewnętrznym Umawiających się Państw, dotyczące podatków wymienionych w niniejszej umowie, w takim zakresie, w jakim opodatkowanie, jakie ono przewiduje, nie jest sprzeczne z umową, jak również informacje zapobiegające uchylaniu się od opodatkowania.” (tzw. duża klauzula informacyjna)

I SA/Kr 232/13 – Wyrok WSA w Krakowie

A o “małą klauzuli informacyjnej” możemy się dowiedzieć z “Orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawach podatkowych: Komentarz” (Włodzimierz Nykiel, Adam Zalasiński, 2014 rok):

Pojęcie “małej” i “dużej” klauzuli informacyjnej występuje nie tylko w języku polskim. W języku angielskim są to odpowiednio “minor” oraz “major information clause”. Przykład:

“The Swiss Twist: The Exchang eof-Information Provisions of the Canada-Switzerland Protocol” by Gilles Larin and Alexandra Diebel, Canadian Tax Journal / Revue Fiscale Canadienne (2012) 60:1, 1 – 54

Jak widać na przykładach, klauzula informacyjna to postanowienie umowne dotyczące wymiany informacji (głównie w sprawach podatkowych) pomiędzy państwami.

Sprawdziłem, czy ktokolwiek w języku angielskim stosuje “information clause” wobec GDPR (czyli RODO). Owszem, są takie pojedyncze przypadki – dotyczą anglojęzycznych tłumaczeń polskich informacji administratora. 🙂 Nie znalazłem ani jednego przypadku, który by temu przeczył.

Czyli że to my w Polsce sobie wymyśliliśmy tę klauzulę informacyjną w RODO i jeszcze eksportujemy ten pomysł na zewnątrz. 🙂

Czy mamy szansę poprawić nasze słownictwo? Może to nie być łatwe – o ile w ogóle byśmy tego chcieli. “Klauzula informacyjna” przyjęła się powszechnie, wydaje się być jednoznacznie rozpoznawana, brzmieniem swoim budzi stosowne przerażenie i powagę oraz ma kiepską konkurencję (np. niektórzy używają również niezbyt udanego terminu “obowiązek informacyjny”, rzadko trafia się brzmiąca ogólnie “informacja administratora”). Dodatkowo jej użycie wspiera Urząd Ochrony Danych Osobowych w swoich publikacjach:

Kończąc, może warto, abym wspomniał ciekawostkę historyczną, że poprzednik Urzędu, GIODO, też posługiwał się tym terminem i to długo zanim to było modne, bo już w 2007 roku w publikacji “ABC wybranych zagadnień z ustawy o ochronie danych osobowych“. I co ciekawe, w tekście tym występują nie tylko “klauzule informacyjne” (wówczas odnoszące się do art. 24 i art. 25 UODO ’97) ale też “klauzule zgody”.

Sztuczna inteligencja generująca zakazane treści na przynętę

Pełnomocnik rządu Niemiec ds. wykorzystywania seksualnego dzieci wymyślił zdawałoby się całkiem błyskotliwy i nowoczesny sposób na łapanie pedofili: z użyciem technik komputerowych generujmy fałszywą pornografię dziecięcą i używajmy jako przynęty. Możemy już przecież generować ludzkie twarze czy odtwarzać w filmach cyfrowo postacie nieżyjących aktorów a w przeszłości, gdy czatowanie było modne, służby mundurowe różnych krajów odnosiły sukcesy w łapaniu pedofilów używając chat-botów podających się za dzieci. Co więc stoi na przeszkodzie teraz?

Jeżeli chodzi o “generowanie” to jest to domena sztucznych inteligencji. A jeśli mamy skłonić sztuczną inteligencję do generowania czegokolwiek, to musimy ją najpierw wyszkolić, bo S.I. się uczą na przykładach, które trzeba im dostarczyć. W związku z tym trzeba by najpierw zgromadzić gdzieś np. 100 tysięcy (albo może milion? dwa miliony?) zdjęć pornograficznych w bardzo wysokiej jakości. No i teraz pytanie: na ile byłoby to etyczne, aby używać istniejące, prawdziwe zdjęcia ofiar pedofilów do wyprodukowania takiej sztucznej inteligencji? Czy potrzebna byłaby zgoda tysięcy ofiar? A czy jest możliwe, aby jakoś inaczej takie treści pozyskać? Aktorzy, modele, może jakie inne techniki komputerowe? Na ile etyczne byłoby produkowanie takich treści nawet jeżeli będą udawane?

Inna sprawa, że gdyby udało się stworzyć taką “generującą” sztuczną inteligencję, to jednocześnie miałaby ona możliwość wykrywania podobnych zdjęć – czyli uzyskalibyśmy “wykrywacz pornografii”. Zapewne dopomogło by to znacząco dużym serwisom internetowym – szczególnie tym społecznościowym – bo na chwilę obecną muszą oni zatrudniać ludzi do obsługi zgłoszeń o tym, że ktoś wrzucił do Internetu zakazaną treść. Owi ludzie są częściowo wspierani przez komputerowe mechanizmy, ale z braku “uniwersalnego wykrywacza” muszą wciąż dokonywać ostatecznego przeglądu. Podobno bardzo wyniszcza to psychicznie. A ktoś to musi robić….

Kolejna sprawa: z obserwacji różnych nurtów politycznych i kulturowych wiemy, że nie każdy jest pedofilii przeciwny. Czasami pewne postulaty wystawia radykalna lewica, a czasami może też je wystawić prawica – np. wtedy, gdy akurat pedofilia jest w zgodzie z tysiącletnimi naukami religii czy kultury danego społeczeństwa. Można zadać frapujące pytanie: czy w drodze swoistego kompromisu cywilizacyjnego i globalizacji nie nadejdą czasy, gdy taka sztuczna inteligencja aktualnie stałaby się bytem komercyjnym, który produkowałby “legalną dziecięcą pornografię”. Może byłaby przepisywana na receptę dla zatwardziałych, niereformowalnych pedofilów? A co by było, gdyby jakieś państwo wręcz obłożyło ją akcyzą i jeszcze czerpało z tego zyski?