Włączenie spolszczenia w The Sims 1 w systemie Windows 10

Ostatnio dla córki instalowałem pierwszą grę z serii The Sims i chociaż posiadaliśmy wersję z oryginalnym polskim tłumaczeniem to gra wcale nie chciała się z takowym uruchomić. Jak się okazało, była to kwestia prostej zmiany w rejestrze, ale nie dokładnie takiej o jakiej można przeczytać w sieci dla systemów wcześniejszych niż Windows 10. W każdym wypadku, należy sobie stworzyć plik tekstowy o rozszerzeniu REG i treści takiej jak niżej a następnie uruchomić plik, aby wprowadzić opisane w nim zmiany do rejestru. Można ewentualnie plik zaimportować prosto z narzędzia RegEdit albo też w narzędziu RegEdit ręcznie wyklikać te zmiany.

Dla systemów INNYCH niż Windows 10:

REGEDIT4

[HKEY_LOCAL_MACHINE\SOFTWARE\Maxis\The Sims]
"SIMS_LANGUAGE"="Polish"

Dla systemu Windows 10:

REGEDIT4

[HKEY_LOCAL_MACHINE\SOFTWARE\WOW6432Node\Maxis\The Sims]
"SIMS_LANGUAGE"="Polish"

Gra się trochę kiepsko zestarzała, więc ostatecznie skorzystaliśmy z subskrypcji chyba Ubisoftu czy EA i zainstalowaliśmy The Sims 4, ale jeżeli ktoś chce wrócić do dawnych czasów to może przyda mu się taka podpowiedź co do włączenia polskiej wersji językowej.

Różnice między generacjami AMD Ryzen

Gdy rozważałem wymianę procesora, nie było dla mnie jasne czym właściwie różnią się kolejne generacje Ryzenów. Nie chodzi mi tutaj o różnice oczywiste typu taktowanie, rodzaje obsługiwanych częstotliwości RAM itp. Nie interesowały mnie bowiem aspekty ważne dla graczy, związane z wydajnością. Interesowały mnie potencjalne inne użyteczne technologie – może jakieś sprzętowe dekodowanie czegoś? Poniżej wynik moich dociekań w oparciu o wybrane modele.

Ryzen 1600 vs Ryzen 2600

  • Inaczej: Zen 1 vs Zen 1+
  • Niższy proces technologiczny: 14 nm zmniejszone do 12 nm
  • Nieco wyższe taktowanie
  • Technologia Precision Boost zastąpiona przez Precision Boost 2
  • Technologia XFR zastąpiona przez XFR 2

Co to jest Precision Boost?

Jest to automatyczne podnoszenie taktowania wybranych rdzeni procesora w sprzyjających okolicznościach. Załóżmy, że mamy model Ryzen 1600 czyli mamy 6 rdzeni taktowanych 3,2 GHz. W pewnych okolicznościach procesor może zwiększyć taktowanie wybranych rdzeni nawet do 4,0 GHz. W wersji 1.0 tej technologii wydaje się to być zależne od tego ile rdzeni jest obciążonych – im mniej, tym wyższe taktowanie dostępne. Przy obciążeniu więcej niż 3 rdzeni maksymalne taktowanie to podobno 3.4 na rdzeń. Czyli efekt nie jest już taki „wow”. Do dyskusji pozostaje, czy w czasach Ryzena 1600 (czyli 2017 rok) aplikacje dobrze wykorzystywały większą ilość rdzeni niż 1-2, więc mogło mieć to sens.

Wersja 2.0 zdaje się wprowadzać bardziej spójne podnoszenie taktowania, bo niezależne od liczby rdzeni i generalnie oparte o zupełnie inny algorytm (podobno chodzi o stopniowe podnoszenie o 25 MHz aż sensory nie wskażą, że trzeba się zatrzymać). Ryzen 2600 ma rzekomo osiągać spójne podniesienie taktowania do 3.9 GHz.

Co to jest XFR?

To również jest technologia związana z taktowaniem. XFR po prostu podwyższa taktowanie wybranych rdzeni procesora jeżeli czujniki temperatury raportują niskie wartości. Innymi słowy, jest to automatyczny overclocking. To, o ile taktowanie jest podnoszone, zależy od modelu procesora. W przypadku Ryzena 1600 jest to podobno 0.1 GHz. „Bonus” kumuluje się z zyskiem z Precison Boost.

Wersja XFR 2 nie wprowadza w tym zakresie wielkich rewolucji – podobno różni się tym, że obejmuje wszystkie rdzenie.

Ryzen 3600 vs Ryzen 2600

  • Inaczej: Zen 2 vs Zen 1+
  • Proces technologiczny: 12 nm vs 7 nm
  • Nieco wyższe taktowanie
  • Obsługa PCI-Express w generacji 4

Jak widać, zmiany nie są rewolucyjne. W zasadzie najbardziej odczuwalna różnica to wyższe taktowania. Dla gamerów.

Ryzen 5600 vs Ryzen 3600

  • Inaczej: Zen 3 vs Zen 2
  • Nieco wyższe taktowanie

Ponownie, bez zmian rewolucyjnych od strony konsumenta, chociaż sporo wysiłku producent włożył, aby podnieść ogólną sprawność procesora. Dla gamerów.

Podsumowanie

Dla nie-gamera różnice praktycznie są żadne między tymi procesorami. Ostatecznie proponuję więc inne kryterium: jeżeli korzystasz z systemu Windows i chcesz mieć procesor zgodny z nadchodzącą wersją 11, wybierz któregoś Ryzena z rodziny Zen 1+. Może właśnie 2600 albo wyższy. Nie warto jednak gonić za procesorami Zen 2 oraz Zen 3.

Uszkodzenie zakładki Windows Update w Ustawieniach

Pewnego dnia zakładka „Windows Update” w ustawieniach systemu Windows 10 zaczęła u mnie wyświetlać komunikat: „Wystąpił błąd. Spróbuj później ponownie otworzyć aplikację Ustawienia.”. Pierwotnie podejrzewałem jakiś problem spowodowany niedawno wgraną aktualizacją albo też niedawno wykonaną migracją całej partycji systemowej na zupełnie nowy dysk, ale po pewnym czasie okazało się, że stoi za tym trudny do wykrycia wirus/malware, który właśnie uszkadzał usługę aktualizacji.

Samo wykrycie i usunięcie wirusa zrealizowałem korzystając ze wspaniałego agregatora różnych narzędzi naprawczych Windows Repair Toolbox. Natomiast nie przywróciło to kompletnego zdrowia usłudze aktualizacji. Próbowałem różnych metod – w tym opisywanej także na stronach Microsoftu (oraz uzupełnianej poza tymi stronami przez różnych znawców) metody resetowania komponentów Windows Update. Ta ostatnia pozwoliła mi przynajmniej na tyle, że mogłem poprzez panel „Usługi” ręcznie zmienić ustawienia usługi Windows Update na automatyczne uruchamianie. Usługa dała się więc uruchomić. Natomiast dalej w aplikacji Ustawienia był błąd taki jak na początku.

Po długich poszukiwaniach doszedłem do wniosku, że wirus musiał nie tylko uszkodzić WU, które prawdopodobnie zostało odbudowane, ale też jakoś uszkadzał właśnie aplikację Ustawienia. Nie chciałem już się z tym dalej borykać i zwyczajnie pobrałem alternatywnego klienta aktualizacji systemowych: WuMgr autorstwa Dawida Xanatosa. Do działania potrzebuje on tylko sprawnej usługi Windows Update a ta została przełączona na automatyczne uruchamianie i była sprawna, więc wszystko zadziałało.

Awaryjne chłodzenie GPU z użyciem wentylatora od obudowy komputera

Gdy w karcie graficznej zepsuje się wentylator a trzeba na komputerze stacjonarnym móc pracować, warto spróbować pożyczyć sobie wiatraczek od obudowy czyli chassis fan. Takie wiatraczki to małe ustrojstwa rzekomo odprowadzające powietrzę z obudowy. Nie są więc ściśle wprost związane z chłodzeniem jakiegoś podzespołu. W sytuacji awaryjnej obudowę można otworzyć a wiatraczek przełożyć gdzie indziej.

Należy więc wymontować kartę graficzną, odpiąć i zdjąć jej własne wentylatory i włożyć kartę z samym radiatorem na swoje miejsce. Następnie wentylator od obudowy należy umiejscowić odpowiednio przy karcie, aby ruch powietrza przechodził przez żebra radiatora – można to zrobić prowizorycznie dosłownie „na drucik” wiążąc np. do elementów obudowy, okolicznych przewodów itp. Wentylator warto podłączyć tak, aby jego prędkość była stała a nie sterowana, co można osiągnąć podłączając do 3-pinowego złącza na płycie głównej. Złącz dla wentylatorów na płycie może być wiele, te 4-pinowe pozwalają na regulację obrotów a 3-pinowe teoretycznie powinny utrzymywać stałą maksymalną prędkość, Wentylator z wtyczką na 4 piny można bezpiecznie podłączyć do 3 pinów, brakujący pin jedynie przełoży się na brak regulacji obrotów. Regulacja jest w tym wypadku nie tyle niepotrzebna co niepotrzebnie skomplikowana, bo do takiej potrzeba by sparować czujnik temperatury GPU z chłodzeniem płyty głównej. Nie sprawdzałem, ale być może da się to wyregulować używając np. programu SpeedFan.

Jak się sprawdza takie awaryjne podłączenie? W przypadku u mnie niedawnym dla karty RX 570, która na swoim oryginalnym chłodzeniu osiągała w warunkach pracy biurowej zwyczajne temperatury, na pracy awaryjnej jest tak:

  • Temperatura przy jednym monitorze 4k, praca biurowa: 39 stopni C
  • Temperatura przy dwóch monitorach 4k, praca biurowa: 51 stopni C
  • Film na Netflix na jednym monitorze 4k w formacie UHD: 70 stopni C

Do czasu wymiany wentylatorów na właściwe, awaryjne rozwiązanie jest więc zupełnie bezpieczne i wystarczające do zastosowań biurowych i domowych.

Joga Programowania

Ten wpis jest kopią archiwalną z moich postów i komentarzy na pewnym wyjątkowym forum dla społeczności IT, na którym publikuję żarty, urządzam prowokacje, dzielę się refleksjami. Generalnie dokuczam kolegom i koleżankom z branży, inspiruję dyskusje i kłótnie.

Świadomy Celibat jest dla elity najbardziej uduchowionych i jest bardzo zdrowy – wprowadza nas w realia życia poza ludzkiego, wiecznego. Ludzie o niskich wibracjach nie będą potrafili go utrzymać, niech nie próbują. Również zmuszanie do niego nie jest dobre dla osoby na niskim poziomie. Dlatego ja Wam wyjaśnię jak podnieść swoje wibracje i świadomie wybrać duchową drogę celibatu. Należy podjąć się Jogi Programowania. Nie chodzi o ćwiczenia gimnastyczne, bo joga to pojęcie szersze – w winnym tłumaczeniu oznaczać może unię ale też jarzmo – trud. Joga Programowania wymaga totalnego zjednoczenia z językiem programowania własnego wyboru. Musisz podjąć codziennie kontemplacje nad słowami kluczowymi, codzienne wizualizacje pętli, rekurencji i innych konstruktów. Należy podjąć też ćwiczenia oddechowe i ćwiczenia skupienia. Jeżeli w Twoim języku używa się średników to będzie to Twój symbol skupienia. Jeżeli są nawiasy klamrowe to one będą spinać Twoje doświadczenie. Jeżeli jest to język oparty o wcięcia z użyciem białych znaków, będziesz musiał ćwiczyć rytm oddechu do rytmu tych wcięć. Wiele jeszcze jest ćwiczeń, ale to nie koniec. Wschodnie ezoteryczne szkoły programowania mają praktyki kontrowersyjne, prawie bałwochwalcze, polegające na oddawaniu czci twórcom danego języka. Portret lub portrety zawiesza się w jednym z pokojów domu i generalnie robi tam kapliczkę. To jest cała oddzielna gałąź jogi programowania.

Mógłbym o tym mówić godzinami, nie wiem czy to ma sens. Wchodzimy w obszar wiedzy tajemnej, która nie dlatego jest tajemna, że ukryta przed oczami i uszami ludzi, ale dlatego, że umysły ich zbyt są skupione na iluzjach doczesności: fałszywych konwencjach, zasadach tworzenia software’u. Dostęp do głębszej wiedzy wymaga wewnętrznego oczyszczenia. Niektórzy potrzebują defragmentacji jak stare dyski talerzowe, co też swoją drogą łączy się z ezoteryczną doktryna siedmiu czakramów informatycznych, czyli wirtualnych talerzowych dysków zasilających astralny RAID. (Dopiero prawdziwe oświecona osoba może dostąpić przemiany helisy DNA w 12 wątkową fabrykę genetyczną, która upgrade’uje te dyski do postaci podobnej do SSD.)

Bądźcie ostrożni z zakupem monitora Samsung U28W590D

Zakupiłem ten monitor tanio na Allegro i widzę, że sporo modeli tego sprzętu się sprzedaje. To jest bardzo dobry monitor 4K 60Hz do pracy biurowej, ale nieużyteczny do oglądania Netfliksa czy korzystania z niektórych usług strumieniowych z kilku przyczyn:

  • wejście HDMI 2, które zgodnie ze specyfikacją oraz z treścią instrukcji powinno obsługiwać 4k 60 Hz nie osiąga tej rozdzielczości – napiszę o tym jeszcze niżej
  • monitor nie obsługuje HDCP 2.2 (aczkolwiek można to obejść odpowiednimi konwerterami o czym już kiedyś pisałem)

No ale co z tym 4k 60Hz? Ono jest dostępne przez DisplayPort (który nie obsługuje HDCP w ogóle) a powinno być dostępne przez gniazdo HDMI 2, ale nie jest. Wiem, że nie jest, bo próbowałem każdej kombinacji sprzętu, kabli oraz ostatecznie przeglądałem dane EDID a nawet próbowałem podstawić fałszywe dane EDID zgodne z parametrami zawartymi w instrukcji. Rozmaite kombinacje z użyciem CRU wyczyniałem, dodawałem rozdzielczości, edytowałem bloki danych itp.

W skrócie: nie, ten monitor nie obsługuje 4k 60Hz poprzez HDMI. Tylko DisplayPort.

Nie wiem czy to pomyłka w specyfikacji czy jakiś inny problem. Wiele osób w Internecie opisuje ten problem. Pojedyncze osoby twierdzą, że u nich w końcu zadziałało, ale podejrzewam, że mogą mieć nowsze modele, w których może naprawiono jakiś błąd z tym związany albo wgrano nowy firmware.

Natomiast ciekawostka: monitor podobno daje się przetaktować na wyższe rozdzielczości. Najwyższa, o której słyszałem w przypadku tego modelu to 5K czyli 5120×2880. Próbowałem nawet taką osiągnąć, ale bez skutku.

Wymuszenie 4K (obsługi VP9) w Google Stadia

Usługi chmurowe poświęcone grom komputerowym mają swoje problemy analogczine do HDCP z usług streamingowych, ale łatwiejsze do rozwiazania. W przypadku Google Stadia wymagana jest obsługa dosyć starego kodeka VP9. Problem w tym, że Stadia go czasami wykrywa a czasami nie wykrywa. Być może ma to związek z tym, że producenci kart graficznych czasami zapewniają jego pełne sprzętowe wsparcie, czasami hybrydowe a czasami w ogóle. Tym nie niej system Windows pozwala pobrać z Microsoft Store darmowe sterowniki software’owe, więc teoretycznie zawsze VP9 powinno być dostępne w Windows 10.

No ale właśnie – Google Stadia twierdzi, że nie mamy VP9 i co mu zrobisz.

Otóż znaleziono obejście tego problemu. Trzeba użyć przeglądarki Chrome i doinstalować do niej rozszerzenie Stadia Enhanced. Wówczas na głównej stronie Stadia pojawią się strzałki, których kliknięcie rozwinie menu różnych dodatkowych opcji. M.in. będzie tam „Codec” oraz „Resolution”. Wybranie rozdzielczości 2160p automatycznie ustawi kodek na VP9.

Sprawdzenie zgodności z HDCP 2.2 w Windows 10

Diagnozowanie

Metoda #1 – Microsoft Edge plus Netflix / Amazon / etc.

Wbrew pozorom sprawdzenie czy komputer z Windowsem jest w stanie przetwarzać sygnał multimedialny chroniony przez HDCP 2.2 nie jest zadaniem łatwym. Nie ma żadnego wbudowanego programu diagnostycznego wbudowanego w system operacyjny a producenci kart graficznych nie zawsze ułatwiają to ze swojej strony – np. AMD wycofało ze swojego oprogramowania wszystkie opcje dotyczące HDCP nawet wbrew życzeniom użytkowników, którzy chcieli zachować przynajmniej możliwość wyłączenia obsługi tej ochrony treści (bo konfliktowała z niektórymi urządzeniami).

Można oczywiście próbować metodą prób i błędów dedukować jakie HDCP aktualnie jest dostępne poprzez sprawdzanie np. jakie rozdzielczości są dostępne w usłudze streamingowej (np. Netfliks), ale wymaga to licznych niewygód:

  • wykupienia najdroższego płatnego planu premium,
  • testowania wyświetlania różnych treści z użyciem niejawnych narzędzi diagnostycznych – w przypadku Netfliksa konieczne jest włączenie treści, która powinna być dostępna w 4K, w przeglądarce Edge lub natywnej aplikacji z Microsoft Store (inne przeglądarki takie jak Chrome, Firefox, Safari nie są obsługiwane) i posłużenie się skrótem klawiaturowym CTRL+ALT+SHIFT+D, aby wyświetlić parametry streamingu.

No i teraz według powyższej metody jeżeli narzędzie diagnostyczne wyświetla rozdzielczość 1280×720 to nie ma w ogóle HDCP lub jest ono w wersji niższej niż 1.4. Jeżeli rozdzielczość to 1920×1080 to HDCP jest w wersji 1.4. Jeżeli rozdzielczość jest wyższa, to HDCP 2.2.

No OK, ale co jeżeli wiemy, że powinniśmy mieć HDCP 2.2 a nie mamy? Problem w tym, że aby HDCP zadziałało, wszystkie komponenty włączone w proces wyświetlania powinny być zgodne z tym standardem: karta graficzna, kabel HDMI, wszystkie podpięte monitory. Istnieje możliwość, że blokada może być na poziomie płyty głównej i procesora, aczkolwiek tylko w starszym sprzęcie tego typu. Wymóg zgodności na każdym etapie sprawia, że dla wielu użytkowników komputerów PC uruchomienie transmisji z HDCP 2.2 jest niemalże niemożliwe bez podjęcia wyjątkowych wysiłków.

Metoda #2 – Diagnostyka zgodności dla UHD Blu-Ray

Istnieje inny sposób niż „sondowanie Netfliksem”, który jest mniej kłopotliwy i ma kilka dodatkowych zalet. Można użyć cyfrowego „doradcy” stworzonego przez firmę CyberLink, który ma sprawdzać, czy zestaw komputerowy jest odpowiedni do obsługi ich czytnika UltraHD Blu-Ray – do pobrania tutaj.

Przykładowe okno programu prezentuję poniżej:

Nie wszystkie z badanych przez program opcji są istotne dla diagnozy czy mamy poprawną łączność HDCP 2.2. Interesuje nas tak naprawdę tylko pozycja „HDCP 2.2 (GPU/Display)”, która bada zgodność karty graficznej oraz wszystkich podpiętych do niej monitorów. Przy okazji możemy też sprawdzić obsługę HDR. Istotna może być obsługa kodeków HEVC, AVC.

Jak pogodzić HDCP 1.4 i 2.2

Urządzenia o różnych wersjach HDCP powinny działać na poziomie najniższej z wersji, ale możliwe jest obejście tego problemu i uruchomienie urządzenia zgodnego z HDCP 1.4 jako zgodnego z HDCP 2.2. Koniecznie jest użycie do tego specjalnego sprzętowego konwertera. Miałem okazję testować konwenter dwukierunkowy Digitus DA-70471. Nowy kosztuje obecnie około 150 zł ale używany można kupić już za 20 zł (i ja tak kupiłem na Allegro).

Konwerter działa w ten sposób, że podłącza się do niego dwa przewody HDMI: jeden jako źródło sygnału („IN”) a drugi jako przewód do urządzenia odbiorczego („OUT”). Urządzenie wykrywa jakie wersje HDCP używane są przez urządzenia na wejściu i wyjściu i automatycznie wybiera rodzaj konwersji:

  • HDCP 1.4 konwertowane do HDCP 2.2
  • HDCP 2.2. konwertowane do HDCP 1.4
  • brak konwersji gdy obie wersje HDCP są identyczne

W moim teście urządzenie zadziałało: CyberLink Advisor dał się oszukać, że monitor obsługujący HDCP 1.4 jest w rzeczywistości urządzeniem zgodnym z HDCP 2.2. Natomiast już Netflix oszukać się nie dał, ponieważ wśród wymogów tej usługi jest nie tylko formalna zgodność ze standardem ale też 60 Hz odświeżania obrazu a monitory oparte o łączność HDMI z użyciem HDCP 1.4 mogą ograniczać ją do 30 Hz i ten konwerter niestety tego nie zmienia.

Ucieczka w DisplayPort 1.2

Prawdopodobnym rozwiązaniem będzie zapewne użycie innego konwertera, aby przełożyć wyjście HDMI do wejścia DisplayPort 1.2 do monitora, które będzie w stanie obsłużyć sygnał 4K 60Hz. Nie próbowałem jednakże takich sztuczek, bo trudno było mi dostać taki konwerter w Polsce w rozsądnej cenie. Na polskim rynku większość tanich konwerterów HDMI do DisplayPort to stare produkty obsługujące wewnętrznie konwersje z HDMI 1.4, które nie potrafią przekroczyć bariery 4K 30Hz. Na rynku zagranicznym powoli się to zmienia. Najtańszy produkt konwertujący z HDMI 2.0 (a więc także i HDCP 2.2) na jaki trafiłem to Benfei HDMI to DisplayPort Adapter kosztujący w amerykańskim Amazonie 26 dolarów plus przesyłka do Polski.

W Polsce na Allegro udało mi się taki kupić powystawowy za 60 zł (ale jeszcze go nie testowałem) i odniosłem wrażenie, że to jakiś zupełny wyjątek od reguły, igła w stogu siana, którą znalazłem tylko dlatego, że wiedziałem dokładnie jakiej marki szukam i jak to wygląda na zdjęciu, bo w opis aukcji był niewystarczający, aby ktoś mógł odnaleźć ten adapter ot tak sobie.

Generalnie produkty tego typu są drogie. Zaraz po wspomnianym Benfei najtańsze konwertery za granicą kosztują 170 dolarów marki Gofanco oraz 200 dolarów marki SIIG. A później jest już tylko gorzej – ceny potrafią skoczyć do 400 dolarów. W Polsce niestety nowe adaptery widziałem w cenach ~1300 zł, co jest absurdalne, bo za tę cenę można kupić sprawny, używany monitor 4K z pełną obsługą HDCP 2.2, HDR i innymi bajerami.

Polecam więc polować na Benfei, sam niebawem przetestuję mój egzemplarz.

Zamiast SMTP można użyć API

Konfiguracja SMTP z różnych przyczyn nie zawsze jest łatwa i przyjemna a serwery linuksowe, które zwykle służą za fundament zapewniający pewne usługi, kryją wiele niespodzianek. Ostatnio zdecydowałem się nie walczyć więcej ze starymi rozwiązaniami tylko spróbować czegoś nowego i podpiąć kilka WordPressów pod zewnętrzne usługi mailowe obsługiwane poprzez dedykowane API. Dla wielu takich usługi istnieją gotowe wtyczki, ja użyłem WP Mail SMTP od WPForms, która w swojej darmowej wersji ma obsługę usługi Sendinblue. A znowuż a usługa w swojej darmowej wersji zapewnia 300 emaili dziennie, co jest wystarczające do potrzeb tych konkretnych WordPressów, a dodatkowo oferuje multum funkcjonalności związanych z np. analityką czy prowadzeniem kampanii. Jeżeli jest potrzeba, można wygodnie przejść na płatne subskrypcje lub wykupić za niewielkie pieniądze zwiększenie limitu maili.

Podłączenie Sendinblue za pomocą wskazanej wtyczki okazało się być banalne – wkleja się tylko klucz API i koniec. WordPress po prostu wysyła maile beż żadnych problemów. W samej usłudze można ewentualnie dokonfigurować domeny, nadawców, adresy IP, jeżeli jest taka potrzeba – i dzieje się to przez bardzo przyjazny interfejs.

Praca konfiguracyjna jest nieporównywalnie mniejsza, niż borykanie się z fochami linuxów, firewalli, urządzeń brzegowych, SELinuxa itp. a zyskuje się mnóstwo dodatkowych funkcjonalności.

Polecam.