Alternatywy dla SPSS

Rozglądałem się ostatnio za alternatywami dla SPSS, czyli za graficznymi programami do przeprowadzania analiz statystycznych (w odróżnieniu od niegraficznych, czyli od R). Warunek jest taki, że powinny być darmowe i albo podobne do SPSS albo przyjazne. Zebrałem krótką listę do sprawdzenia. Może komuś się przyda.

  • PSPP – pakiet dążący do maksymalnej zgodności z SPSS aczkolwiek chyba głównie pod kątem języka deklaratywnego. Podobno względnie odpowiadać ma wersji podstawowej SPSS. Istnieje polski darmowy podręcznik skierowany do politologów z użytkowania programu. PSPP ma tłumaczenie na język polski przygotowane przez Radosława Rogozę i Jana Cieciucha.
  • BlueSky Statistics (edycja Open Source) – anglojęzyczna nakładka na R, ale zbudowana jako samodzielny pakiet. W Internecie jest anglojęzyczna recenzja, dosyć pozytywna.
  • Rcmdr – nakładka graficzna na R, można zapoznać się z jej anglojęzyczną recenzją.
  • RKWard – nakładka graficzna na R, podobno niektórym lepiej się jej używa niż Rcmdr, aczkolwiek w niektórych aspektach jest bardziej skomplikowana i “programistyczna”.
  • Jamovi – anglojęzyczna nakładka na R i chyba też Pythona zbudowana jako samodzielny pakiet. Zaskakuje interfejs użytkownika, który wygląda bardzo współcześnie, zupełnie nie jest typowy program statystyczny. Jest pastelowy, wygląda bardzo prosto skrywając swoje funkcjonalności w zgrupowanych menu czy w wysuwanych panelach. Ktoś bardzo zadbał o wrażenie prostoty. Nawet instalator wymaga jedynie jednego kliknięcia w “Instaluj”.
  • JASP – anglojęzyczna nakładka na R. Współczesny interfejs użytkownika oraz wizualna prostota, ale nie tak radykalnie jak Jamovi.

Z perspektywy zwykłego użytkownika zapewne to, co będzie ważne, to następujące aspekty:

  • Edytor danych – bezpośrednie “dotykanie”, modyfikowanie, działanie z danymi;
  • Zarządzanie danymi – przekodowywanie i różne transformacje wykonywane w przystępny sposób;
  • Zasób funkcjonalności dostępnych z poziomu okien dialogowych i menu.

Być może ja albo żona znajdziemy czas na ocenę tych pakietów. Na tę chwilę jedynie prezentuję ich listę.

Wątek polski w dochodzeniu w sprawie arcybiskupa McCarricka

W “rozgrywkach watykańskich” wokół skandali seksualnych w Kościele Katolickim dotyczących USA oraz państw Ameryki Południowej zaczyna niespodziewanie pojawiać się polski wątek.

Najpierw przypomnienie: ~2 miesiące temu arcybiskup Vigano wezwał Papieża do zwiększenia transparentności Kościoła, rezygnacji ze stanowiska, oczyszczenia hierarchii kościelnej z wewnętrznej mafii (tzw. “homolobby”) i przy okazji wytłumaczenia m.in. sprawy rzekomej protekcji ex-kardynała McCarricka, który miał się dopuszczać różnych niegodnych zachowań seksualnych (z ich powodu zrzekł się godności kardynalskiej). Sprawa podzieliła środowiska katolickie na całym świecie na zwolenników Vigano i zwolenników Papieża, bo Papież nie chciał niczego nikomu wyjaśniać i w ogóle przyjął specyficzną postawę. W tym czasie część katolickiej prasy zajęła się wytykaniem różnych potknięć samego Vigano. W pewnym momencie jednak nastąpiła zmiana (być może pod naciskiem środowisk katolickich z USA, gdzie świeckie stowarzyszenia wycofały wsparcie finansowe dla Watykanu a wielu biskupów poparło dążenia do transparentności i potrzebę śledztwa) i teraz Papież nakazał wszczęcie dochodzeń wyjaśniających. To tyle przypomnienia i nakreślania tła.

Od kilku dni jednakże w kilku obszarach Internetu zaczęły podnosić się głosy, że dochodzenie wyjaśniające idzie w jakimś przedziwnym kierunku. Papiescy śledczy zaczęli podobno korespondować z Naczelną Dyrekcją Archiwów Państwowych aby wydobyć stamtąd całą kolekcję listów między Janem Pawłem II a Anną Teresą Tymieniecką, jego zmarłą dwa lata temu wieloletnią przyjaciółką. Po co? Podobno McCarrick miał się interesownie wkupić w łaski Tymienieckiej, aby ta dobrze o nim mówiła do Papieża i aby ten dzięki temu zignorował rozmaite nieciekawe doniesienia i dopuścił go do dalszych stopni kościelnej kariery. Innymi słowy, śledztwo Watykańskie mogło pójść w kierunku nie tyle badania rzekomej protekcji McCarricka ze strony Papieża Franciszka co wykazywania, że za wszystkim stoi już nieobecny Jan Paweł II. Nie jest to wbrew pozorom głupia droga dochodzenia ponieważ McCarrick został mianowany arcybiskupem Waszyngtonu a następnie kardynałem własnie przez Jana Pawła.

Tutaj pojawia się interesująca komplikacja. JP2 “nagrodzał” McCarricka w latach 2000-2001 gdy był już pod wieloletnim wpływem postępującej choroby Parkinsona. Większość spraw za niego miał wtedy załatwiać zaufany doradca, osobisty sekretarz, biskup Stanisław Dziwisz.

O Dziwiszu ludzie nieprzychylni mówią wiele niedobrych rzeczy. Będąc w Watykanie miał rzekomo przyjmować grube koperty z pieniędzmi za różne uprzejmości. “Ochronił” tez podobno Papieża przez wiedzą o Marcialu Macielu, założycielu Legionu Chrystusa, który przez wiele lat miał dopuszczać się molestowania seksualnego dzieci i innych niegodnych zachowań. Dziwisz miał się przyjaźnić z McCarrickiem.

Czy to wszystko prawda? Może to pomówienia i nieprawdy. W starciu różnych ugrupowań wewnątrzkościelnych jedne mogą chcieć im zaprzeczać a inne je potwierdzać.

Swoją drogą, Vigano publikując w swoim manifeście informacje o McCarricku nie wspomniał nawet słowem o Dziwiszu, co dziwiło niektórych dziennikarzy, którzy spodziewali się w tym kontekście nazwiska polskiego biskupa.

Archiwalne wydania “Głosu Szydłowieckiego”

Nie jest łatwo trafić na łatwodostępne egzemplarze “Głosu Szydłowieckiego” w Internecie. Kilka zarchiwizowało tzw. Internetowe Archiwum (Internet Archive) przy okazji archiwizacji strony internetowej dwumiesięcznika. Poniżej linki bezpośrednie do dostępnych wydań:

Internetowe Archiwum zachowało też trochę trudną do odczytania (ze względu na błędy kodowania) i wybrakowaną kopię wcześniejszej strony internetowej Głosu Szydłowieckiego, która zawierała w danej chwili artykuły z jakiegoś pojedynczego wydania chyba z pierwszej połowy 2001 roku.

Pracodawcy nie wolno weryfikować dokumentów kandydata u ich wystawcy

Ciekawostka z opublikowanego w zeszły czwartek przez Urząd Ochrony Danych Osobowych “Poradnika dla przedsiębiorców“: otóż, pracodawcy NIE WOLNO sprawdzać dokumentów przedłożonych przez kandydata do pracy dzwoniąc do podmiotów, które te dokumenty wystawiły. Czyli NIE WOLNO mu dzwonić do uczelni, aby zweryfikować dyplom, czy do poprzedniego pracodawcy, aby zweryfikować referencje.

To, co pracodawca może, to ewentualnie “mieć podejrzenia” i na ich podstawie złożyć zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa z tytułu art. 270 Kodeksu Karnego (“Fałszowanie dokumentu i używanie go za autentyczny”).

Problemy z zachowaniem standardów naukowych wśród niektórych nauk społecznych

Trójka naukowców postanowiła zbadać i ewentualnie wykazać, że niektóre obszary nauk humanistycznych nie zachowują standardów naukowych – chodzi o obszary różnorakich teorii analizujących i krytykujących kulturę oraz społeczeństwo, studiów tożsamości (np. gender studies) i im podobnych. Opracowali metodologię: rozpoznali zachowania i język osób realizujących się w tych obszarach, “wtopili się w tłum” i zaczęli tworzyć rozmaite publikacje naukowe, które nie powinny przejść procesu rygorystycznej recenzji naukowej. Jak sami napisali: “każdy artykuł zaczynał się od czegoś absurdalnego lub głęboko nieetycznego (lub obu)”.

“Czasami po prostu przyszedł nam zwariowany lub nieludzki pomysł i go realizowaliśmy. Co jeżeli napiszemy artykuł mówiący, że powinniśmy trenować mężczyzn tak jak trenujemy psy, aby zapobiec kulturze gwałtu? Tak powsał artykuł “Dog park”. Co jeżeli jeśli napiszemy artykuł twierdzący, że gdy facet prywatnie się masturbuje, myśląc o kobiecie (bez jej zgody – a nawet bez jej dowiedzenia się o tym), popełnia seksualną przemoc przeciwko niej? To dało nam artykuł “Masturbation”. A co jeśli wykażemy że przyczyną potencjalnego niebezpieczeństwa superinteligentnej sztucznej inteligencji jest to, że programuje się ją jako maskulinistyczną i imperialistyczną w oparciu o “Frankeinsteina” Mary Shelley oraz psychoanalizę Lacanowską? To jest nasz artykuł “Feminist AI”. Co by było, gdybyśmy argumentowali, że “tłuste ciało jest poprawnie zbudowanym ciałem” jako podstawę wprowadzenia kategorii kulturystyki tłuszczowej do sportu zawodowego kulturystyki?”

Dużo innych pomysłów mieli badacze, zainteresowanych odsyłam do linkowanego artykułu.

“W miarę postępów, zaczęliśmy zdawać sobie sprawę, że prawie wszystko można opublikować, o ile mieści się to w moralnej prawowierności i demonstruje zrozumienie istniejącej literatury. Innymi słowy, mamy teraz dobre powody, by sądzić, że jeśli tylko odpowiednio dopasujemy istniejącą literaturę – a zawsze wydaje się, że jest cytat lub gałąź literatury, która to umożliwia – możemy powiedzieć prawie każdą modną politycznie rzecz jaką zechcemy.”

Teraz, aby była jasność, problem leży nie tylko w pomysłach. Niewykluczone, że są kobiety, które chciałyby tresować mężczyzn jak psy, ale trzeba by to wówczas poprawnie uzasadnić. Tymczasem autorzy tych wymyślonych publikacji błędnie je uzasadniali. Stosowali niewiarygodne statystyki, ideologicznie motywowane analizy jakościowe, proponowali rozwiązania wyraźnie sprzeczne z wiedzą medyczną (skrajna otyłość jako kulturystyka tłuszczona). To nie powinno przejść recenzji. Generalnie bardzo źle to świadczy o stanie niektórych obszarów nauki i może być powodem upadku tych obszarów do rangi “nauki” w cudzysłowie.

Co do samych autorów, to jak informuje “The Chronicle”, spodziewają się oni, że całe to przedsięwzięcie na stałe zablokuje im przyszłość akademicką. Spodziewają się, że zostaną im odmówione doktoraty i ewentualne posady akademickie a z obecnych mogą zostać zwolnieni.

Kobiece nazwy zawodów

Fajne kobiece nazwy zawodów w plebiscycie Wysokich Obcasów: pediatrka, chirurżka, naukowczyni, wywiadowczyni, etyczka, polityczka, premierka, sportowczyni, reżyserka, przedsięborczyni.

(Po przejrzeniu wszystkich kandydatur aż dziwnie się czyta, że Magdalenę Żernicką-Goetz nazwano profesorem.)

UPDATE, treść moich komentarzy na Facebooku:

Bo to jest taki projekt popularyzatorski wobec pewnych idei. Niektórzy by powiedzieli, że propagandowy, ale to chyba zbyt przesadzone określenie. No bo trudno go traktować inaczej,, skoro w założeniach jest, że “chcemy wybrać kobietę, która od roku 1918 do 2018 miała największy wpływ na losy świata, kraju, na społeczeństwo, której energia, mądrość, kompetencje i odwaga są wzorem i wsparciem” a następnie w propozycjach jest np. “pierwsza żeglarka, która samotnie opłynęła kulę ziemską”. (Chyba że może ja swoją męską wrażliwością nie potrafię docenić osiągnięć innych ludzi.) Moim zdaniem chodziło po prostu o pokazanie stu w jakiś sposób wyróżniających się Polek – no i może przemycić trochę słownictwa.

PS. Nie wiem jak miałbym rozumieć wyniki tego plebiscytu gdyby wygrała Anna Grodzka. Bardzo frapujące by to było.

(…)  ja się dziwię, że w zestawieniu nie ma byłej minister cyfryzacji, Anny Streżyńskiej. Wydaje mi się, że opuściła już politykę i wróciła do biznesu, więc spełniałaby założenia plebiscytu. Streżyńska cieszyła się wielkim szacunkiem branż inżynieryjnych i to ze względów ściśle merytorycznych oraz ze względu na realne osiągnięcia dla Polski. Do tego stopnia była obdarzona uznaniem, że nie miało to znaczenia, czy działała przy rządzie PO czy PiS.

Czy to Buddyjska spowiedź?

Czytając książkę o buddyzmie, “Oświeconą podróż” Tulku Thondup, natrafiłem na rozdział poświęcony odnawianiu złamanych ślubowań, który opisuje praktykę przypominającą chrześcijański sakrament pokuty i pojednania. Oto więc jeżeli złamane zostały ślubowania (po chrześcijańsku: popełnione zostały grzechy) należy skompletować cztery moce (spełnić cztery warunki). Pierwsza, moc wsparcia, wymaga odnalezienia wyższego autorytetu. Dla buddystów może to być Wadżrasattwa a dla chrześcijanina kapłan (katolicy) albo po prostu Bóg (protestanci). Druga jest moc skruchy, czyli znany katolikom “żal za grzechy”. Trzecia jest moc zobowiązania, czyli odpowiednik katolickiego “mocnego postanowienia poprawy”. Na końcu jest “moc antidotum” czyli moc samej formuły.

Takie podobieństwa między buddyzmem a chrześcijaństwem zaskakują mnie.

Słowniki odmian słów polskich – załadowanie do bazy MySQL

Aby załadować słowniki SGJP i/lub Polimorf do bazy MySQL należy pobrać bazy słownikowe w postaci plików “*.tab” (wewnętrznie jest to format TSV) i wydać następujące polecenia:

CREATE TABLE `words` (
	`inflected` VARCHAR(38) NOT NULL COLLATE 'utf8_general_mysql500_ci',
	`id` VARCHAR(35) NOT NULL COLLATE 'utf8_general_mysql500_ci',
	`description` TINYTEXT NOT NULL COLLATE 'utf8_general_mysql500_ci',
	`additional` TINYTEXT NULL COLLATE 'utf8_general_mysql500_ci',
	`additional2` TINYTEXT NULL COLLATE 'utf8_general_mysql500_ci',
	INDEX `inflected` (`inflected`),
	INDEX `id` (`id`)
)
COLLATE='utf8_general_mysql500_ci'
ENGINE=InnoDB
;

CREATE TABLE `words_polimorf` (
	`inflected` VARCHAR(45) NOT NULL COLLATE 'utf8_general_mysql500_ci',
	`id` VARCHAR(40) NOT NULL COLLATE 'utf8_general_mysql500_ci',
	`description` TINYTEXT NOT NULL COLLATE 'utf8_general_mysql500_ci',
	`additional` TINYTEXT NULL COLLATE 'utf8_general_mysql500_ci',
	`additional2` TINYTEXT NULL COLLATE 'utf8_general_mysql500_ci',
	INDEX `inflected` (`inflected`),
	INDEX `id` (`id`)
)
COLLATE='utf8_general_mysql500_ci'
ENGINE=InnoDB
;

LOAD DATA LOW_PRIORITY LOCAL INFILE 'F:\\sgjp-20180923.tab' REPLACE INTO TABLE `words` FIELDS TERMINATED BY '	' OPTIONALLY ENCLOSED BY '"' ESCAPED BY '"' LINES TERMINATED BY '\n' IGNORE 29 LINES (`inflected`, `id`, `description`, `additional`, `additional2`);
/* 7 224 173 rows imported in 91,594 seconds. */

LOAD DATA LOW_PRIORITY LOCAL INFILE 'F:\\polimorf-20180923.tab' REPLACE INTO TABLE `words_polimorf` FIELDS TERMINATED BY '	' OPTIONALLY ENCLOSED BY '"' ESCAPED BY '"' LINES TERMINATED BY '\n' IGNORE 32 LINES (`inflected`, `id`, `description`, `additional`, `additional2`);
/* 7 374 866 rows imported in 270,469 seconds. */

Można to też sobie wyklikać w HeidiSQL. Parametry importowania plików TAB są takie:

Dekodowanie zawartości kolumny “description” można znaleźć w tej publikacji, rozdział 5.

“Black Athena” Martina Bernala

Nowy zakup, “Black Athena” Martina Bernala. Pozycja stara (pierwszy tom wyszedł w 1987, trzeci w 2006), ale w swoim czasie wzbudziła mocne kontrowersje zarówno pośród akademików jak i poza murami uniwersytetów.

W skrócie, ale jakby od końca: Bernal twierdzi, że nauka od XVIII wieku będąc powodowana intelektualnym rasizmem (niewolenie murzynów powoli się już kończyło, ale panował pogląd ich głupoty i cywilizacyjnej niższości) zniekształciła widzenie cywilizacji starożytnej Grecji, która – i to jest jego właściwa teza – miała być pod bardzo mocnymi wpływami kultury egipskiej, fenickiej i innych czarnych, mieszanych, “kolorowych” i “nie-białych” kultur. Grecki język, nazwy geograficzne, religijne postacie i motywy mają być, według Bernala, przesiąknięte Egiptem a jego wpływ utrzymujący się bardzo długo poprzez wieki.

Jakie to ma dla mnie znaczenie? Bardziej religijne niż historyczne. Kościół Katolicki (i jego rozmaite odłamy też, np. protestanci) uznał arbitralnie, że święte księgi chrześcijaństwa spisane są po grecku i po łacinie. Europejskie chrześcijaństwo jest przesiąknięte greckimi filozofiami. Inne odłamy chrześcijaństwa – te z Bliskiego Wchodu czy własnie z Afryki, są u nas relatywnie nieznane, uważane za jakieś nieistotne. Nie widzimy oczywistych odniesień biblijnych do kultur mezopotamskich czy właśnie egipskich. Z tajemniczych przyczyn centrum świata zdaje się być w Europie nawet jeżeli Jezus się w niej ani nie urodził ani nie wychował. Tymczasem 2000 lat temu dla mieszkańca Egiptu czy Persji mogło nie być żadnych szczególnych problemów z zaakceptowaniem chrześcijaństwa i to nie dlatego, że chrześcijaństwo było takie nadzwyczajne, lecz dlatego, że zwyczajnie było tym ludziom kulturowo bliskie na wiele sposobów. Dzisiaj wszystko to jest obce i egzotyczne. Dochodzimy do ideałów globalnej wspólnoty na drodze albo zupełnie świeckiej, albo na drodze dominacji jednych religii nad drugimi, podczas gdy może istnieć trzecia droga – rozpoznania, że to wszystko warianty tego samego.